Ryanair szykuje rekordowe wzrosty w Polsce, ale eldorado może się skończyć za 2 lata. „Zwolnimy tempo, ale…”
Mariusz Piotrowski: Ryanair ma za sobą rekordowy rok w Polsce, jeśli chodzi o liczbę tras i obsłużonych pasażerów, a także imponujące plany na ten rok. Waszą perłą w koronie, jeśli chodzi o Polskę, jest lotnisko w Krakowie, jednak od pewnego czasu pojawiają się obawy o przepustowość tego portu. Owszem, jest planowana rozbudowa, ale jej efekty zobaczymy dopiero za kilka lat. Czy dla pana i dla samego Ryanaira jest to duży problem?
Michael O’Leary: Dla nas najważniejszą rzeczą jest uruchomienie nowej płyty postojowej w połowie roku, na której będzie można postawić nawet 15 nowych samolotów. Wiem, że lotnisko pracuje nad rozbudową terminala i że pewnie potrwa to jakiś czas, ale słyszymy też, że władze lotniska w Krakowie planują w międzyczasie wprowadzać dodatkowe usprawnienia, zwiększające przepustowość. Wiem też, że planowane są też jakieś tymczasowe rozwiązania. Dlatego nie jest to dla mnie zmartwienie – tak długo, jak długo możemy na lotnisku w Krakowie bazować więcej samolotów, będziemy w dalszym ciągu rosnąć na tym lotnisku.
Czyli krakowskie lotnisko nie powinno się martwić, że Ryanair zacznie szybciej rosnąć na przykład w sąsiednich Katowicach?
Nie ma obaw, ale w Pyrzowicach rośniemy już teraz i zamierzamy to kontynuować tak samo jak w Krakowie i nie tylko. Pokazaliśmy już w tym roku, że rośniemy praktycznie na każdym lotnisku w Polsce, z wyjątkiem Modlina. To tak naprawdę nasz jedyny problem – przez ostatnie 3-4 lata rozmawialiśmy o rozbudowie Modlina, ale taka jest polityka. Poprzedniemu rządowi i zarządowi PPL nie zależało na wzrostach w Modlinie ani na Lotnisku Chopina, gdzie nie chcieli dopuścić do żadnej konkurencji. Nowy rząd powinien to zmienić – widzę, że zależy im na wzroście ruchu pasażerskiego na tych 2 lotniskach, my możemy to zapewnić. I nie chodzi tu o to nowe centralne lotnisko, bo to jest jakiś szalony pomysł, żeby budować nowe lotnisko pośrodku niczego. Podobnie zresztą z blokowaniem rozwoju Lotniska Chopina na poziomie 20 mln pasażerów rocznie.
Z pana słów wynika, że jest szansa na porozumienie z Modlinem. Czy ta całą awantura była więc potrzebna?
To nie był błąd, ale w naszej komunikacji zbyt dużą wagę położyliśmy na temacie Modlina. Zamiast tego powinniśmy kłaść większy nacisk na nasze wzrosty w Krakowie, Gdańsku, Katowicach i innych lotniskach w Polsce. I takich inwestycjach jak nowe centrum treningowe w Krakowie, które pokazuje, że chcemy inwestować w Polsce i współpracować z polskimi władzami. Przykład Krakowa idealnie to pokazuje – zarówno prezydent maista, marszałek jak i polski rząd popierają naszą inwestycję.
Djerba od 1603 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Zakynthos od 2322 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Złote Piaski od 2230 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Plany wzrostu na ten i przyszły rok są bardzo imponujące, ale chciałbym zapytać o kolejne lata. W przyszłym roku Ryanair odbierze ostatnie Boeingi 737 8200 i nastąpi dłuższa przerwa, zanim zaczniecie otrzymywać Boeingi 737 MAX 10 z nowego zamówienia. Czy to oznacza, że od 2026 roku te wzrosty w Polsce będą znacznie mniejsze?
Tak naprawdę jedyny rok, gdy nie będziemy mieli nowych samolotów, to lato 2026 roku, ale jeśli okaże się, że Boeing będzie nam dostarczał samoloty w takim tempie jak obecnie, to być może także wtedy będziemy jeszcze dostawać od nich nowe maszyny. Spójrzmy na ten rok – mieliśmy dostać do końca czerwca 57 nowych samolotów od Boeinga, obecnie wygląda na to, że dostaniemy maksymalnie 35-40 samolotów. To znacząco spowalnia nasz wzrost, ale jednocześnie daje nam możliwość większych wzrostów w 2025 roku. Na lato 2025 roku mieliśmy pierwotnie zaplanowany odbiór 30 nowych samolotów, ale w tej sytuacji chcielibyśmy, żeby Boeing dostarczył nam wtedy 47 nowych maszyn.
