REKLAMA

Dominika przez 210 dni samotnie podróżowała po Azji. Budżet? 30 PLN dziennie!

Foto: Dominika Knitter / Archiwum Prywatne

Pracowała, odpoczywała, poznawała świat i oczywiście jeździła z miejsca na miejsce. Dominika Knitter to 23-latka, która samotnie ruszyła w drogę zaraz po obronie dyplomu na uczelni. Po 210 dniach podróży opowiada, czy było warto, co najbardziej ją zaskoczyło i jak udało jej się zmieścić w imponującym budżecie – 30 PLN dziennie.

Odważna decyzja, dobry plan i szczypta determinacji – tak można podsumować wszystko, czego Dominika potrzebowała przed wyjazdem. Same podróże oczywiście nie były jej obce, ale samotna podróż, która – jak się później okaże – potrwa ponad pół roku, to zupełna nowość w jej repertuarze. Dziś, gdy ta uśmiechnięta dziewczyna wróciła już do Polski, a za sobą ma udane wojaże po Azji Południowo-Wschodniej nie ma wątpliwości, że to była jedna z najlepszych przygód jej życia. 

– Skończyłam wzornictwo na Gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych i wtedy rozpoczęłam przygotowania do wyjazdu. Zwolniłam pokój, przetransportowałam dobytek do rodzinnego domu. Zaczęłam podróżować po Europie i konkretnie planować wyjazd do Azji – opowiada.

23-latka przyznaje jednak, że niedużo brakowało, by do wyjazdu, który okazał się dosłownie podróżą życia, w ogóle nie doszło. Przyznaje, że o takim wyjeździe marzyła od zawsze, ale z czasem pojawiła się tzw. „proza życia”, a wizja idealnego wyjazdu zaczęła się oddalać.

– Chciałam to zrobić na spokojnie, po skończeniu studiów. Z każdym rokiem traciłam jednak zapał, zaczęłam skłaniać się ku szukaniu pracy i klasycznym ustatkowaniu – zdradza dziewczyna. – Na szczęście zanim zdążyłam ostatecznie zrezygnować, pojawił się impuls. Myśl, że muszę to zrobić.

Pojechała, chociaż jest dziewczyną i wielu kompletnie nie mieściło się to w głowie. Ruszyła samotnie, choć w wyjeżdżaniu bez towarzystwa nie miała żadnego doświadczenia. Wszak w swoich poprzednich licznych wojażach zawsze mogła liczyć na drugą osobę. Teraz miało się to zmienić. I co najważniejsze – podjęła decyzję, chociaż nawet tuż przed wylotem nie brakowało obaw czy wątpliwości.

Mama była przerażona, że mam być w Wietnamie, Tajlandii, czy nie daj Bóg w Kambodży zupełnie SAMA. Na szczęście rodzina zawsze mnie wspiera i nikt mi nie odradzał tego wyjazdu. Może niekoniecznie im się podobało, ale nie naciskali, żebym zmieniła decyzję – cieszy się Dominika.

namiot na plaży
Foto: Dominika Knitter / Archiwum Prywatne

Ile to kosztowało i ile trzeba mieć na start?

Jednak zaplanować podróż i podjąć decyzję to jedno, ale nie przeszacować kosztów i uzbierać najpierw oszczędności, które pozwolą bez obaw wyjechać, to drugie. Pytam więc Dominikę o pieniądze wprost, bo to zawsze ciekawi ludzi. Odpowiedź jest jednak banalnie prosta.

Przed wyjazdem przez cały rok pracowałam jako kelnerka. Pieniądze miałam więc z… pracy. Poświęcałam na nią praktycznie cały wolny czas i non stop oszczędzałam, rezygnowałam z wyjść na miasto, nie kupowałam nowych sukienek czy kosmetyków. Miałam cel i do niego dążyłam. To był bardzo pracowity i intensywny rok – mówi bez oporów.

Opłaciło się. Zaledwie rok później Dominika odłożyła pozornie sporą kwotę i mogła ruszyć w drogę. Czekały ją jednak jeszcze duże wydatki, więc ostatecznie budżet był mocno ograniczony.

W dniu wylotu miałam ze sobą 6500 złotych, z czego musiałam zapłacić jeszcze za lot powrotny i wizy do trzech państw. Planowałam podróżować 5 miesięcy, więc wychodziło 1000 złotych na miesiąc. Ustaliłam sobie dzienny limit 30 złotych i tego starałam się trzymać – przyznaje.

Czasem jednak okazywało się, że trzeba dorzucić trochę grosza, bo limit limitem, ale akurat pojawiła się szansa zwiedzenia jakiejś ciekawej, ale drogiej atrakcji albo po prostu – trzeba opłacić przejazd do następnego miejsca czy zażegnać niespodziewany finansowy kryzys. Szybko jednak nauczyła się ograniczać koszty, szukać tańszych rozwiązań i oszczędzać tam, gdzie się da, by później mieć nadwyżki w miejscu, w którym trzeba będzie wydać więcej.

– 30 PLN to naprawdę niewiele. Czasem niestety wydawałam więcej, ale było dużo takich dni, kiedy 10 złotych wystarczało. W Tajlandii sporą część budżetu zabierały noclegi – dlatego przede wszystkim nocowałam w namiocie lub na hamaku. Jadłam w restauracjach, ale jedzenie jest tam bardzo tanie. Czasem starczyło nawet na piwo w barze czy chłodną colę – wylicza 23-latka. – Zupełnie inaczej patrzę teraz na wszystko – znacznie bardziej doceniam chociażby soczyste jabłka! Poza tym jeździłam autostopem – sporadycznie tylko decydowałam się na busy. W gruncie rzeczy płaciłam tylko za jedzenie, wodę, owoce, czasem za nocleg – mówi.

Przyznaje jednak, że kluczowa dla takiego budżetu była długość wyjazdu.

Gdyby ta podróż trwała dwa tygodnie to bym wydawała znacznie więcej. Ale ja się czułam jakbym przyjechała tam po prostu żyć, a nie być turystą. Próbowałam wszystkiego – nowych owoców, dań, pływałam na kajakach, łódkach, nurkowałam – tylko było to rozciągnięte w czasie. Miałam więc czas i możliwość oszczędzić na droższe rzeczy – opowiada podróżniczka.

Często też Dominika decydowała się na dorywczą pracę. A lista podejmowanych przez nią wyzwań jest naprawdę różnorodna.

– Najpierw zatrudniłam się w Kambodży na wyspie. Tam pracowałam za wyżywienie i zakwaterowanie. To były tylko cztery godziny dziennie za barem, a to wszystko w cudownym otoczeniu przyrody, na maleńkiej rajskiej wyspie. W Tajlandii zatrudniłam się na tydzień w hostelu – na podobnych zasadach jak w Kambodży. Za to w wietnamskim Vung Tau zostałam przedszkolanką. Tam już zaczęłam zarabiać. Wynajęłam pokój, kupiłam motor, uczyłam się jeździć – mówi dziewczyna.

30 PLN jest więc uśrednioną kwotą, którą Dominika nie tylko sobie założyła, ale i potwierdziła po podliczeniu wszystkich kosztów na koniec podróży. Jednak w jej trakcie szybko okazało się, że drastyczny limit to nie tylko ograniczenia, ale także motywacja, by przeżyć dodatkowe przygody, nawet jeśli w rzeczywistości oznaczają one pracę.

Chcę podkreślić, że podejmowana przeze mnie praca w ogóle nie wynikała z potrzeby zarobienia pieniędzy. Robiłam to dla zabawy. Szczególnie nauka angielskiego była dla mnie dużym wyzwaniem – przy okazji mogłam doświadczyć życia jak Wietnamczyk – opowiada. – Ja i moi znajomi zostaliśmy zaproszeni nawet do świątecznego stołu przez zupełnie obce osoby. Dla nich Święto Tet (czyli wietnamski Nowy Rok) jest tak ważne jak dla nas Wigilia, więc tym bardziej byłam wdzięczna za ich otwartość. Wieczór minął nam na śpiewaniu karaoke, obżarstwie i popijaniu zimnego piwa Tiger.

Podróż się rozkręca

Nauka jazdy na motocyklu też nie była przypadkowa. Azjatyckie życie Dominiki nabierało rozpędu z dnia na dzień, choć na początku plan był dość ogólny.

Wiedziałam tylko, że wyląduję w Tajlandii i będę się kierować do Kambodży, a potem do Wietnamu i Laosu. Birmę miałam jeszcze przemyśleć, tak samo jak wypad na Filipiny – ostatecznie oba te kierunki odpuściłam. Chciałam gdzieś popracować – najlepiej w barze na plaży. Potem dotarła do mnie informacja, że łatwo o pracę w roli nauczyciela angielskiego w Wietnamie. Chciałam tam też kupić motocykl, ale nie miałam jeszcze wtedy żadnego pojęcia o motoryzacji i wietnamskich zasadach ruchu drogowego – przyznaje.

Dopiero później okazało się, że na dwóch kołach przejedzie cały Wietnam. Jak sama mówi, to jedno z najwspanialszych wspomnień – wiatr we włosach, wolność i wspaniałe widoki były warte każdego potknięcia w trakcie nauki.

Oczywiście nie zawsze było lekko i przyjemnie. Samotne podróże mają wiele zalet, ale bywają też momenty zwątpienia.

– Czasami byłam naprawdę zmęczona. wszystko było na mojej głowie, planowanie, szukanie hosteli, ale też dźwiganie 15-kilogramowego bagażu w 40°C. Chciałam, żeby ktoś po prostu mi pomógł, przytulił, zadecydował za mnie. W takich chwilach zazwyczaj robiłam sobie dwa dni wolnego – zostawałam w jednym miejscu, wychodziłam wieczorem do baru albo na plażę i starałam się wyciszyć i odpocząć. To było bardzo pomocne, żeby od czasu do czasu być gdzieś na stałe. Nawet, jeśli ta stałość była krótkotrwała.

Dominika przyznaje, że bardzo pomocny przed samotną wyprawą był podróżniczy „trening”. Wiedziała już, że rusza do Azji, ale chciała wcześniej sprawdzić jak sobie da radę sama.

Bałam się samotności, nocy w namiocie. Bałam się że zwyczajnie sobie nie poradzę, albo będę się bez towarzystwa nudzić. Najpierw, w marcu poleciałam więc do Norwegii i skorzystałam z couchsurfingu. W majówkę wybrałam się z namiotem na plażę w Gdyni i spędziłam pierwsza solo noc pod chmurką. Miesiąc później pojechałam sama stopem do Portugalii i przeszłam pieszo 740 kilometrów. Od Lizbony aż po Santiago i Fisterre. To między innymi dlatego w listopadzie wyleciałam do Bangkoku już bez obaw.

Najwięcej jednak nauczyła ją ta „właściwa” podróż.

– Zaczęłam też bardziej doceniać to co mam. Na mojej trasie były biedne kraje, okrutnie dotknięte wojną. Często brak tam ciepłej wody, prądu. W Laosie jeden „prysznic” przypada na całą wioskę – nie można w takich warunkach mówić o prywatności. W Polsce możemy prowadzić naprawdę wygodne życie i aż serce pęka jak słyszę nasze narodowe narzekania – stwierdza.

Foto: Dominika Knitter / Archiwum Prywatne

Powrót do Polski? Nie na zawsze!

Zaledwie 2,5 tygodnia temu Dominika w końcu wróciła do Polski.

Rodzinie mówiłam, że wrócę w marcu, sama myślałam, że wrócę w kwietniu a ostatecznie zjawiłam się dopiero 23 maja. Nie chciałam wracać – tam było mi bardzo dobrze. Pasowało wszystko : jedzenie, ludzie, klimat. Decyzja była podyktowana przede wszystkim funduszami i przyznaję, że byłam też już tym wszystkim lekko zmęczona. Potrzebowałam znajomego miejsca, ludzi, europejskiego jedzenia. Problem polega na tym, że dopiero wróciłam, a już tęsknię za Azją – przyznaje podróżniczka.

Okazało się też, że zderzenie z polską rzeczywistością nie było bezbolesne.

– Najpierw uderzyła mnie pogoda, więc zaczęło się od przeziębienia. Pierwsze dni są zawsze wesołe, bo można się cieszyć jedzeniem, rodziną, domem, kołderką, czystą łazienką. Potem pojawiają się pytania o przyszłość, pracę i (olaboga) męża – śmieje się.

Nie pytam więc o potencjalną zmianę stanu cywilnego, ale o inne plany. Po takiej długiej podróży, ludziom często jest bardzo trudno wrócić do rutyny i przeżywać codziennie bardzo podobne rzeczy.

Na razie mam w głowie tylko podróże. Niedługo zabieram moją mamę do Toskanii, bo to jej największe marzenie. Potem będę dalej kombinować, gdzie by tu pojechać – zdradza dziewczyna. – Wcześniej nasłuchałam się, jak powinno takie wzorowe życie wyglądać. Matura, studia, praca, mąż, dziecko, dom… Bardzo się bałam, jak to będzie po studiach. Teraz tego lęku nie ma wcale. Wiem, że jakoś to będzie – jeśli nie zostanę projektantką, to przecież mogę wrócić do Wietnamu i pracować z dziećmi. Albo wypasać krowy w szwajcarskich Alpach. Opcji jest wiele, tylko potrzeba do tego odwagi – mówi z entuzjazmem.

I choć oszczędności na koncie nieco zeszczuplały, a opalenizna za chwilę zejdzie, to przeżycia, które „kupiła”, zostaną jej na zawsze. Z lekko zaniepokojonej dziewczyny, która nie była pewna czy da radę w pojedynkę, stała się solo-podróżniczką w pełnym tego słowa znaczeniu. Przywiozła tonę pięknych zdjęć, miliony wspaniałych wspomnień, doświadczenie jakiego nie zdobyłaby nigdzie indziej.

Za 30 PLN dziennie. To chyba się opłacało, nie?

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Respekt, zwlaszcza za odwagę w spełnianiu marzeń. Czekamy na dalsze przygody i relacje ^^
Witek Żak, 9 czerwca 2019, 23:24 | odpowiedz
Avatar użytkownika
ale jak sama? przecież z chłopakiem ta ostania jej podróż, pisze pod zdjęciami z tej podróży że od jej samotnej wyprawy minął rok. to sama czy nie sama?
Magdalena Lu, 10 czerwca 2019, 10:01 | odpowiedz
Wcześniej podróżowała z chłopakiem/znajomymi a od jej ostatniego WYJAZDU minął niecały rok, a wróciła teraz w maju po 280 dniach,  jeśli dodamy to do siebie to wychodzi na to że była to jej pierwsza podróż samotna. Mam nadzieję że już wszystko jasne, a dla dziewczyny mega szacunek, tak za tripa jak i za genialne foty.
Magdalena Lu ale jak sama? przecież z chłopakiem ta ostania jej podróż, pisze pod zdjęciami z tej podróży że od jej samotnej wyprawy minął rok. to sama czy nie sama?
lukwybxy, 10 czerwca 2019, 10:17 | odpowiedz
Avatar użytkownika
A mnie nieodmiennie dziwi tupet ludzi, którzy jadą do biednego kraju i jeżdżą tam stopem albo wpraszają się na darmowe noclegi... A potem są dumni z tego, jak mało wydali.
pomorzanka, 11 czerwca 2019, 23:25 | odpowiedz
Avatar użytkownika
A mnie dziwią takie skrajnie głupie komentarze, no ale zakładam że skoro komuś wychodzi tylko podróżowanie w „bogatych krajach” z wycieczką objazdową to chociaż w taki sposób sobie odbije swoją nieudolność . Co to ma za znaczenie czy kraj biedny czy bogaty? W kraju mieszkają ludzie, i w podróżowaniu ważne są relacje międzyludzkie, a życzliwość nie zależy od tego kto ile ma. Zamiast spojrzeć na odwagę, dziewczyny i pomysł na siebie to lepiej leczyć swoje kompleksy.   
pomorzanka A mnie nieodmiennie dziwi tupet ludzi, którzy jadą do biednego kraju i jeżdżą tam stopem albo wpraszają się na darmowe noclegi... A potem są dumni z tego, jak mało wydali.
dkowa, 13 czerwca 2019, 15:14 | odpowiedz

Statua Wolności
Najlepsza oferta

Sylwester w Nowym Jorku od 1642 PLN

Tomasz Świerczyński | 2019-10-17 14:10
REKLAMA
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel