REKLAMA

Praca marzeń? Sprawdziliśmy to i zatrudniliśmy się w schronisku górskim. Jak poszło?

Schronisko na Starych Wierchach
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o pracy w schronisku górskim, ale baliście się zapytać. Dziennikarz Fly4free.pl postanowił na własnej skórze przekonać się, jakie są realia pracy w takim miejscu.

Archiwalny wpis na jednym z górskich forów internetowych:

– Złodzieje! Jak można za piwo życzyć sobie 9 PLN, jak w knajpie na dole można kupić piwo za 6 PLN. Czym się różni schronisko od innego miejsca? W tyłkach im się poprzewracało!

Mail wysłany do jednego z obiektów:

– Moim marzeniem jest praca w schronisku. Kocham góry, a dzięki temu mogłabym być bliżej nich. W czasach studenckich każdego lata spędzałam czas na szlakach, znam klimat schroniskowy, wieczory przy gitarze, opowieści turystów. Żadnej pracy się nie boję, mogę sprzątać schronisko, zajmować się obsługą turystów, pracować na kuchni. Pieniądze są rzeczą drugorzędną. Proszę o szansę na realizację marzeń, będę świetnym pracownikiem.

Dostała szansę. Wytrzymała 2 tygodnie. Potem się rozpłakała, spakowała swoje rzeczy i zeszła do Nowego Targu. Niektórzy wytrzymują jeszcze krócej. Marzenia brutalnie weryfikuje codzienność schroniskowa. A z drugiej strony: tam wciąż napotkamy pasjonatów, którzy bez gór i schroniska po prostu nie mogą wytrzymać.

Mówię: sprawdzam!

Postanowiłem przekonać się na własnej skórze, jak wygląda praca w schronisku górskim od kuchni. Zatrudniłem się na weekend w schronisku PTTK w Gorcach. A raczej w dwóch, położonych od siebie w odległości dwóch godzin marszu szlakiem przez las i polany. W upalny lipcowy weekend, gdy żar lał się z krakowskiego nieba, spakowałem plecak i ruszyłem w góry.

– Poważnie chcesz spróbować? Zapraszam, ale nie mów, że nie ostrzegałem – śmieje się Olek Długopolski, który razem z żoną Bogusią jest dzierżawcą schroniska na Starych Wierchach oraz schroniska na Turbaczu. – Tylko nie miej potem pretensji, że inaczej będziesz patrzeć na naszą pracę – dodaje półżartem.

Znam Olka od wielu lat. Zaryzykuję.

* * *

To zupełnie odmienne obiekty: kameralny budynek na 30 osób… i ogromne schronisko w centralnym punkcie Gorców, które latem jest oblężone przez niedzielnych turystów i rowerzystów.

Stare Wierchy to kilka osób, które zajmują się obsługą ruchu turystycznego. Turbacz to blisko 20-osobowa ekipa, która ma ściśle podzielone obowiązki.

Niebo i ziemia. A zarazem są do siebie w wielu kwestiach podobne.

Schronisko w Gorcach
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Dochodzę szlakiem do schroniska na Starych Wierchach, zostaję przedstawiony personelowi („– To jest Paweł, ma Wam pomóc w pracy, traktujcie go jak członka zespołu”)… i wsiąkam. Budynek jest położony na polanie, w otoczeniu lasów świerkowych, dookoła cisza i spokój. 968 m n.p.m. powoduje, że powietrze jest dość rześkie, a panorama okolicy wręcz zachęca do spędzenia czasu na zewnątrz, podziwiając przyrodę i odpoczywając.

O ile masz na to czas, między sprzątaniem, gotowaniem, zmywaniem i obsługą turystów.

Schronisko budzi się wcześnie. Zapomnij o rozkoszach wylegiwania się w łóżku. Jeżeli okienko bufetu otwiera się o 8:00, bądź pewien, że pracownicy schroniska są na nogach od bladego świtu.

– Na Starych Wierchach jest luźniej, tam można wstać o 6:30. Na Turbaczu, szczególnie w sezonie zimowym, niektórzy są w pracy już grubo przed 6 rano – opowiada Olek.

Olek Długopolski to twardy facet, który wie, co oznacza zima w górach – zarazem będąc chodzącą i uśmiechniętą oazą spokoju. Razem z żoną „gazduje” na Turbaczu ponad 11 lat, od 2016 roku jest także dzierżawcą schroniska na Starych Wierchach.

Jak spora część ludzi z Podhala, ma mnóstwo różnych talentów: świetnie gra na gitarze (i sam je konstruuje), daje sobie radę ze skrzypcami, jest narciarzem, ski-alpinistą, członkiem Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego… i namiętnie jeździ na motorach crossowych, startując nawet w Mistrzostwach Polski.

– Kiedyś miałem na różne rzeczy więcej czasu. Teraz często nie wiem, w co ręce włożyć – krzywi się Olek.
– Co z gitarą, którą miałeś skończyć?
– Skończę. Kiedyś.

Lecę do kuchni, przecierając resztki snu z oczu. Wszystko musi pracować jak w szwajcarskim zegarku. Turyści potrafią wcześnie się zbudzić: chcą zjeść śniadanie, napić się kawy, zrobić sobie herbaty do termosu… i na szlak.

Sala jest nabita ludźmi, w kuchni gwar, zamówienia muszą być realizowane na bieżąco. Uwijam się jak w ukropie, chcąc nadążyć za innymi. Dziewczyny śmieją się, widząc moją nieporadność w niektórych momentach.

– Tutaj wszystko trzeba robić jak w domu. Ino trzy razy szybciej, bo inni czekają – instruuje mnie kucharka.

I ma rację, bo liczy się czas. Turysta nie lubi czekać. Zaraz obsmaży w mediach społecznościowych, napisze kąśliwy post na facebooku, skomentuje.

Część zajęć jest ściśle dostosowana do harmonogramu. Poranna gonitwa, kiedy turyści chcą szybko opuścić schronisko, potem przygotowania do obiadu, praca przy sprzątaniu pokoi po tych, którzy wymeldowują się, „ogarnianie” całego obiektu.

Plus nerwowy moment, gdy w schronisku jest szczyt ruchu (weekendy w godzinach 11-15) – wszystkie ręce są potrzebne do pracy. Do popołudniowych i wieczornych zajęć jeszcze dojdziemy.

Schronisko w Gorcach
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

* * *

Wydałem blisko 30 śniadań, pot leje się ze mnie strumieniem, może będzie chwila wytchnienia. Zapomnij, Paweł – trzeba posprzątać. Schronisko? Nie, kuchnię i salę.

Zmywanie jest fajne. Zmywanie po 35 osobach jest mniej fajne. Zmywanie po tabunie ponad 1000 turystów, którzy wbiegną/wejdą/doczołgają się na Turbacz lub Stare Wierchy, zjedzą obiad i pójdą w dół – jest koszmarem.

Do zrobienia są pokoje. Automatyzacja ruchów: zdjąć pościel, prześcielić łóżko, odkurzyć, wyrzucić śmieci. Powtórz. Zdjąć pościel, prześcielić łóżko, odkurzyć…

Jest 11:00, a ja czuję, że ten dzień będzie bardzo długi.

Wnętrze schroniska górskiego
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / Shutterstock

– Pracujemy w systemie 1+1, to nam odpowiada – mówi mi jedna z dziewczyn.
– Czyli?
– Tydzień jesteśmy w pracy, tydzień w domu. I znów tydzień na miejscu.
– Nie zjeżdżacie w tym czasie na dół?
– Ciężko to zrobić, jest mnóstwo pracy, nie da się.
– Trochę jak na koloniach, cały czas ze sobą…
– (śmiech) Chyba jak na kolonii karnej. Nie, żartuję, dobrze mi się tutaj pracuje.

Łapię chwilę oddechu i rozmawiam z Bogusią Długopolską (wszyscy są tutaj ze sobą po imieniu, nie ma sztywnego „pani szefowa”). Bogusia wzdycha:

– Z personelem bywa ciężko. Praca w schronisku to naprawdę coś innego niż to, co sobie wszyscy wyobrażają.
– No jak to? Etos, miłość do gór…
– Zapomnij o tym. Obecnie mamy zgraną ekipę. Ale przez te ponad 10 lat przewinęło nam się w sumie kilkaset osób. I wiem, o czym mówię: tutaj Twoja miłość do gór umrze. Chyba, że będziesz mieć siły, aby ją realizować po pracy.
– O tym mówię.
– (śmiech) No to porozmawiajmy po godzinie 20:00, okej?

Tak, po 20:00. Praca trwa od 6:00 do 20:00, w ciągu dnia niewiele jest momentów na złapanie oddechu. Kończysz pracę, i jedyne o czym myślisz (szczególnie w weekendy) to odpoczynek.

Proste czynności. Zwalić się na łóżko i dać chwilę wytchnienia swojemu kręgosłupowi. Pozwolić na to, aby w nogach wróciło krążenie.

Praca w schronisku
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Pieniądze i nałogi

W schronisku da się zarobić. Odosobnienie oraz fakt, że nie ma na co wydawać pieniędzy, skutecznie pomaga w odłożeniu tego, co się dostaje. W przypadku schronisk zarządzanych przez małżeństwo Długopolskich, każdy pracownik jest na pełnej umowie o pracę, ma zapewnione bezpłatne zakwaterowanie i wyżywienie.

– Staramy się z żoną podchodzić do tego uczciwie. Umowa o pracę to pewnego rodzaju gwarancja stabilności. Ale na przykład nie refunduję im kosztów nałogów.
– Słucham?
– Jak ktoś pali papierosy, to musi się w nie zaopatrzyć na dole i mieć swój prywatny zapas, albo kupić tutaj, w schronisku.
– A co z alkoholem?
– Tak samo. Chcesz się napić piwa w czasie po pracy? Jasne, nie ma sprawy. Ale przecież nie będę Ci tego piwa fundować, prawda?
– Dużą masz rotację wśród personelu, Olek?
– Wiesz, to zależy. Oprócz normalnego składu, który przebywa w schroniskach w ciągu tygodnia, zatrudniamy dodatkowe osoby, dochodzące w weekendy. Bez nich nie dalibyśmy sobie rady z obsługą ruchu turystycznego. I tutaj rotacja bywała spora.
– Dlaczego?
– Bo ktoś liczy na to, że to będą wczasy i gapienie się przez okno na góry lub w ekran telefonu. A tu trzeba naprawdę ciężko pracować. Nie każdy się do tego nadaje.

Drożyzna?

Spoglądam na zegarek. 13:00. Nie ma gdzie wetknąć szpilki. Bezchmurne niebo i zapowiedzi słonecznego weekendu wygoniły w góry setki turystów. Na sali widać typowych plecakowiczów, objuczonych swoimi Salewami, Decathlonami i innymi The North Face’ami.

Oglądają cennik, zamawiają jedzenie i picie (zaskakująco dużo ludzi sięga po zimne piwo, widząc przez okna schroniska piękną pogodę, przestaję się temu dziwić). Niekiedy słychać narzekanie na ceny. Klasyka: „a dlaczego tak drogo?!”

– Ile płacisz za piwo na lotnisku w Krakowie albo w Warszawie, Paweł?
– Grubo powyżej 10 PLN, niekiedy jeszcze więcej.
– Ja mam piwo lane po 9 PLN. Schronisko na Turbaczu jest na wysokości blisko 1300 m n.p.m. Nie mogę sprzedawać piwa po 5-6 PLN. Tu nawet nie chodzi o koszty transportu, przechowywania. Dostosowujemy się do realiów rynkowych.
– W sensie, że jak jesteśmy wysoko, to ceny muszą być wysokie?
– Nie. Czasy starego typu schronisk już minęły. Spójrz na schroniska w Alpach. Albo u Czechów i Słowaków. Jasnym jest to, że świat idzie do przodu. I musimy inwestować w infrastrukturę, w park maszynowy, w poprawę jakości usług. Właśnie po to, aby nie zostać skansenami, które będą odwiedzać jedynie turyści w wieku naszych rodziców, wspominając swoje stare dobre czasy w górach. To wszystko kosztuje. I na to trzeba zarobić.

* * *

To bardzo ciekawy wątek, Olek dotknął interesującej kwestii. Postanawiam wrócić do niego później. Na razie czeka mnie praca papierkowo-internetowa. A raczej telefoniczna.

Potwierdzenia rezerwacji, sprawdzanie czy zaliczki zostały wysłane, kilkadziesiąt maili do odpisania („Czy macie wolne miejsce w Waszym schronisku w ostatni weekend sierpnia dla 3 osób”), telefon schroniskowy również dzwoni co chwilę.

Tutaj ważny jest porządek: wiedza o aktualnym – i przyszłym – obłożeniu schroniska jest czymś bardzo istotnym. Nie mówimy tylko o bieżących działaniach. Wiele osób rezerwuje sobie pobyt w schroniskach z wielomiesięcznym wyprzedzeniem.

– Są tacy, którzy już w lutym chcą mieć potwierdzenie rezerwacji na okres długiego weekendu majowego. Rekordziści tuż po Nowym Roku pytają o wolne miejsca na kolejnego Sylwestra – opowiada Jarek, który jest prawą ręką Olka Długopolskiego w schronisku na Starych Wierchach.

Rozrzut kompletny: dzwonią turyści z Krakowa, Warszawy, Świnoujścia. Grupa lekarzy chciałaby zrobić sobie wieczór z przeglądaniem slajdów, para studentów pyta o możliwość spania na podłodze w jadalni („nie chcemy być w pokoju wieloosobowym, mamy swoje śpiwory i karimaty”). Co ciekawe, ludzie są raczej zdecydowani. Nie grymaszą, zdając sobie sprawę z tego, że w sezonie o wolne miejsce w schronisku górskim może być niekiedy ciężko.

Trafia mi się też gawędziarz, który przez 15 minut opowiada swoją historię chodzenia po polskich górach i jak to kiedyś w schroniskach bywało. Ciężko było mu przerwać… a czas leci. Wołają mnie do sprzątania. Kosze czekają na opróżnienie, a toalety na wyczyszczenie.

* * *

Czyszcząc pisuary, przez okno widzę góry. I na rozmyślaniu, że fajnie byłoby dziś po górach pochodzić (likwidując jednocześnie zapachy dochodzące z toalety), mija mi czas.

Wnętrze schroniska
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Stare schroniska kontra nowa oferta

– Pamiętasz, jak wyglądała większość obiektów 10-20-30 lat temu? Stare łóżka piętrowe, zaduch, wrzątek i konserwa wyciągana przez turystę z plecaka.
– Ej, ale to był klimat, Olek! Ludziom to właśnie się podobało, atmosfera!
– Jasne, są ludzie, którzy poszukują takiej atmosfery. Ale czasy się zmieniły. Teraz miejsce „etosowych turystów” zajmują ludzie, chcący mieć możliwość przebywania w cywilizowanych warunkach. Łóżko, które się nie rozpada, to nie jest luksus, tylko normalność.
– Tyle, że zaraz zjawią się tacy, którzy powiedzą: co to za schroniska teraz, to hotele są! 40 PLN za nocleg!
– 40 PLN to 10 EUR. Jedź w góry poza Polskę i kraje wschodnie. Zobaczysz, jakie są ceny w schroniskach. Nawet biorąc pod uwagę różnicę w zarobkach.
– A ten etos? Braterstwo turystów, wieczorno-nocne posiadówki przy gitarze, śpiewanie utworów SDMu i Wolnej Grupy Bukowina?
– W małych obiektach, które są na uboczu głównych szlaków turystycznych, takie rzeczy jeszcze się zdarzają. U nas, niestety, coraz rzadziej.
– Nie ma chętnych na śpiewanie utworów Jacka Kaczmarskiego i szlagierów turystycznych?
– (śmiech) Myślę, że sporo osób nie wie, kim był Kaczmarski, za to doskonale zna repertuar Sławomira.

Przechodząc z jednego stanowiska na drugie, obserwuję turystów. Jeden z pierwszych odruchów: fotka na tle schroniska. Drugi? Pytanie, czy jest tu dobry zasięg sieci… i czy jest wifi. Znak czasów?

Schronisko
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Praca i turyści

Przeklinam smażenie kolejnych kotletów. W kuchni jest z 70 stopni, jestem oblany potem, zaczynam rozumieć, po co mam przerwę między pośladkami (pot ma jak spływać w dół). A zza lady, gdzie przyjmowane są kolejne zamówienia, wciąż słychać: „3 zestawy z surówką, 2 zupy grzybowe i 2 piwa!”.

Jak się pracuje w takich warunkach? Rozglądam się po kuchni, wszyscy uwijają się bardzo sprawnie. Nie ma (i nie może być) przestojów, kolejne dania wyfruwają do odbiorców. Struktura wiekowa pracowników? Raczej młode buzie, chociaż na Starych Wierchach pracuje również matka i córka. I, o dziwo, świetnie się dogadują.

Kto chodzi w Gorce? Rodziny z dziećmi, grupki znajomych, trochę starszych osób. Coraz liczniej reprezentowani są rowerzyści. Część z nich wjeżdża o własnych siłach, niektórzy wspomagają się technologią – jadą na rowerach elektrycznych, a w schronisku proszą o naładowanie akumulatora.

Dzieci nie są wolne od smutnej „klasyki”: śmieciowe jedzenie (chipsy, napoje słodzone) cieszą się popularnością. Przyglądam się osobom, które zziajane zamawiają wodę niegazowaną, a tymczasem woda, która płynie w kranie w toalecie, jest znacznie czystsza – pochodzi prosto z gór, przechodzi przez specjalne filtry.

Turyści opalają się na zewnątrz budynku, a ja spoglądam na zegarek i orientuję się, że właśnie mija 10 godzina mojej pracy… a poza budynkiem spędziłem maksymalnie 20 minut. I teraz także nie wyjdę. Wpadłem w czarną dziurę, przemieszczając się na trasie: zmywak – łazienka – dyżurka – pomieszczenie z jedzeniem – piwnica z zapasami.

Zaopatrzenie schroniska
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

O 20:00 większość pracowników kończy pracę. Idą do swoich pokoi i nie widać, aby ktoś był chętny na wycieczkę w góry, nawet mały spacer. Część z nich ma jeszcze dodatkowe obowiązki – zimą dochodzą do tego czynności związane z utrzymaniem ciepła w schronisku oraz odśnieżaniem.

– To co, idziesz na szlak?
– Wiesz co, a może posiedźmy przed schroniskiem i pogadajmy.

Po tylu godzinach na nogach odczuwam solidne zmęczenie. Świadomość, że jutrzejszy dzień będzie wyglądać podobnie, nie napawa radością.

Miłość do gór może przerodzić się w zupełnie inne uczucie – zwłaszcza w momentach, w których przy wieczornej kolacji turyści nocujący w schronisku opowiadają sobie, jak dzisiaj na szlaku było.

Biorę piwo i zaczepiam Olka przed schroniskiem.

– Wszystkim, którzy chcą pracować w schronisku górskim, i motywują to swoją miłością do gór, mówię zawsze: chcesz kochać góry? To po nich wędruj. A schronisko w większości przypadków to miejsce pracy, połączenie zakładu zbiorowego wyżywienia, punktu informacyjnego i miejsca przyjmowania zażaleń i wniosków.
– Dużo macie problemów z turystami?
– Jak to praca z ludźmi, bywa ciężko. Teraz mamy roszczeniowe czasy, wszyscy uważają, że są pępkiem świata. Niekiedy to mocno utrudnia komunikację i zwykłe zadowolenie z życia. Problemem są ludzie, którzy zachowują się głośno, zwłaszcza w godzinach nocnych – zmęczeni turyści chcą spać, a inni uważają, że to świetny czas na zabawę. I kłótnia gotowa.

Wnętrze schroniska
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

* * *

Dochodzi 23:00. Oczy mi się same zamykają, a tutaj informacja: coś się stało z jednym ze słupów na linii przesyłowej, którą schronisko jest zaopatrywane w prąd. Dwie osoby na quadach muszą jechać i sprawdzić, czy to poważna awaria.

