Internet właśnie odkrył overbooking w Wizz Air. Tylu bzdur dawno nie widzieliśmy
Wyspa Malta od 2174 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Majorka od 2969 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Złote Piaski od 2514 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Wszystko zaczęło się od wpisu opisującego pasażerów czekających na warszawskim Lotnisku Chopina na lot Wizz Aira. Mieli dowiedzieć się, że mogą nie polecieć, ponieważ w samolocie nie ma dla nich miejsc. I wtedy internet, trochę niespodziewanie, odkrył overbooking.
„Trzyosobowa rodzina nie wyleciała, bo zapłacili TYLKO za bilet i nie doczytali, że to nie gwarantuje miejsca” – czytamy w poście dziennikarki Agaty Szczęśniak.
Czy wiecie o tych podłych praktykach @wizzair? Ludzie właśnie czekają na Okęciu, usłyszeli, że mogą nie polecieć, bo nie ma dla nich miejsc 😮 zapłacili za bilety (370 funtów), przeszli odprawę i mogą nie wejść na pokład, bo nie dopłacili do gwarancji miejsca. @UOKiKgovPL pic.twitter.com/T4UAvcr6xN
— Agata Szczęśniak (@szczesniak__a) August 19, 2026
Wpis błyskawicznie zaczął żyć własnym życiem, a w komentarzach pojawiły się kolejne podobne historie. Zaczęły się też dobre rady Ktoś zapewnia, że wystarczy kupić „gwarancję miejsca”, ktoś inny, że sposobem na uniknięcie problemów może być kupowanie biletów z dużym wyprzedzeniem. Jeszcze ktoś że takie rzeczy tylko w tanich liniach, a kolejny w ogóle nie dowierza, że można mieć kartę pokładową, a nie wejść na pokład.
Rozumiemy zdziwienie. Jeżeli ktoś lata raz czy dwa razy w roku, może nie zetknąć się z overbookingiem. Trudniej nam jednak przejść obojętnie obok liczby przekręconych faktów, które przy okazji zaczęły krążyć w sieci i lada moment staną się jedną z tych bezsensownie powtarzanych lotniczych legend w stylu „najtańsze bilety kupuje się we wtorki”.
Nie, nie trzeba kupować „gwarancji miejsca”. I nie, to nie jest specjalność Wizz Aira
Overbooking oznacza w uproszczeniu, że przewoźnik sprzedaje więcej biletów, niż ma miejsc w samolocie. Linie robią to dlatego, że statystycznie część pasażerów nie pojawia się na danym rejsie. Z punktu widzenia przewoźnika bardziej opłaca się więc sprzedać np. 185 rezerwacji na 180 miejsc, zakładając, że kilka osób nie dotrze na lot. Problem zaczyna się wtedy, gdy tym razem pojawią się wszyscy. I tak – może się wtedy okazać, że ktoś z ważnym biletem nie poleci.
Nie istnieje przy tym osobna „gwarancja miejsca”, którą pasażer powinien dokupić. Ba, takiej usługi linia w ogóle nie ma. W Wizz Airze, Ryanairze czy innych liniach można zapłacić za wybór konkretnego fotela, ale to zupełnie inna usługa i… nadal nie jest zabezpieczeniem przed overbookingiem.
Co równie ważne, nie jest to praktyka charakterystyczna dla tanich linii. Overbooking stosują przewoźnicy na całym świecie i równie dobrze podobna historia może wydarzyć się na rejsie LOT-u, Lufthansy czy British Airways.
Jakie jeszcze rady znajdziecie w tym wątku?
– Bo to tak jak rezerwacja miejscówki, ale bez kupienia miejscówki. Zawsze kupuję bilet przynajmniej na samolot wcześniej, bo tuż przed to coś takiego może się zdarzyć czyli 2 na 1 miejsce, chyba że na pociąg to można postać – pisze jeden z internautów.
Więc rozprawmy się i z tym. Mówiąc krótko: nie istnieje też żaden stuprocentowo skuteczny trik pozwalający zabezpieczyć się przed overbookingiem. Sam fakt kupienia biletu pół roku wcześniej absolutnie niczego nie zmienia. Nie daje go również przyjście na lotnisko trzy godziny przed odlotem.
