Fly4free.pl

Powariowali? Rajska wyspa ma szalony plan otwarcia się na turystów

Foto: joke50e / Shutterstock

Choć Tajlandia najpewniej nie otworzy się w tym roku dla zagranicznych turystów, to być może zrobią to niektóre wyspy. Jedną z nich jest Ko Samui, która przedstawiła plan otwarcia się na obcokrajowców chcących tam spędzić urlop. Jest on jednak tak restrykcyjny, że śmiało możemy napisać: chętnych na wakacje na tej rajskiej wyspie czeka prawdziwa mordęga.

Dzięki szybkiemu zamknięciu granic Tajlandia radzi sobie na razie całkiem nieźle z pandemią koronawirusa: w całym kraju na razie stwierdzono nieco ponad 3380 przypadków zakażenia. Ma to jednak swoją cenę: choć Tajlandia częściowo otworzyła swoje granice dla imigrantów zarobkowych z niektórych krajów, to dla zagranicznych turystów pozostają one zamknięte. I przez dłuższy czas raczej to się nie zmieni. W zeszłym tygodniu wiceprezes tajskiej organizacji turystycznej TAT stwierdził, że obecnie rząd tego kraju nie rozważa żadnych terminów otwarcia międzynarodowej turystyki, a najwcześniej możliwy termin to według niego początek 2021 roku. Nie oznacza to jednak, że nie zdarzy się to wcześniej, bo niektóre tajskie wyspy ogłaszają własne propozycje i plany, by w warunkach pandemii koronawirusa jakiś ruch turystyczny był jednak realizowany już od jesieni. Jedną z pierwszych jest Ko Samui – trzecia największa wyspa w kraju, tradycyjnie żyjąca z turystyki. Jednak plan otwarcia przedstawiony przez lokalne władze i touroperatorów jest obwarowany tak wieloma warunkami, że… może być trudno znaleźć entuzjastów chcących spędzić tam urlop. Spójrzmy na szczegóły.

Komplikacje zaczynają się już od momentu wjazdu do kraju: przedstawiciele branży turystycznej na Ko Samui proponują bowiem, aby zagraniczny turyści mogli przylatywać do Tajlandii tylko na pokładzie linii… Thai Airways (jak zauważają branżowi blogerzy, to najdroższa opcja dotarcia do Tajlandii). Po wylądowaniu w Bangkoku, podróżni mieliby przejść pierwszy test na obecność koronawirusa. Jak informuje “Bangkok Post”, po uzyskaniu negatywnego wyniku, mogliby lecieć dalej na Ko Samui, gdzie… przeszliby kolejny test. Już na miejscu, niezależnie od wyniku testu, zostaliby przetransportowani do swojego ośrodka wakacyjnego, gdzie przez 7 dni pozostawaliby w swoim pokoju hotelowym w warunkach kwarantanny. Jeśli drugi test na obecność koronawirusa okaże się negatywny, po 7 dniach turyści mogliby opuścić swój pokój i korzystać z atrakcji ośrodka, ale nie mogliby go opuszczać. Dopiero po 14 dniach turyści mogliby opuścić swój ośrodek, ale ze specjalnymi opaskami na nadgarstkach. Jest jeszcze jeden warunek: nie dłużej niż po 30 dniach turyści muszą opuścić Tajlandię (to maksymalny czas, w którym możemy przebywać w tym kraju bez wizy).

Wat Phra Yai Budda
Foto: Aleksandar Todorovic / Shuttterstock

Czy ten plan ma sens?

Trudno się dziwić desperacji touroperatorów, którzy aktualnie nie są w stanie prowadzić swoich biznesów, a Ko Samui właściwie żyje z turystyki – w hotelach na wyspie jest aż 40 tysięcy wolnych pokoi czekających na turystów. Można też próbować zrozumieć założenia tego restrykcyjnego planu, bo skoro Tajlandia nie planuje szeroko otwierać granic, to trzeba jakoś przekonać krajowe władze. Z drugiej strony – plan ten ma mnóstwo słabych punktów. Zaczynając choćby od fatalnej kondycji linii Thai Airways, która od marca zawiesiła wszystkie międzynarodowe loty i obecnie planuje utrzymać ten stan rzeczy przynajmniej do 30 września. Linia znajduje się też w bardzo kiepskiej kondycji finansowej – w pierwszym półroczu przewoźnik zanotował stratę netto na poziomie 900 mln USD. Podstawowy problem jest jednak inny – czy znajdą się chętni na wypoczynek w Tajlandii, widząc tak dużą listę obostrzeń?

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »