Pekin Lufthansą na pokładzie A380 za 2214 zł
Dziś ciekawa propozycja dla pasjonatów lotnictwa. Przelot Airbusem A380 do Pekinu w niewygórowanej cenie. Airbus A380 potocznie nazwany SuperJumbo jest największym samolotem pasażerskim świata, wyprzedzając pod względem powierzchni drugiego na liście Boeinga 747-400 (Jumbo Jeta) o 50%.
Wyloty są możliwe z Gdańska, Katowic, Krakowa, Poznania, Rzeszowa, Warszawy i Wrocławia.
Sprawdź na stronie Lufthansy dostępne terminy >>
Najwięcej biletów w cenie około 2214 zł udało nam się znaleźć na styczeń i luty. Przykładowa trasa:

Hubert Olender Autor artykułu
Misją Fly4free.pl jest przedstawienie Ci najlepszych zdaniem naszej redakcji okazji na podróże. Opisujemy oferty znalezione przez nas w internecie i wskazujemy adresy internetowe, pod którymi samodzielnie możesz wykupić podróż lub elementy podróży. Ceny w artykułach są aktualne w chwili publikacji. Możemy otrzymywać wynagrodzenie od partnerów handlowych, do których Cię przekierowujemy.
Komentarze
Zaloguj się na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
z czasem 1:15 na przesiadkę we Frankfurcie bałabym się lecieć
To są tradycyjne linie lotnicze, więc jeśli spóźnisz się na rejs do Pekinu to zostanie Ci zapewniona opieka i przebookowanie na następny lot bezpłatnie.
Hubert: nie byłbym taki pewny. Ja lecąc Lufą LHR-FRA-KTW nie zdążyłem na przesiadkę we Frankfurcie (przejścia między terminalami były wieczorem zamknięte a na przesiadkę niecałe 30min) i z łaską przebukowano mnie na kolejny dzień ale hotelu mi nie zapewnili więc musiałem koczować w terminalu. Reklamacja rozpatrzona negatywnie.
@nomia
We Frankfurcie przylot jest na T1 i odlot z T1 (obecnie), więc jest szansa że zdążysz.
Jeżeli nie zdążysz to z przebukowaniem lotu nie ma problemów. Zazwyczaj Lufthansa proponuje lot następnego dnia, nocleg za darmo i kupony do restauracji.
Jeżeli będą miejsca to można "załapać się" na wieczorny lot Air China.
Można wybrać opcję lotu tego samego dnia, ale trzeba liczyć się z dodatkową przesiadką i lotem innymi liniami. W tym przypadku można liczyć tylko na kupony do restauracji (należy się upominać!)i... przygodę. Bagaż rejestrowany zazwyczaj przylatuje Lufthansą następnego dnia.
Na specjalną opiekę nie licz, ale da się przeżyć. Sprawdzone! :)
@ Sinus
Obowiązek na pewno miała udzielić opieki stosownie do czasu oczekiwania, tak jak mówi rozporządzenie 261/2004 Parlamentu Europejskiego. Też bym tutaj stosował ten akt prawny, ponieważ jeśli mamy taką podróż na 1 bilecie, to jesteśmy traktowani tak jakbyśmy lecieli 1 lotem. Wiadomo, że w praktyce rożnie to wygląda i linie będą chciały się "wymigać" od swoich obowiązków.
@Sinus
Jeżeli pierwszy lot nie był opóźniony to nikogo nie interesuje czy zdążysz w 30 minut. W przypadku Pekinu i innych lotów długodystansowych jest tak samo - ryzyko jest przerzucone na pasażera. Aby bez problemu przebukować bilet, lot do portu tranzytowego musi być opóźniony.
@ Kiwaczek
Ale o ile mi wiadomo minimalny czas na przesiadkę jaki może być wystawiony na bilecie to 1h.
@Hubert
Nie ma odgórnie ustalonego minimalnego czasu na przesiadkę. W przypadku lotu Lufthansy: POZ 13:10 - 14:40 MUC 15:15 - 16:15 GRZ, w Monachium jest 35 minut na przesiadkę i to wystarczy. Wsiadam do samolotu do Grazu jako jeden z ostatnich, ale po mnie zazwyczaj pojawiają się jeszcze inni pasażerowie. Bagaż rejestrowany zawsze dociera na miejsce przeznaczenia.
Na tej samej trasie, ale z wylotem z Poznania o 17:05 jest 30 minut na przesiadkę. Jednak zimą nie lubię dużego ryzyka, więc wybieram inne połączenie.
To jeżeli przewoźnik wystawia bilet z tak krótką przesiadką, to bierze odpowiedzialność za to że przy normalnym toku czynności pasażer bez problemu zdąży na następny samolot bez biegu krótko-dystansowego :)
PS. Zdarzyło mi się, że mając 2 godziny na przesiadkę we Frankfurcie, wzywali mnie do samolotu do Dubaju. Dojście pieszo plus dojazd z T1 na T2 plus kolejka do odprawy paszportowej plus kolejka do kontroli bezpieczeństwa zajęły mi dokładnie 2 godziny. Nie ma reguły.
@Hubert
Wydaje mi się, że jest tak jak napisałeś. Przewoźnik wie ile czasu na przesiadkę może "dać".
Jak czas się kończy to wywołują pasażera, a on musi się pospieszyć. Na szczęście mam bardzo łatwe do wypowiedzenia imię oraz nazwisko bez polskich znaków diakrytycznych. Na lotnisku w Oslo kolega Strześniewski o typowym polskim, twardym imieniu, nawet nie usłyszał że go wzywają do samolotu; imienia celowo nie podaję.
tak sie klocicie, a ta promocja to juz obowiazuje od dawna