O’Leary: „Bilety na samoloty są za tanie”. Obserwujemy historyczny wzrost cen
Rosnące ceny paliwa, inflacja, nowe podatki lotnicze, a wcześniej także pandemia i kryzysy geopolityczne sprawiają, że branża lotnicza stoi przed wielkimi wyzwaniami finansowymi. A to niestety może (a nawet musi) odbić się na cenach biletów, a więc na pasażerach.
– Za każdym razem, gdy jadę na lotnisko Stansted dostrzegam ten absurd, że podróż pociągiem do centrum Londynu jest droższa niż bilet lotniczy – przyznał O’Leary w rozmowie z Financial Times. – To moja robota i zarobiłem na tym dużo pieniędzy, ale to zbyt tanie na to, czym właściwie jest.
Riwiera Czarnogórska od 2479 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Gdańsk)
Costa Dorada od 2559 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Riwiera Albańska od 1550 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
I niestety, choć miłośnikom taniego latania się to nie spodoba – ma rację. Amerykanie wyliczyli, że tylko w kwietniu tego roku bilety lotnicze w skali globalnej podrożały o 18 proc. To największy wzrost w skali roku od 59 lat, czyli umówmy się, tak naprawdę w całej historii latania powszechnie dostępnego i popularnego.
– Nie wierzę, by podróż lotnicza przy średniej cenie 40 EUR w średnim sezonie, była zrównoważona. To jest po prostu za tanio – wyjaśnia O’Leary.
Zapewnia jednak, że już nawet nie duże podwyżki mogą zmienić ten stan rzeczy. I jednocześnie bilety nadal nie będą drogie. Choć już nie tak tanie, jak nas do tego przyzwyczaiły niskokosztowe linie, czyli m.in. sam O’Leary. Nie ma więc mowy o żadnym końcu ery taniego latania.
– Loty nadal będą przystępne cenowo, tyle że za 50 czy 60 EUR – dodał.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?