Ma 5 lat, niedowład i sam dotarł do Morskiego Oka. Internet go pokochał, ale Arek takich wojaży ma więcej
O małym Arku zrobiło się głośno, gdy internet obiegło jego zdjęcie zrobione kilka dni temu przy schronisku nad Morskim Okiem. Mnóstwo śniegu i super szeroki uśmiech to dwie rzeczy, które od razu rzucają się w oczy. I oczywiście sam właściciel radosnego wyrazu twarzy – pięcioletni chłopiec na wózku inwalidzkim.
– Mój górski chłopak, szczęśliwy jak nigdy! Trafił mi się wyjątkowy egzemplarz – napisała na Instagramie Marzena Sadłoń, dumna mama Arka.
I tłumaczyła – choć dla wielu było to zupełnie niepotrzebne, dlaczego tak bardzo docenia przejście jednego z łatwiejszych tatrzańskich szlaków. Tym bardziej, że w tym samym czasie setki osób wjechały na Włosienicę wozami zaprzężonymi w konie.
– Zdaję sobie z tego sprawę, że to dla większości nie jest żaden wyczyn. Jednak dla nas, osób, które na każdym kroku starają się wmówić swojemu dziecku, że wózek to nie przeszkoda, to też pokonanie własnych barier, przesuwanie ich w coraz bardziej odległą stronę i przekonywanie się, że możemy robić razem wiele, tak jak pójść na 18 km spacer – podsumowała.
A internauci od razu zakochali się w małym podróżniku. Tylko na jednej ze stron, która udostępniła zdjęcie, chłopiec zgromadził 34 tysiące polubień.
– Mijałem już takie osoby na tym szlaku… I mimo że los ich nie oszczędził to z zachwytem i determinacją podążali przed siebie. Niech się wstydzą fani przejażdżek saniami… Ogromny szacunek za wytrwałość – napisał w komentarzu Radek.
Podobne zdanie miało tysiące komentujących.
– Arek pokazałeś, że niepełnosprawność siedzi w głowie. Zawstydziłeś tysiące młodych ludzi, którzy swoje tłuste tyłki wożą wozem/saniami zamiast przejść ten kawałek pieszo. Życzę Ci wszystkiego dobrego! Nie trać nigdy tej pogody ducha i nigdy się nie poddawaj! – stwierdziła Aleksandra.

Fot. Marzena Sadłoń/Archiwum Prywatne
Jednak podbój Morskiego Oka, to nie jedyna wycieczka chłopca. Rodzice regularnie starają się wyjeżdżać z małym odkrywcą. Arek bowiem nie tylko kocha podróże, ale po prostu jest ciekawy świata. A uśmiech to niewątpliwie jego cecha rozpoznawcza.
Takich podróży było więcej
Podróżują we trójkę. Arek i rodzice – Marzena i Adam. Przyznają, że pojawienie się dziecka kompletnie zmieniło ich podejście do podróżowania. Nie mieli jednak wątpliwości, że z dzieckiem da się to robić. Nawet, jeśli będzie z tym trochę więcej kłopotu.
– Na nasz pierwszy wyjazd wybraliśmy wizytę w Dortmundzie, Hanowerze i Londynie. Później trzykrotnie wracaliśmy do Londynu, bo kochamy to miasto. Byliśmy również w Budapeszcie i na Fuerteventurze – opowiada Marzena. – Oczywiście jeździmy też po Polsce. Zawsze kochałam podróże i chciałam zarazić nimi mojego syna – mówi w rozmowie z nami mama chłopca.
Dumna mama pytana o niepokój związany z logistyką takiego wyjazdu, samopoczuciem Arka czy zwykłymi barierami architektonicznymi, nie pozostawia złudzeń.
– Strach zawsze jest, szczególnie kiedy zaczynamy i pierwszy raz gdzieś wyruszamy, ale nie pozwalam na to, by nas paraliżował – tłumaczy. – Teraz już jest o wiele łatwiej i jakoś mniej przywiązujemy wagę do dostosowania miejsc czy komunikacji do osób niepełnosprawnych. Zawsze jedziemy tam, gdzie chcemy – cieszy się.

Fot. Marzena Sadłoń/Archiwum Prywatne
Przyznaje też, że prawie zawsze spotyka się z ciepłymi reakcjami innych ludzi, co jest nie tylko motywujące, ale i po prostu sympatyczne.
– Ludzie przechodzący obok przybijali piątki Arkowi, pytali jak się ma, co słychać, wygłupiali się z nim, robili wyścigi… A wszystko tak w bardzo naturalny sposób, że Arek też to od razu zauważył – opowiada.
Niestety bywają też przykre sytuacje, ale rodzice 5-latka dawno przestali się nimi przejmować.
– Nie rusza mnie już karcący wzrok czy dziwna mina mijającego nas przechodnia, ponieważ ci ludzie w niczym mi nie pomogli, a tylko mogą mi zepsuć dobry humor. Nie robimy w żaden sposób krzywdy Arkowi, nie wywieramy presji, ponieważ to już 5-letni facet i ma swoje zdanie – przekonuje Marzena.
Mama Arka robi przepiękne zdjęcia, które rodzina publikuje na blogu i Instagramie. Tata zajmuje się programowaniem. Oboje chcą się dalej rozwijać w swoich dziedzinach, ale priorytetem jest dla nich szczęśliwy syn.
Kilka miesięcy temu opisywaliśmy też historię niepełnosprawnego Michała, który mimo problemów zdrowotnych skacze ze spadochronem, nurkuje i jeździ po świecie. To, co rzuca się w oczy w trakcie poznawania ich życia, to niezwykły hart ducha, wielka pasja i rzadko znikający z twarzy uśmiech. I choć Arka i Michała różni 30 lat, to determinacji może im obu pozazdrościć wielu „pełnosprawnych” podróżników.
Nie zawsze jest kolorowo…
Choć dzisiaj na zdjęciach widać przede wszystkim szczęśliwą i energiczną rodzinę, to ich sytuacja wcale nie jest prosta. Arek przyszedł na świat z otwartą przepukliną oponowo-rdzeniową odcinka piersiowo-lędźwiowego, wodogłowiem, niedowładem kończyn dolnych i zwieraczy, neurogennym pęcherzem moczowym oraz obustronnym wodonerczem. Sporo jak na jednego chłopca. Tuż po urodzeniu przeszedł kilka operacji w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie, a dziś jest pod stałą opieką całego sztabu specjalistów.

Fot. Marzena Sadłoń/Archiwum Prywatne
Musi korzystać z wózka inwalidzkiego i tak będzie prawdopodobnie do końca życia – chyba, że coś w medycynie się zmieni. Rodzice stale opłacają kosztowną rehabilitację chłopca. Na szczęście w zbieraniu pieniędzy pomagają też zwykli ludzie – na przykład przekazując na leczenie Arka swój 1 procent podatku.
– Przyszłość jest wielką niewiadomą i ciężko jest określić, jak to będzie kiedyś. Jesteśmy dobrej myśli i staramy się, żeby w momencie, gdy nadejdzie szansa, nie było żadnych przeciwwskazań medycznych – opowiada mama chłopca.
Marzena nie skarży się właściwie na nic, chociaż przez pierwszy rok życia Arka, w każdym miesiącu spała na szpitalnej podłodze nawet 12 dni, a czasem i więcej. Szpital był oddalony o 200 km, więc jeżdżenie do domu nie wchodziło w grę. Jak sama mówi – czasem mogła wnieść karimatę, innym razem musiała jej wystarczyć goła posadzka. Ale dziś bez wahania mówi, że zrobiłaby dokładnie to samo.

Fot. Marzena Sadłoń/Archiwum Prywatne
I planuje kolejne wyjazdy pełne przygód.
– Marzy mi się w tym roku Francja i Grecja. A z tych bliższych wypraw na bank jakaś wyprawa w Tatry też będzie. Ale czas pokaże, życie nas nauczyło nie planować z długim wyprzedzeniem – zdradza. – Chcemy jak najwięcej pokazać Arkowi, a to, że on nie może usiedzieć w miejscu, nam tylko pomaga. Bo jeśli się tylko chce, możliwe jest wszystko – dodaje.