Co się stanie w 2026 roku? Teoretycznie będziemy wtedy rosnąć wolniej, ale wciąż jest to możliwe, na przykład poprzez przekierowywanie samolotów z drogich lotnisk jak Dublin czy Londyn Stansted do takich miejsc jak Polska.
Ale 2027 rok też nie wygląda bardzo obiecująco pod tym kątem?
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, odbierzemy wtedy 17 pierwszych Boeingów 737 MAX 10. To niedużo, ale wciąż mamy wiele możliwości, by zwiększyć nasze oferowanie, choćby poprzez przedłużenie umów leasingowych czy szukanie innych opcji dostępnych na rynku. Natomiast naszym preferowanym modelem wciąż jest wzrost w sposób organiczny poprzez terminowe odbieranie zamówionych samolotów od Boeinga.
Pewnym paradoksem wybuchu wojny w Ukrainie było to, że po zamknięciu jej przestrzeni powietrznej i zawieszeniu wszystkich lotów pasażerskich trochę zyskała Polska, gdzie mogliście mocniej rozwinąć skrzydła. Czy w przypadku zakończenia działań wojennych może to oznaczać, że wzrosty w Polsce znów wyhamują?
Gdy wojna w Ukrainę się skończy, to na pewno będziemy rośli w tym kraju w bardzo szybkim tempie, ale jednocześnie oznacza to też jeszcze więcej okazji do wzrostów w Polsce i krajach bałtyckich. Nie tylko z uwagi na ruch z Ukrainy, bo uważam, że wzrośnie też ruch turystyczny z Europy Zachodniej i więcej podróżnych będzie chciało przyjechać i pozwiedzać Polskę, Rumunię, Bułgarię czy kraje bałtyckie. Sam byłem prywatnie z moją rodziną w Krakowie w październiku ubiegłego roku, dużo zwiedzaliśmy, moje dzieci były zachwycone rynien i innymi zabytkami. Myślę, że wojna w Ukranie wpłynęła więc raczej negatywnie na ruch lotniczy, a gdy wojna się skończy i Putin przegra, co oczywiście będzie świetną wiadomością dla wszystkich, ruch lotniczy zacznie rosnąć nie tylko w Ukrainie, ale też w Polsce i innych krajach Europy Środkowej.
Ukraińskie władze mówiły niedawno, że chciałby rozpocząć starania, by mimo prowadzonych działań wojennych otworzyć w ograniczonym zakresie niebo dla połączeń pasażerskich. Czy to pana zdaniem realny scenariusz?
Myślę, że EASA nigdy się na to nie zgodzi. Mamy dużo dobrej woli, ale nikt nie ufa Rosjanom, którzy już przecież maczali palce w zestrzeleniu samolotu Malaysia Airlines. Ale jak mówiłem już rok temu w Kijowie: gdy tylko wojna się skończy, a EASA da zielone światło, to w ciągu 6 tygodni otworzymy 25 nowych tras, także z Polski, na lotniska we Lwowie, Kijowie i Odessie.
Chciałbym jeszcze wrócić do tematu Boeinga. Czy w ostatnich miesiącach, gdy pojawiło się mnóstwo kontrowersji wokół tej firmy, pojawiały się w pana głowie pomysły, żeby zerwać z nimi umowę na dostawę nowych samolotów?
Nie ma sensu myśleć w taki sposób, bo rzeczywistość jest jasna: nasz wybór i tak jest ograniczony tylko do 2 przewoźników. A my mamy duże szczęście, bo mamy zamówienie na 350 samolotów od Boeinga. Dlatego nie rozumiem nastawienia i komentarzy takich linii jak United Airlines, która mówi, że może zerwać umowę z Boeingiem i zwrócić się w stronę Airbusa. To wszystko brzmi bardzo dobrze, ale u Airbusa nie dostaniesz nowych samolotów przed 2030 rokiem. A inni producenci? Chińczycy mają swoje problemy, rosyjskich samolotów nie można kupić, a nawet gdyby to było możliwe, to ja na pewno nie chciałbym latać samolotami z Rosji. Mamy więc wybór między Airbusem i Boeingiem i jesteśmy w dobrej sytuacji. Jedyne pytanie brzmi, czy Boeing może nam dostarczyć samoloty na czas. Przeszli przez kilka bardzo złych miesięcy, ale mam nadzieję, że uda im się uporać z problemami.
Ale nie czuje pan, że Ryanair jest trochę zakładnikiem Boeinga?
Każda linia jest zakładnikiem Airbusa lub Boeinga. A kiedy patrzę na sytuację Wizz Aira, który uziemił 20 procent swojej floty z powodu problemów z silnikami, nie może w ogóle rosnąć i ma problemy, które potrwają nawet 3 lata, to wciąż wolę być klientem Boeinga, który naprawi swoje problemy z silnikami szybciej niż Airbus. Wolę więc być zakładnikiem Boeinga niż Airbusa.