REKLAMA

Stewardesy o polskich pasażerach: „Nie jesteście takimi aniołkami, za jakich się uważacie”

Pasażerowie
Foto: travelview / Shutterstock

Patrząc na zachowania naszych rodaków podczas podróży, dochodzimy do wniosku, że pod wieloma względami dogoniliśmy już ten mityczny Zachód. Niestety, nie tylko o dobrych wzorcach mowa.

Ciężko o tekst, opisujący zachowanie polskich pasażerów, bez emocji i argumentów: „Przecież to normalne, inni robią tak samo!”. Rozmawiając z osobami, które pracują jako personel pokładowy w taniej linii lotniczej (Ryanair) oraz u klasycznego przewoźnika, który chlubi się 5* w prestiżowym rankingu Skytrax (Lufthansa), możemy jednak nabrać wątpliwości.

Co z tymi polskimi pasażerami?

Warunek? Anonimowość

Poznajcie Gosię i Martę. To nie są ich prawdziwe imiona. Prawdziwe za to są ich opowieści oraz linie lotnicze, w których pracują: Ryanair i Lufthansa. Mimo starań i zachęt, żadna z nich nie zgodziła się na autoryzowanie swoich wypowiedzi imieniem i nazwiskiem. Powód?

– Jeżeli moi przełożeni dowiedzieliby się, że tego typu informacje wychodzą z moich ust, straciłabym pracę. Powszechny obraz ma być taki, że nigdzie nie ma żadnych problemów.

Tyle Gosia, pracująca dla Ryanaira. W przypadku Marty było identycznie, a nawet… nieco bardziej rygorystycznie w kwestii zapewnienia jej anonimowości. Cóż więc takiego jest w zachowaniu polskich pasażerów, co nie powinno być głośno roztrząsane?

Pasażer
Foto: oneinchpunch / Shutterstock

Smród

– Pracowałam i pracuję na kierunkach „emigranckich”. Tych, które są z definicji nieco „podwyższonego ryzyka”. Irlandia, Wielka Brytania, Norwegia. Na pokładzie nie spotkasz biznesmenów z teczkami. Spotkasz natomiast faceta, który jedzie do pracy w Norwegii, śmierdzi od niego na kilometr piwem albo wódką, a to nie jest jedyny przykry zapach, który się unosi – opowiada Gosia.

W ciągu 20 minut rozmowy Gosia sypie przykładami i konkretnymi połączeniami. Nie da się ukryć: fala emigracji zarobkowej, która spowodowała, że Polacy aktualnie są najliczniejszą lub jedną z najliczniejszych mniejszości narodowych w takich krajach jak Norwegia czy Islandia – objęła nie tylko elitę kulturalną naszego kraju lub wyłącznie wykształcone osoby… lecz także tych, których obycie i zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Osoby te, pracując na obczyźnie, nierzadko fizycznie, dość często podróżują między Polską i miejscem pracy.

Niestety, dla wielu pasażerów podróż samolotem nie różni się niczym od pobytu pod budką z piwem w prowincjonalnym mieście.

Na części z wykonywanych połączeń, zwłaszcza w okresie poświątecznym, dominują inni pasażerowie z Polski.

– Wstyd to mówić, ale wiele osób ma najzwyczajniej w świecie problem z higieną. Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego problemem jest nałożenie na siebie czystych, nieprzepoconych ubrań, wcześniej biorąc kąpiel – mówi Gosia. – Wiesz, to naprawdę dyskomfortowe uczucie: podchodzę do pasażera, który mnie woła, z ust mu bucha odór alkoholu, a spod pach zapach, jakby mydło widział ostatnio tydzień temu.

– Nie reagujesz?

– Nie mogę mu zwrócić na to uwagi. Obowiązują nas zasady, których musimy trzymać się w kontakcie z pasażerami. Przecież nie mogę mu powiedzieć: chłopie, jak idziesz do kościoła albo jedziesz pociągiem, też się wcześniej nie myjesz?

– A co z pasażerami z innych krajów? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że tylko Polacy bywają na bakier z higieną?

– Oczywiście, że nie. Anglicy w trakcie podróży do hiszpańskich kurortów potrafią być w tym zakresie również mocno uciążliwi. Ale patrząc na to chłodnym okiem, naprawdę mam niekiedy problem z uśmiechaniem się do pasażera, obok którego nie można spokojnie przejść.

