Grecy walczą w obronie swoich plaż. Protestują przeciw… drogim leżakom!
Protest mieszkańców wyspy Paros, którzy domagają się przestrzeni i swobodnego dostępu do piaszczystych plaż, przyjął nazwę „Ruchu Ręczników”. Ich krytyka wiąże się z działaniami funkcjonujących przy brzegu barów, restauracji czy hoteli. Choć plaże w Grecji są publicznie dostępne, to niektóre ich części są dzierżawione takim obiektom. Te z kolei mają zajmować więcej przestrzeni niż legalnie mogą to robić, a następnie ustawiać na nich rzędy leżaków, co zdaniem protestujących jest nielegalne.
Akcje protestacyjne rozpoczęły się na Paros, ale szybko rozprzestrzeniły się na sąsiednią wyspę Naksos. Powstała nawet grupa na Facebooku o nazwie „Save the Beaches of Naxos NOW!”, która obecnie zrzesza ponad 7 tys. osób. Internauci publikują w niej zdjęcia miejsc, w których leżaki pojawiły się nielegalnie. Na jednym z nich widać było także cennik za wynajęcie parasola i dwóch leżaków po 60 euro. Jak łatwo wyliczyć, wypoczynek w takiej „strefie VIP” to koszt 120 euro za dzień.
Sahiller sermayenin değil halkındırhttps://t.co/qIsRGUGdFF#Sarımsaklı #KıyılarHalkındır #SermayeDefol pic.twitter.com/tNwbXaIJxX
— TKP Ayvalık Semt Evi (@AyvalikTkp) August 19, 2023
– Żądamy naszego prawa do przestrzeni publicznej, naszego prawa do korzystania z naszych plaż, na które wdzierają się chciwi, społecznie nieodpowiedzialni biznesmeni, którzy zajmują plaże w całości lub przekraczają swoje granice nawet 100-krotnie w stosunku do powierzchni, którą legalnie dzierżawią – przekazali członkowie grupy protestacyjnej w oświadczeniu dla „Metro”.
W materiale „New York Times” przytoczono z kolei historię 70-letniego mieszkańca Paros, który przyznał, że „czuje się wypychany z wyspy„. Jego zdaniem również „istnieją ogromne rozbieżności co do obszaru, który firmy powinny zajmować, a który faktycznie jest przez nie zajęty„. To samo źródło przekazało, że w ubiegłym roku oficjalnie wydzierżawiono 7 186 metrów kwadratowych powierzchni plaży, a w rzeczywistości zajętych było aż 18,8 tys. metrów.
– Jeszcze pięć lat temu mogłem pójść na dowolną plażę i po prostu cieszyć się przyrodą, piaskiem, wodą, ciszą. Teraz jest tam mnóstwo leżaków i parasoli i nie ma nawet miejsca na ręcznik, krzesło lub po prostu usiąść na piasku. W to właśnie chcecie zamienić Paros i nie zwracać uwagi na miejscowych i naturę? – powiedział z kolei inny mieszkaniec Paros w wywiadzie dla Australian Broadcasting Corporation.