Pasażerka zarobiła w weekend aż 44 tys. PLN z powodu odwołanych lotów
Laura Broom w zeszły piątek pojawiła się z rodziną na nowojorskim lotnisku LaGuardia i miała zamiar polecieć na weekend do Fort Lauderdale na Florydzie. Miała przy tym nadzieję, że uda jej się wylecieć planowo, bo z powodu załamania pogody, Delta i inni amerykańscy przewoźnicy musieli w poprzednich dniach anulować setki lotów.
Tak się jednak nie stało – jej lot był przepełniony, tzn. był tam „overbooking” z ponad 60 pasażerami z poprzednich dni oczekującymi na miejsce w samolocie. Przed wejściem na pokład, agenci zaczęli więc szukać „ochotników”, którzy chcieliby w zamian za pieniądze zwolnić swoje miejsca dla pasażerów z poprzednich dni i polecieć kiedy indziej.
Jak czytamy w „Travel and Leisure”, Broom początkowo zignorowała ofertę, ale w momencie, gdy agenci ogłosili, że są gotowi zapłacić za rezygnację po 900 USD od osoby, przystąpiła do negocjacji. Razem z mężem i 4-letnią córką zdecydowali się odstąpić bilety, jeśli cena dojdzie do 1500 USD od osoby. Agent dał im wówczas kontrofertę na 1350 USD (maksymalną wartość rekompensaty przewidzianą przez amerykańskie prawo). Zgodzili się na nią, a oprócz pieniędzy, dostali bilety na lot w sobotę rano. Otrzymali, więc w sumie 4050 USD. Całkiem nieźle, zważywszy na to, że za swoje bilety cała trójka zapłaciła 650 USD.
Broomowie ponownie pojawili się na lotnisku w sobotę rano, ale okazało się, że ich lot… znów jest opóźniony. I ponownie jest znacznie więcej chętnych niż miejsc w samolocie. Tu sytuacja się powtórzyła – znów szukano ochotników gotowych do rezygnacji z lotów. Po kilku minutach negocjacji, Broomowie odpuścili swoje miejsca za 1300 USD od osoby. A linia lotnicza dorzuciła do tego kilka dodatkowych bonusów, jak voucher na obiad wart 15 USD osoby czy przejazd taksówką do domu za 50 USD.
Mieli więc już w sumie ponad 8 tys. USD, ale udało im się utargować jeszcze dodatkowe 3 tys. USD, gdy agenci próbowali przebukować ich lot na niedzielę. Początkowo Broomowie chcieli skorzystać z tej opcji, jednak po rozmowach z innymi pasażerami usłyszeli, że na swój rejs będą czekali nawet do wtorku, postanowili zrezygnować.
– Byliśmy rozdarci. Bo bardzo chcieliśmy wyjechać, ale bardzo nie uśmiechała nam się perspektywa kolejnego dnia spędzonego na lotnisku. Postanowiliśmy, więc odpuścić, a za rezygnację z lotu każdy członek rodziny otrzymał po 1 tys. USD – mówi Broom.
W sumie rodzina otrzymała, więc 11 tys. USD w formie kart podarunkowych, które mogą wykorzystać w dowolny sposób.
Laura Broom, która opublikowała historię na swoim blogu, przyznaje, że wielu czytelników miało pretensje o to, że w tak perfidny sposób wykorzystała sytuację.
– Z jednej strony czułam się trochę winna, ale niektórzy czytelnicy pisali, że w ten sposób uwalnialiśmy miejsca dla ludzi, którzy naprawdę musieli gdzieś dotrzeć znacznie pilniej od nas. Ale nie czuję się źle z powodu zarobienia takiej kwoty: przez lata przeżyłam już swoją porcję lotniczych koszmarów, podczas których musiałam sama płacić za swój pokój hotelowy albo wynajmować samochód – mówi Broom.