Przyszłość jest teraz. W terminalu lotniska. Nie w samolocie
Dojeżdżam samochodem na lotnisko. Pod sam terminal. Tu przejmuje go ode mnie robot i odholowuje na parking. Jeszcze zdążyłem wyjąć walizkę.
Wchodzę do lotniskowego budynku. Podchodzę do automatu z panelem dotykowym, chcę nadać bagaż na lot. Skanuję kartę pokładową na smartfonie, dotykam cyfry 1 na ekranie automatu, po chwili z mini-drukarki wysuwa się naklejka na walizkę. Mocuję ją do bagażu, idę do automatycznej taśmy, gdzie kładę pakunek. Już wyruszył w drogę do luku bagażowego samolotu, którym będę leciał.
Udaję się do bramki przed strefą zastrzeżoną terminalu. Przykładam wyświetlacz telefonu z kartą pokładową do czytnika. Bramka otwiera się. Teraz kontrola graniczna, udaję się w podróż poza Unię Europejską. Kolejna bramka. Staję przed kamerą. Trwa skanowanie. Moja tożsamość została rozpoznana, komputer życzy mi udanej podróży
Mam jeszcze chwilę przed lotem. Zajrzę do saloniku na kawę. Przed wejściem muszę położyć rękę na skanerze palców, żeby system rozpoznał mój status w programie lojalnościowym.
Okej, czas do samolotu. Tu przed samą bramką po raz pierwszy spotykam się z żywym pracownikiem lotniska a nie robotem czy maszyną. Kontrola bagażu osobistego. Poszła szybko. Teraz czas na lot.
Po przylocie do miejsca podróży, znowu pika Messenger. Mój bagaż jest do odebrania na taśmie numer 1.
To nie wizja przyszłości. To rzeczywistość. Niektóre rozwiązania, jak komunikacja z pasażerem przez Messengera (na przykład KLM), samodzielne nadawanie bagażu rejestrowanego (np. Auckland, Chicago) to praktyki na stałe już wdrożone i przyjmowane przez coraz to kolejne lotniska i linie.
Karta pokładowa w telefonie to standard, który nikogo już nie dziwi. Robot zabierający samochód spod terminalu? To już działa na paryskim lotnisku Charlesa de Gaula.
Najwięcej „przyszłościowej wizji” a nie realności jest w procesie identyfikacji pasażera. Kontrole graniczne zautomatyzowane już funkcjonują, ale paszport jeszcze trzeba przykładać do czytnika. Jednak Australia i Dubaj zapowiedziały, że planują do 2020 identyfikować pasażerów już tylko po danych biometrycznych. KLM i JetBlue testują już na lotniskach dopuszczanie do boardingu poprzez skan twarzy pasażera. Delta w Waszyngtonie poprzez odciski palców rozpoznaje swoich stausowców.
To właśnie tu, w terminalu lotniska, dzieje się największa aktualnie rewolucja w lotnictwie pasażerskim. Samoloty natomiast nie zaskakują niczym szczególnym od 50 lat.