Jadę z Olkiem i jednym z jego pracowników. Awaria nie jest groźna, ale na sprawdzeniu całości na miejscu zeszła ponad godzina. W schronisku jesteśmy przed 1 w nocy. A o 5:30 rano pobudka… i do pracy.

– Latem to zabawa, dopiero zimą jest ciężko. Jak zerwie linię i schronisko jest bez prądu, tylko na agregacie, robi się niewesoło. Wchodzenie na słupy przy obfitych opadach śniegu i naprawa czegokolwiek przy minus 20 stopniach to większe wyzwanie – opowiada Olek.

Schroniskowe realia

5:30. Budzik wściekle dzwoni. Wstaję i jak automat próbuję sobie ułożyć w myślach plan dnia.

Nie jest zbyt oryginalny: kuchnia, przygotowanie śniadań, sprzątanie, obsługa gości i rezerwacji, zmywak, klepanie kotletów i wydawanie dań obiadowych, szorowanie toalet, posprzątanie po gościach opuszczających schronisko, przygotowanie pokoi i łóżek, zaniesienie brudnej pościeli do pomieszczenia-pralni.

Planowany koniec pracy? Jak dobrze pójdzie, to 20:00.

A gdzie góry? Są. Za oknem.

GOPR

Przeszliśmy do schroniska na Turbaczu. Blisko 90 minut szybkiego spaceru, który był dla mnie zbawieniem. W końcu góry, a nie kuchnia, sprzątanie lub obsługa turystów. Po drodze z zazdrością patrzę na plecakowiczów, którzy przemierzają szlak. Skręcam w las, i po chwili znajduję kilka grzybów. Później zmienią się w sos grzybowy, serwowany turystom.

– Staramy się opierać w jak największym stopniu na naturalnych składnikach. Koktajl z borówek? Zostały zebrane u nas, na górskim zboczu. Podobnie grzyby. Ser górski? Z zaprzyjaźnionej bacówki – Bogusia Długopolska pokazuje kolejne lodówki. – Naprawdę chcemy, aby to smakowało turystom, jemy z personelem dokładnie te same rzeczy.

Gorce
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Przełamałem monotonię wizytą w dyżurce ratownika Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. To właśnie GOPR czuwa, aby nic nam się w górach nie stało – a gdy już dojdzie do wypadku, pomaga i ratuje.

– Od początku weekendu mieliśmy już trzy zwózki. Turystka połamała sobie rękę, do tego wypadki na rowerach. Turbacz to rowerowa góra, coraz więcej ludzi właśnie w ten sposób tutaj się dostaje – opowiada ratownik, który aktualnie jest na dyżurze.
– Gorzej jest latem, czy zimą?
– To zależy, zimą są inne rodzaje wypadków. Ludzie są inaczej ubrani, nie ma rowerzystów, ale dochodzą narciarze. Więcej pracy mamy jednak latem.

Ratownik GOPR
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Relaks

Wieczór, chwila spokoju. Siadam z częścią z personelu schroniska i pytam się, jak wytrzymują pracę w takim miejscu? Padają różne odpowiedzi: niektórzy są ze sobą mocno zaprzyjaźnieni, lubią wspólnie pracować.

Są i tacy, którzy preferują wyciszenie się po pracy – odliczając dni do momentu, kiedy zjadą w dół, do cywilizacji, sklepów, kina.

Co z tymi górami? Jarek ze schroniska na Starych Wierchach ma ogień w oczach, jak opowiada o swoich wypadach w wolnym czasie. Uwielbia włóczyć się na dziko po górach, biega pod górę, jeździ na motorze crossowym, zna na pamięć gorczańskie szlaki i przyrodę.

– Jak to wszystko jesteś w stanie pogodzić? Ja po tym weekendzie ledwo człapię, a nie uważam siebie za ułomka.
– Pasja i miłość do przyrody. Uwielbiam chodzić po górach, nawet tak niskich jak Gorce.
– Jarek, ja też. Ale czuję się bardziej „wypompowany” niż po przejściu ACT na Grenlandii w ubiegłym roku…
– Do wszystkiego można się przyzwyczaić, do pracy w schronisku górskim też. Jeżeli masz determinację, to nawet po 12 godzinach pracy na kuchni znajdziesz czas, aby wyrwać się na szlak.

* * *

Wieczór jak z tandetnej fotografii: zachodzące słońce, góry, cisza, czyste powietrze. Przy ognisku siedzi kilku turystów, gdzieś w tle słychać gitarę. Brakuje dosłownie tylko jelenia na rykowisku, aby mieć wyidealizowany obraz takiego miejsca. Czyli jednak da się?

– Z gitarą to śmieszna historia. Mieliśmy strasznie rozstrojoną, taką „schroniskową”. Kiedyś jeden z nocujących turystów śmiał się z nas, że chyba będzie musiał nam nowe struny przysłać, skoro my się do tego nie kwapimy. I wyobraź sobie, że kilka tygodni później do schroniska przyszła paczka z Gdańska, a w niej struny.
– Jarek, lubisz to, co robisz?
– Pytasz o pracę w schronisku?
– Tak. Wiesz, jesteś tutaj trochę jak w więzieniu: jeżeli czegoś brakuje, to musisz po to zejść albo zjechać na dół.
– Dobrze mi tu. Mam pod ręką to wszystko, co mnie kręci. Ale widziałem już takich, którzy wariowali. Widzisz, góry uczą pokory. Czym innym jest oglądać góry z perspektywy turysty, czym innym mieć je na co dzień, ale przykryte nieco obowiązkami.

Dzierżawca schroniska w Gorcach
Foto: Paweł Kunz, Fly4free.pl / archiwum prywatne

Praca marzeń?

Bilans weekendu? Bagaż doświadczeń. Szacunek dla pracy tych, których nie widzicie, wchodząc do budynku schroniska i mówiąc, że jesteście taaacy zmęczeni.

Czy to praca marzeń? Zdecydowanie nie. Przed podjęciem decyzji o próbie znalezienia zatrudnienia w jakimkolwiek schronisku, warto odpowiedzieć sobie na pytanie: czego tak naprawdę od tej pracy oczekujemy? Właśnie po to, aby uniknąć późniejszego rozczarowania.

Czy to miejsce dla miłośnika gór? To zależy. Ową miłość można w schronisku pielęgnować i po górach chodzić. Ale wymaga to samodyscypliny, kondycji i dobrego planowania czasu – priorytetem jest praca.

Ci, którzy myślą, że w „tych schroniskach to nie robi się nic innego poza imprezowaniem i przerwą w uprawianiu turystyki”, po prostu są w błędzie.

Znam dziesiątki schronisk, mam porównanie do małych obiektów, które z racji położenia lub wielkości, przyciągają inny typ turysty niż te usytuowane w popularnych górskich rejonach. I wierzcie mi, powszechna opinia o realiach schroniskowych ma tyle wspólnego z faktycznym obrazem, co zamek w spodniach i zamek na skale – tylko z nazwy jest podobny.

Czy mógłbym pracować w schronisku górskim jako osoba „do wszystkiego”? Nie. Ale jestem w pełni w stanie zrozumieć tych, którym sprawi to przyjemność i satysfakcję.

Bo góry i schroniska kuszą.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Dobry artykuł Pawle. Fajnie przeczytać jak to wszystko wygląda od środka, i zobaczyć ze nie jest to wcale łatwa praca.
tybul, 31 lipca 2018, 22:39 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Popieram przedmowce-dobrze sie czyta, fajnie napisany artykuł .
halczyn, 31 lipca 2018, 22:59 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Coraz ciekawsze te artykuły Panie Pawle. Super ! 
mistrzantoni, 1 sierpnia 2018, 9:50 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Paweł, często narzekam, że dużo bzdur zalewa SG, ale to akurat był fajny artykuł :)
d-t-x, 1 sierpnia 2018, 10:05 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Sensowny reportaż. Można się czegoś dowiedzieć nie tylko o personelu schroniska - ale o nas samych; gościach..       Osobiście nie chciałbym zmieniać prześcieradeł.. wolałbym prowadzić wyszynk i lać piwa nad kreskę ! W takiej oberży na przykład :D
tom971, 1 sierpnia 2018, 10:34 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Schronisko to przecież jak hotel więc skąd ta "obiegowa opinia" że tam się nic nie robi? 🤔
Qba85, 1 sierpnia 2018, 11:21 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Dobry artykuł. Tak trzymać!
guma, 1 sierpnia 2018, 13:13 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Chyba tylko jakaś słodka idiotka, albo ktoś kto nigdy nie był w górach może myśleć, że praca w schronisku to praca marzeń.To praca przypominającą hotel i restaurację, tylko w dużo cięższych (bardziej spartańskich) warunkach.Jeśli ktoś chodzi po górach, a szczególnie jeśli przy tym śpi w schroniskach, to chyba może sobie wyobrazić jaka to ciężka harówka.Jedna rzecz do sprostowania. Akurat najtańszy nocleg (w dużej sali na łóżku piętrowym) w alpejskich schroniskach należących do Alpenverein kosztuje zazwyczaj 10-11 EUR. To znaczy teoretycznie jest on dwa razy droższy, ale dla członków Alpenverein jest 50% zniżki. A tam prawie każdy jest członkiem, bo członkostwo daje również ubezpieczenie od akcji ratunkowej (np. w Austrii takie akcje są płatne).Oczywiście piwo i żarcie w alpejskich schroniskach jest droższe niż w Polsce ,a dodatkowo tam nie można - tak jak w Polsce - przy stoliku schroniskowym konsumować własnego jedzenia.
grzegorzkatowice, 1 sierpnia 2018, 20:53 | odpowiedz
Avatar użytkownika
"Teraz mamy roszczeniowe czasy, wszyscy uważają, że są pępkiem świata" to jest rak który trawi każdą branżę. Przepraszam że mam 50 lat i pamiętam czasy gdy każdy był zadowolony z małych przyjemności.Teraz muszą być duże na 25 cm żeby KLIENT j.w.d był zadowolony.
ETC, 1 sierpnia 2018, 23:35 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Bardzo dobry tekst.Niestety, wielki smut z tą roszczeniowością jest. Ale pisałem o tym ongiś w komentarzu pod innym tekstem, o rozczarowaniach "podróżników i globtroterów" miejscami must-see. Trochę wszyscy chyba jesteśmy zblazowani, jedni bardziej, inni w minimalnym stopniu. Ja tam cieszę się każdym miejscem, do którego trafiam i w każdym staram się doszukać pozytywów. To znacznie ułatwia życie i współżycie:-)
patpul, 2 sierpnia 2018, 12:02 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Świetny artykuł. Z tym, że owe dwa schroniska, podobnie jak prawie całe Gorce, są specyficzne, z dużą dozą tzw. niedzielnych turystów. Wymusza to zarówno organizację pracy, jak i ofertę, podejście o klienta i ...ceny. Nie rozumiem za to akapitu o wysokich cenach i inwestowaniem w infrastrukturę. Jaką ? Nie lepiej zacząć od wymiany/wyprania zakrwawionej pościeli? Ciężko namówić kilkunastolenią córkę na kolejne wyjście w góry, jak nocowała na poduszce z czyjąś krwią.
rzdrozny1, 2 sierpnia 2018, 23:07 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Moje ulubione zdanie w tym artykule: "Czyszcząc pisuary, przez okno widzę góry."
arturro, 3 sierpnia 2018, 14:25 | odpowiedz
Avatar użytkownika
A ja się nie zgodzę z Nie mogę sprzedawać piwa po 5-6 PLN. A dlaczegóż to?! Trzeba pokazać ogromną pazerność i złupić turystów? Jeszcze o ironio przytaczacie przykład Czech, gdzie piwo w schroniskach kosztuje właśnie 5-6 zł, a to kraj o podobnych (a nawet nieco większych) zarobkach. I dlatego jestem bardzo częstym gościem w tamtejszych schroniskach.
Pt47-112, 15 stycznia 2019, 11:42 | odpowiedz

montreal widok na miasto
Najlepsza oferta

Loty do Kanady już za 1315 PLN!

Kamil Walinowicz | 2019-09-19 17:36
REKLAMA
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel