Fly4free.pl

Najdroższy bilet w historii klasy ekonomicznej? Wszystko przez rządowe ograniczenia

dolary
Foto: Alexander Mils / Unsplash

Blisko 43 tys. AUD czyli ponad 120 tys. (!) PLN zapłacił jeden z pasażerów, chcący (najwyraźniej wręcz desperacko) dostać się z Londynu do Sydney. Po drakońskich ograniczeniach, jakie australijski rząd nałożył na branżę lotniczą, ceny biletów osiągnęły kompletnie absurdalny poziom. I pobiły wszelkie rekordy.

Na co dzień skupiamy się przede wszystkim na najtańszych możliwych biletach. To wokół nich w dużej mierze kręci się dziś branża podróżnicza. Ale gdy pojawiła się pandemia koronawirusa, a wraz z nim największy w historii kryzys w tejże, wszystko zostało wywrócone do góry nogami. Nie ominęło to także cen biletów, choć takiego obrotu spraw chyba nikt się nie spodziewał.

Jedna z najciekawszych sytuacji, nie tylko w kontekście ostatnich dni, ale całej pandemii, miała właśnie miejsce w Australii. Już za niewiele ponad tydzień, w życie wejdą tam nowe przepisy, jeszcze mocniej zaostrzające limity przylotów międzynarodowych. Do tej pory do Australii każdego tygodnia mogło wlecieć zaledwie 6070 pasażerów. Ale już od 15 lipca będzie ich tylko 3035. I to w tym samym czasie, gdy według nieśmiałych szacunków aż 35 tys. Australijczyków wciąż przebywa poza granicami kraju. W kontekście nowych przepisów, ich powrót musiałby zająć ponad 11 tygodni.

W efekcie, ceny biletów do Australii poszybowały do absurdalnego poziomu. Przeanalizował je portal Australian Aviation.

Na wtorek 15 lipca lot w jedną stronę z Wielkiej Brytanii do Sydney kosztuje 43 367 AUD za 44-godzinną podróż. Pakiet sprzedawany przez GotoGate obejmuje loty liniami Air Moldova i Etihad – czytamy w analizie. – Chociaż jest to najwyższa jak dotąd cena biletu, loty regularnie kosztują więcej niż 30 tys. AUD. (…) Są więc sprzedawane po prawdopodobnie najwyższych cenach w historii.

Portal wylicza również ceny biletów na innych popularnych międzynarodowych trasach. Za połączenie z Nowego Jorku do Sydney trzeba zapłacić ok. 20 tys. AUD (ok. 57 tys. PLN), z Paryża 30 tys. AUD (ok. 85 tys. PLN), a Tokio 15 tys. AUD (ok. 42 tys. PLN).

Zresztą, jeśli chodzi o zaskakujące windowanie cen w trakcie takich decyzji, nie trzeba daleko szukać. Wystarczy przypomnieć sobie sytuację z marca ubiegłego roku, gdy niemal z dnia na dzień, polski rząd zapowiedział zablokowanie ruchu lotniczego w Polsce. Uruchomione wtedy połączenia akcji #LotDoDomu również nie należały do najtańszych. Ale schodziły jak świeże bułeczki, bo najczęściej były jedyną opcją powrotu do kraju. I choć daleko im było do obecnych cen, których mogli doświadczyć pasażerowie z Australii, to niewątpliwie widać, że są sytuacje, w których cena biletu najwyraźniej nie gra roli.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Na jutro Emirstes 32k pln czyli gosc przepłacił 4x ;)
marcin.krakow, 6 lipca 2021, 19:56 | odpowiedz
To na jutro a po 15 lipca jaka cena? :-)
marcin.krakow Na jutro Emirstes 32k pln czyli gosc przepłacił 4x ;)
DMWpl, 6 lipca 2021, 21:13 | odpowiedz
Ja tam widzę bilety z Paryża do Sydney na 16.07. za niecałe 6.000 zł (Air France + Malaysia Airlines). Ale to mniej podniecająca cena niż wspomniane w artykule 85.000 zł...
Kornel, 7 lipca 2021, 3:11 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »