„Ludzie muszą zrozumieć, że to koniec tanich wakacji”. Szef Ryanaira znów zaskakuje
Szef Ryanaira słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi, a w ostatnich miesiącach niewątpliwie jego głównym problemem jest Brexit. Nic więc dziwnego, że po raz kolejny nie szczędzi gorzkich słów w tym temacie.
– Myślę, że w naszym interesie jest, żeby – nie na długo, ale jednak – uziemić samoloty – zaapelował do szefów linii lotniczych podczas spotkania w Brukseli. – Tylko wtedy jesteśmy w stanie przekonać przeciętnego Brytyjczyka, że został okłamany podczas debaty o Brexicie – dodał.
O’Leary przypomina, że w trakcie kampanii zachwalającej opuszczenie Unii Europejskiej, Brytyjczycy byli zapewniani, że będą mogli opuszczać UE bez większych trudności, a dotychczasowy sposób podróży pozostanie bez zmian.
– W rzeczywistości można wyjść z UE, tak, to twój wybór, ale wszystko zasadniczo się zmieni – zapowiada szef Ryanaira. – Prawdziwy kryzys nastąpi, gdy loty między Wielką Brytanią a resztą unii zostaną zakłócone – mówił.
Oczywiście nie wszyscy podzielają genialny plan Irlandczyka. Obecny na spotkaniu szef easyJeta od razu zapewnił, że jeśli tylko żółto-niebieskie samoloty przewoźnika zostaną na ziemi, to jego flota chętnie wypełni tę lukę. Mniej radykalny był za to Carsten Spohr z Lufthansy. Przyznał, że w teorii to może być dobry sposób, by uświadomić Brytyjczyków, jaki popełnili błąd.
– Jeśli zdasz sobie sprawę, że nie będziesz już miał tanich wakacji w Portugalii, Hiszpanii czy we Włoszech, a na urlop zaczniesz jeździć do Szkocji czy Irlandii, będziesz chciał przemyśleć decyzję o Brexicie – przekonuje O’Leary.
Już w sierpniu ubiegłego roku pisaliśmy o tym, że O’Leary próbuje dowiedzieć się, jak po Brexicie ma funkcjonować branża lotnicza. Skarżył się wtedy na niekonsekwencję, niewiedzę i zbytnie lekceważenie tematu przez urzędników. I atakował niektóre linie, przekonując, że chaos jest im na rękę.
– To logiczne, że niemieckie i francuskie linie lotnicze nie będą chciały dopuścić do porozumienia – komentował w trakcie sierpniowej konferencji prasowej – Jeśli możesz zniszczyć konkurencję małym kosztem, to działasz. Gdybym był na ich miejscu, robiłbym to samo – dodał.
Wrzesień miał być ostatecznym terminem uzgodnienia zasad lotów po Brexicie. Inaczej linie lotnicze nie mogłyby ustalić harmonogramów na wiosenne rejsy. Teraz O’Leary wreszcie może spać spokojnie. Dzisiaj ogłoszono, że do 2020 sytuacja w branży lotniczej pozostanie bez zmian. Szef marketingu Ryanaira, Kenny Jacobs, nie jest jednak w pełni zadowolony.
– W ciągu ostatnich dwóch miesięcy osiągnięto dobre postępy. Rząd brytyjski wysłał swój plan przejścia i ma pewne pozytywne oznaki dla branży. Oznacza to, że do końca grudnia 2020 r. status quo pozostaje ten sam – powiedział. – Większym problemem jest to, co nastąpi później. Sygnały są dużo bardziej negatywne niż byśmy chcieli – dodał tajemniczo.
Mimo potencjalnych kłopotów na brytyjskim rynku, Ryanair nie zwalnia tempa. Według przewidywań firmy, zaledwie za 2 lata na pokładach irlandzkiego przewoźnika gościć będzie 170-180 mln pasażerów rocznie, a w 2024 roku nawet 200 mln. Już do końca tego miesiąca ma ich być 130 mln.
fot. Ryanair
Stały wzrost wygeneruje przede wszystkim otwieranie kolejnych baz i dokładanie nowych kierunków do siatki połączeń.
– Francja i Skandynawia już się otworzyły. Nie mamy tam obecnie żadnych baz, więc można się spodziewać, że tam będzie duży wzrost – powiedział O’Leary.
Wiadomo też, że Ryanair prowadzi zaawansowane rozmowy z lotniskiem w Wiedniu i najprawdopodobniej najdalej za 1,5 roku uruchomi trasy do austriackiej stolicy. Dodatkowo, niedawno podpisana umowa z Aer Lingus sprawia, że na pokładzie dwóch tanich linii (ale na jednym bilecie) będziemy mogli dotrzeć do Stanów Zjednoczonych.
Przewoźnicy, którzy dotąd konkurowali ze sobą, postanowili połączyć siły i wzajemnie „dowozić” pasażerów na nieobsługiwane przez siebie trasy. Podobny model biznesowy już wcześniej sprawdził się w przypadku Ryanaira i Air Europa. Dzięki tej współpracy pasażerowie irlandzkiej linii, po przesiadce mogą dotrzeć do wielu miejsc Ameryki Południowej (m.in. Bogoty, Buenos Aires czy Santa Cruz). Wiadomo też, że na tej samej zasadzie Ryanair chce współpracować także z innymi liniami, a to z kolei regularnie rozszerza możliwości dla pasażerów.
Jak widać teorie, które po ubiegłorocznych masowych odwołaniach lotów wieściły upadek żółto-niebieskiej linii, a przynajmniej solidny bojkot wśród pasażerów, miały niewiele wspólnego z prawdą. A sam Ryanair kolejny raz uciera nosa niedowiarkom i swoim przeciwnikom.