– Wystarczyło dopłacić 10 funtów do miejsca i by nie było problemu. Latam z dzieciakami często i jeszcze nigdy nie wybrałem opcji bez wybrania miejsca – pisze ktoś inny.
I znów – wykupione miejsce to żadna gwarancja. W praktyce jednak warto zauważyć, że przewoźnikom łatwiej jest też rozwiązać problem overbookingu kosztem pojedynczych pasażerów niż rozdzielać rodziny czy większe grupy. Dlatego faktycznie – rodziny z dziećmi najrzadziej doświadczają takiej sytuacji. Co nie znaczy, że nigdy się to nie zdarza.
Czy linia może tak zrobić? Może. I najpierw powinna poszukać ochotników
Tu dochodzimy do pytania, które w dyskusji powtarza się najczęściej: „Ale czy to w ogóle jest legalne?”. A odpowiedź jest tylko jedna: tak. Nam również trudno uznać sprzedaż większej liczby biletów niż dostępnych miejsc za praktykę przyjazną pasażerowi, ale overbooking jest legalny. Co więcej, nie jest żadnym nowym pomysłem księgowych tanich linii, lecz od lat funkcjonującą praktyką branży lotniczej.
Unijne rozporządzenie 261/2004 wprost opisuje procedurę na wypadek, gdy przewoźnik przewiduje, że będzie musiał odmówić części pasażerów wejścia na pokład. Linia powinna najpierw poszukać ochotników, którzy zgodzą się zrezygnować ze swojej rezerwacji w zamian za uzgodnione korzyści. Dopiero jeśli ochotników będzie za mało, przewoźnik może odmówić wejścia na pokład pasażerom wbrew ich woli.
To ważny szczegół, bo overbooking nie musi wyglądać jak losowanie nieszczęśnika przy bramce. Linie próbują najpierw znaleźć osoby, którym zmiana planów aż tak bardzo nie przeszkadza – oferując im w zamian określone korzyści.
Zostajesz na lotnisku. Co wtedy? Nawet 600 euro odszkodowania
Równie nieprawdziwe, które pojawia się w tej dyskusji, jest przekonanie, że pasażer z takiego lotu zostaje z niczym, a przewoźnik może po prostu powiedzieć „sorry” i zamknąć drzwi samolotu. Jeżeli pasażerowi wbrew jego woli odmówiono wejścia na pokład, unijne przepisy przewidują odszkodowanie: 250 euro dla lotów do 1500 km, 400 euro dla dłuższych lotów wewnątrz UE oraz innych lotów od 1500 do 3500 km i 600 euro w pozostałych przypadkach.
Na tym prawa pasażera się nie kończą. Przepisy przewidują również wybór między zwrotem kosztu biletu a zmianą planu podróży oraz – zależnie od sytuacji – prawo do opieki, czyli m.in. posiłków, napojów, a gdy konieczny jest nocleg, również hotelu i transportu.
I być może właśnie to jest najważniejszym wnioskiem z całej internetowej afery. Overbooking jest realny, legalny i rzeczywiście może oznaczać, że mając prawidłowo kupiony bilet, nie wejdziemy do samolotu. To brzmi niedorzecznie i trudno dziwić się komuś, kto pierwszy raz słyszy o tym dopiero przy bramce. Nie jest jednak prawdą, że problem wynika z niewykupienia „gwarancji miejsca”. Nie jest to również jakaś szczególna sztuczka Wizz Aira, a kupienie biletu wcześniej, wcześniejsze pojawienie się na lotnisku czy dopłacenie do fotela nie daje stuprocentowej ochrony. I warto o tym pamiętać.
👉 Zakup wybranego miejsca, biletu z dużym wyprzedzeniem ani wcześniejsze przyjście na lotnisko nie gwarantują wejścia na pokład.
👉 Zgodnie z rozporządzeniem UE 261/2004 linia powinna najpierw szukać ochotników gotowych zrezygnować z lotu za ustalone korzyści.
👉 Pasażerowi przymusowo niewpuszczonemu do samolotu przysługuje 250, 400 lub 600 euro odszkodowania oraz zwrot biletu lub zmiana rezerwacji i opieka.