Fly4free.pl

Pasażerowie Ryanaira znów pomylili samoloty. Chcieli lecieć do Hiszpanii, wylądowali…w Grecji

Foto: sorbis / Shutterstock
To kolejna sytuacja, w której pracownicy Ryanaira nie sprawdzają kart pokładowych przy boardingu pasażerom, a sami pasażerowie… nie zwracają specjalnie uwagi, do jakiego samolotu wsiadają. Przy tym wszystkim sam Ryanair zwala winę na pasażerów.


W ostatnim czasie Ryanairowi już kilka razy zdarzały się takie sytuacje. A to pasażerka z Wrocławia chcąca lecieć do Glasgow wylądowała w Londynie, innym razem 69-letnia Włoszka, która chciała lecieć z Palermo do Bolonii, wylądowała we Wrocławiu.
Za każdym razem sytuacja wyglądała tak samo: przez nieuwagę pasażerowie podchodzili do boardingu przy innej bramce niż ich lot, a obsługa… wpuszczała ich bez mrugnięcia okiem, nawet nie sprawdzając kart pokładowych.

Tak też było tym razem – jak czytamy w „Daily Mirror”, para brytyjskich obywateli wyleciała z lotniska Stansted. Ich celem była hiszpańska Sewilla, gdzie mieli wykupione wakacje. Sytuacja przebiegała modelowo: przeszli wszystkie kontrole, weszli na pokład samolotu, nikt o nic ich nie pytał i samolot wystartował. Jak się domyślacie – nie był to lot do Sewilli, tylko… na znaną grecką wyspę Zakintos.

I choć trudno w to uwierzyć, pasa twierdzi, że nie zorientowała się w sytuacji w samolocie (załoga miała nie podać nazwy lotniska, na którym wylądował samolot) ani nawet na lotnisku (nie mieli nadawanego bagażu), a o pomyłce poinformował ich dopiero taksówkarz, który powiedział im, że „to nie jest Hiszpania”.

Para wróciła więc na lotnisko, gdzie pracownicy Ryanaira wykazali średnie zrozumienie dla całej sytuacji – ostatecznie jednak irlandzka linia zgodziła się zapłacić za jeden nocleg w hotelu bohaterów naszej historii oraz za lot powrotny do Londynu. Co jest dość interesujące, bo kolejny lot z Zakintos na Stansted miał miejsce za 4 dni. Oznacza to, że kolejne 3 noclegi para musiała wykupić sobie sama.

Ostatecznie udało im się wrócić do Londynu, ale stracili wyjazd do Hiszpanii, który kosztował ich ponad 1100 GBP. Co ciekawe, Ryanair niezbyt poczuwa się do winy.

W odpowiedzi na reklamację, jaką otrzymali pasażerowie czytamy, że „obowiązkiem każdego pasażera jest ustawienie się przy odpowiedniej bramce podczas boardingu”.

„Ekrany na lotnisku pokazują dokładnie numery lotów i poszczególne destynacje, podobnie jak kata pokładowa. Pasażerom doradzamy też, aby dokładnie sprawdzali lotniskowe systemy informacyjne, skąd dowiedzą się, przy której bramce mają się ustawić (…). Każdy pasażer jest odpowiedzialny za to, aby upewnić się, że będą postępowali zgodnie z procedurami i informacjami, które są dla nich dostępne” – czytamy w odpowiedzi, cytowanej przez”Daily Mirror”.

Rzecznik Ryanaira w rozmowie z gazetą dodaje, że irlandzka linia rozmawia z agentami handlingowymi z lotniska Stansted, aby taka sytaucja nie powtórzyła się ponownie. Dodaje jednak, że „obowiązkiem każdego pasażera jest sprawdzenie, czy znajdują się we właściwym samolocie”.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Leciałem w środę Ryanairem z Hiszpanii do Warszawy to w samolocie stewardessy przed odlotem 3 razy powtórzyły w różnych językach, że jeżeli ktoś nie leci do Warszawy to proszony jest o kontakt z obsługą.
Janek Kruczkowski, 20 listopada 2021, 12:41 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »