Ryanair mocno zabrał się za kontrole bagażu i „kosi” pasażerów. Czy tak będzie zawsze? Mamy dobre wieści, ale nie dla wszystkich
Od kilku tygodni internet huczy o zwiększonych kontrolach bagażu podręcznego pasażerów udających się w podróż Ryanairem. W dramatycznych relacjach podróżnych czytamy, że podczas jednego lotu pracownicy obsługi potrafią złapać na posiadaniu zbyt dużego bagażu nawet 30-40 pasażerów i to niezależnie od tego czy taka osoba podróżuje ze zwykłym biletem czy z priority boarding, pozwalającym zabrać na pokład do 2 sztuk bagażu podręcznego. Zazwyczaj przekroczenie limitu nie jest duże, chodzi o kwestię ledwie kilku centymetrów, więc tym większy jest ból, gdy z tego tytułu trzeba zapłacić nawet 300 zł dopłaty, by zabrać ze sobą bagaż. Jak to wygląda w praktyce? Sprawdźmy.
Wyspa Malta od 2509 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Hurghada od 1996 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Pafos od 2660 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Dlaczego Ryanair tak mocno kontroluje limity bagażowe?
Odpowiedź nasuwa się sama: dla przewoźnika to bardzo łatwy sposób na dodatkowy zarobek, choć jeśli spytać przedstawicieli Ryanaira to na sprawę patrzą zupełnie inaczej. O powodach zwiększonej liczby kontroli bagażu w lutym mówił w rozmowie z Fly4free.pl Michael O’Leary, szef Ryanaira.
– Nie wprowadzaliśmy żadnych zmian dotyczących bagażu podręcznego od 8 lat, ale wciąż jest grupa pasażerów, zwłaszcza tych bez wykupionego priority boarding, którzy myślą, że mogą przyjechać na lotnisko z wielką torbą i nikt tego nie zauważy, a jeśli zauważy, to pokłócą się trochę przy bramce i jakoś przejdą. Otóż nie! Nasze sizery i tak są większe niż regulaminowe wymiary bagażu podręcznego. Jeśli więc pojawiasz się na lotnisku bez wykupionego priority, to zgadzasz się na zabranie ze sobą jednej sztuki małego bagażu podręcznego, a jeśli kółka czy rączka wystaje z sizera, to nie narzekaj, bo i tak pozwalamy ci na więcej niż zezwala nasz regulamin. A jeśli bagaż się nie mieści, to musisz zapłacić lub liczyć się z tym, że nie polecisz. Cały czas słyszymy narzekania: „Ojej, przecież nie musiałem płacić, gdy leciałem do Krakowa, a teraz wracając z Krakowa muszę płacić, , mając taki sam bagaż”. Cóż, nie musiałeś płacić, bo popełniliśmy błąd, a twój bagaż jest wciąż za duży, więc jeśli się nie mieści, to po prostu nie masz wyjścia – tłumaczył szef Ryanaira.
I zaraz dodał, że przewoźnikowi wcale nie chodzi o pieniądze.
– Prawda jest taka, że nie chcemy waszych pieniędzy z oplat za większy bagaż. Wolelibyśmy, żebyście w ogóle podróżowali bez żadnych bagaży. Bo bagaże to tak naprawdę wielki wrzód na tyłku. Sprawiają, że spędzacie więcej czasu w kontroli bezpieczeństwa, opóźniają odprawę, a po wylądowaniu musicie na nie czekać 20 minut albo dłużej – mówił O’Leary.
No dobrze, ale dlaczego Ryanair wcześniej tak drobiazgowo nie sprawdzał bagażu?
Odpowiedź jest prosta i sprowadza się do modelu biznesowego irlandzkiej linii, który opiera się m.in. na maksymalnej utylizacji samolotów. To zaś oznacza, że maszyny Ryanaira spędzają na lotnisku możliwie najmniej czasu, a tzw. turnaround time, czyli czas od wylądowania do ponownego startu często wynosi ledwie 30-40 minut. W tak krótkim czasie agenci często nie mają czasu na sprawdzanie wymiarów bagażu, zwłaszcza w wysokim sezonie, gdy pasażerów jest zwyczajnie więcej. Swoją drogą, sami podróżni też trochę „pomagają” przewoźnikowi, karnie stając w kolejce do wejścia na pokład na długo przed rozpoczęciem boardingu. Wniosek jest więc prosty: Ryanair trochę przyzwyczaił nas do tego, że przymyka oko na zbyt duże torby (nawet minimalnie większe od limitu), a teraz, gdy przewoźnik nagle się obudził, podróżni są zszokowani.
Czy pracownicy obsługi Ryanaira naprawdę dostają prowizje za „złapanie” pasażera ze zbyt dużą walizką?
To gorący temat, który według części podróżnych jest główną motywacją wzmożonej motywacji pracowników obsługi do zwiększenia liczby kontroli. Czy to prawda? Tak, ale nie do końca. Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, taki system premiowy faktycznie istnieje, co oznacza, że pracownicy otrzymują prowizję od każdej opłaty za ponadwymiarowy bagaż. Jednak z drugiej strony słyszymy też, że obsługa na niektórych lotniskach jest bardziej nadgorliwa od innych, co ma być efektem braku jasnych instrukcji ze strony Ryanaira. W efekcie na niektórych lotniskach łapani są wszyscy jak leci, na innych tylko ci, po których już na pierwszy rzut oka widać, że ich bagaż przekracza ustalone wymiary.
Czy takie zmasowane kontrole w Ryanairze zostaną już na stałe?
Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć tę kwestię, natomiast wszystko wskazuje na to, że raczej nie, a zmniejszoną liczbę kontroli powinniśmy zaobserwować już w ciągu kilku najbliższych tygodni. Wynika to z rozpoczęcia szczytu sezonu turystycznego, który oznacza zwiększoną liczbę pasażerów, zwiększoną liczbę lotów i… zwiększone ryzyko opóźnień. Ten ostatni czynnik w przypadku Ryanaira latającego w bardzo ciasnym rozkładzie oznacza położenie jeszcze większego priorytetu na sprawność i punktualność wykonywania operacji lotniczych. Kontrole bagażu oznaczają zaś dodatkowy czas, przez co najpewniej w wakacje zostaną one zredukowane do minimum. Co będzie jesienią? W Ryanairze słyszymy, że dużo będzie zależało od… samych pasażerów i tego, czy ta „terapia szokowa” przyniesie skutek w postaci większego zdyscyplinowania podróżnych.