Ryanair domagał się rozmowy ze… zmarłym pasażerem. „Inaczej nie możemy zwrócić pieniędzy”
Sprawa Yvonnne Shields i jej męża Colina rozgrzewa obecnie brytyjskie media, ale tak naprawdę mogła dotknąć wielu z nas. Mężczyzna w ubiegłym roku zarezerwował bilety do Wenecji dla czterech osób – siebie, żony i dwóch asystentów, którzy mieli towarzyszyć mu w trakcie wrześniowej podróży. Colin chorował bowiem na porażenie czterokończynowe i potrzebował dodatkowej opieki. Do Włoch wybierał się aby reprezentować Szkocję w meczu piłki nożnej na wózkach elektrycznych.
Costa Brava od 1976 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Kreta Zachodnia od 2855 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Poznań)
Kemer od 2106 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Niestety, kilka miesięcy przed zaplanowaną podróżą mężczyzna zmarł. Wdowa zdecydowała się więc zgłosić do Ryanaira, żeby odzyskać pieniądze za bilety. Początkowo linia była gotowa zwrócić kwotę jedynie za męża – 258 funtów (czyli ok. 1276 zł) – po tym jak przedłoży akt zgonu i dowód, że jest wykonawcą testamentu. Kobieta dopełniła formalności, ale mimo upływu czasu, pieniądze nie wróciły na konto. Wtedy kobieta postanowiła jeszcze raz skontaktować się z Ryanairem.
Za drugim razem linia stwierdziła jednak, że nie może udzielić żadnych informacji o rezerwacji i że prośbę o zwrot może złożyć wyłącznie pasażer, który kupił bilety. Tyle że ten… już nie żyje.
– Popłakałam się. Mam teraz mnóstwo spraw na głowie po śmierci Colina. (…) Fakt, że nie chcieli oddać pieniędzy jest naprawdę frustrujący – przyznała Yvonne w rozmowie z mediami. – To jak walić głową w mur. Jak można poprosić o rozmowę z kimś, kogo już z nami nie ma? – dodała.
Zdesperowana kobieta postanowiła nagłośnić swoją sprawę w mediach. I wtedy szybko okazało się, że cała sytuacja to błąd pracownika infolinii.
Ostatecznie Ryanair przeprosił za całą sytuację i obiecał wypłacić zwrot kosztów za wszystkie cztery bilety, czyli 827 funtów.