Marta, pracująca na pokładzie samolotów linii Lufthansa, dorzuca coś do tego tematu.

– Zdziwiłbyś się, jak to wygląda u nas. Paradoksalnie, najbardziej w głowie odkładają mi się wspomnienia tych na pozór eleganckich panów z teczkami. Sytuacja sprzed kilkunastu tygodni: rejs z europejskiej stolicy do Warszawy, pan pod pięćdziesiątkę, w wymiętym garniturze, wylał na siebie chyba pół butelki perfum… a mimo to nie zabiło przykrego zapachu. To prawdopodobnie był powrót z delegacji, musiała być ciężka i intensywna, ponieważ nie zmienił ubrania. Plamy były najmniejszym problemem, zaczepiał nas po polsku, był dość nieprzyjemny – urywa głos Marta.

Pasażer na lotnisku
Foto: elnur / Shutterstock

Zapasy kiełbasy

Ale brzydki zapach to nie jest jedyna rzecz, która charakteryzuje część z polskich podróżnych, korzystających z usług linii lotniczych. To znaczy, precyzując, jest coś, co się częściowo pokrywa z tematem zapachu, niekoniecznie nieprzyjemnego.

Ponownie Gosia, z doświadczeniami wprost z niskokosztowej linii:

– Wiesz, co mi przeszkadza? W życiu bym nie przypuszczała, że tak alergicznie będę reagować na jedzenie, które przewożą pasażerowie w bagażu podręcznym.

– Niezbyt rozumiem…

– Wyobraź sobie ekipę 5-6 facetów, którzy siedzą obok siebie, to jeden z pierwszych lotów po świętach Wielkanocnych… i przez całą drogę wcinają kiełbasę.

– Kiełbasę?

– Tak, taką domową, swojską kiełbasę. Zajmowali przedostatni rząd w samolocie, wyciągnęli swoje torby, zapach rozszedł się po całej kabinie. I sądząc po zawartości plecaków oraz ich rozmowach, to były jakieś grubsze zapasy. Lecieli do Norwegii i każdy z nich miał torbę wypchaną jedzeniem. Domyślam się, że na zapas, rozumiem, że w Norwegii tęsknią za polskimi specjałami.

– Wiesz, widziałem kiedyś podobną sytuację w samolocie Wizz Air z Katowic do Reykjaviku. Kobieta miała w plecaku z 10 kg mięsa i kiełbas, nie dało się siedzieć, tak intensywnie to było czuć…

– Jedna z moich koleżanek opowiadała mi, że na rejsie do Dublina pasażer próbował ją częstować domowymi wyrobami wędliniarskimi.

– Skorzystała?

– Grzecznie odmówiła.

Być może trudno w to uwierzyć, ale takich pasażerów, którzy zabierają zawartość lodówki lub zamrażarki do samolotu, jest więcej. Na pozór te czasy (stewardesy pracujące w PLL LOT na liniach transoceanicznych opowiadały o „lotach do Chicago, szynką pachnących”) już minęły. A jednak w dalszym ciągu zawartość plecaków i bagażu podręcznego polskich podróżnych może wprawić w zdziwienie.

No właśnie, zawartość. Tutaj dochodzimy do kwestii zawartości, a raczej… wielkości bagażu podręcznego.

Pasażerowie wsiadający do samolotu
Foto: Ivanova Tetyana / Shutterstock

„Zwariowała Pani? Przecież to upchnięte jest!”

Cena czyni cuda. Tanie bilety, które można upolować na połączenia niskokosztowymi liniami lotniczymi, najczęściej są tanie tylko z nazwy.

Precyzując: w cenie mamy goły bilet. A chcąc zabrać jakikolwiek dodatkowy bagaż, większy niż mała torba, musimy zapłacić. I tutaj właśnie dochodzi do dziwnych historii.

– Akcja z okolic majówki, świeża. Rozpoczynamy boarding, pasażerowie wchodzą do samolotu, wkładają swoje bagaże podręczne do schowków, nagle zamieszanie. Okazało się, że przejście blokuje pan (sądząc z akcentu, pochodził ze Śląska), który tuż po wejściu na pokład otworzył swoją torbę i zaczął się rozbierać. Zdejmował kolejne warstwy ubrań, próbując je upchać w małej torbie – opowiada Gosia. – Prawdopodobnie chciał zaoszczędzić na bagażu, więc nałożył na siebie prawie wszystkie ubrania, aby nie zajmowały miejsca w bagażu podręcznym. Nie reagował na nasze prośby o odblokowanie przejścia. Wszyscy musieli czekać, aż pasażer upora się z przepakowywaniem – wspomina stewardesa.

Marta z kolei zwraca uwagę na nieco inny problem bagażowy.

– Nagminnie, szczególnie w przypadku lotów „biznesowych” (to połączenia z Polski do miast, gdzie odbywają się rozmaite targi) mamy problem z pasażerami, którzy próbują upychać swoje marynarki i płaszcze w schowkach bagażowych. Niekiedy dochodzi do bardzo nieprzyjemnych rozmów. Tłumaczymy, że to miejsce na bagaż podręczny, walizki, torby – a ubrania pasażerów zabierają cenną przestrzeń. A w zamian słyszymy, że skoro wybrali naszą ofertę, a nie taniego przewoźnika, to mogą wymagać.

– Myślałem, że to już raczej anegdotyczne i sporadyczne jest, tak jak w przypadku byłego posła Rokity i jego płaszcza. O ile pamiętam, to chciał powiesić swoje rzeczy w klasie biznes, chociaż miał bilet na klasę ekonomiczną.

– Znam stewardesę, która obsługiwała ten lot z Monachium do Krakowa. To było właśnie na pokładzie samolotu naszych linii. Wyprowadzili go w kajdankach, bo awanturował się o to, że stewardesa przewiesiła jego płaszcz na właściwe miejsce. Ale to nie są jednostkowe przypadki, uwierz mi. A osoby mówiące po polsku, które potrafią być zaskakująco nieuprzejme, niekiedy mają dość rozpoznawalne twarze.

– Mówisz o politykach?

– Nie tylko. Sportowcy, ludzie ze świata mediów…

Pasażerowie
Foto: Rawpixel.com / Shutterstock

Jesteś tylko pomocą!

W czym doszlusowaliśmy do „średniej europejskiej” w kwestii zachowania pasażerów na pokładzie? Niestety, w dość przykrych sprawach, związanych z podejściem do personelu pokładowego. Ponownie rozmawiam z Martą:

– Pracuję w zawodzie ponad 15 lat. Pamiętam moje początki, sporo ludzi z Polski latało po raz pierwszy, zawsze byli ujmująco grzeczni, mili, nie było żadnych problemów podczas lotów. Teraz to się zmieniło. Najgorsze jest grubiaństwo i takie poczucie wyższości.

– Grubiaństwo w podejściu do stewardes?

– Może źle to ujęłam. Chodzi mi o lekceważenie, traktowanie nas jako skrzyżowanie pomocy kuchennej z kasjerką i sprzątaczką. Dość mocno odchorowałam tego typu tekst, który usłyszałam podczas lotu z Warszawy. Pan, który podróżował z kilkuletnim synem, powiedział do niego coś w stylu: „My jesteśmy tutaj szefami, a te kobiety będą nam usługiwać”. Może to był żart, jeżeli tak, to bardzo nieśmieszny.

– Nie wiem, co powiedzieć…

– Znam linie lotnicze, gdzie taki tekst rzucony w stronę personelu pokładowego, skończyłby się solidną awanturą i wyproszeniem pasażera. U nas to nie przejdzie. To jak w sklepie: klient ma zawsze rację. Ale niekiedy to boli.

* * *

Wracamy do punktu wyjścia. A jest nim tytułowy cytat „Nie jesteście takimi aniołkami, za jakich się uważacie”. Czy naprawdę to tylko Polacy są tymi „złymi pasażerami”, od których niekiedy brzydko pachnie, przewożącymi mięso i kiełbasę, awanturującymi się na pokładzie, traktującymi stewardesy niczym kelnerki?

– Absolutnie! Opowiadając te historie, mogłabym równie dobrze skupić się na innych nacjach, które mają swoje za uszami. Nie lubię lotów z Anglikami, którzy folgują sobie z alkoholem na pokładzie i imprezują zanim jeszcze oderwiemy koła od ziemi. Bardzo nietypową grupę pasażerów stanowią Włosi i Hiszpanie – dla nich normalne jest to, że samolot jest przedłużeniem ulicy albo spotkania towarzyskiego: wszyscy głośno rozmawiają, śmieją się, wprowadzają spory rozgardiasz na pokładzie. Listę można rozwijać… – śmieje się Gosia.

No właśnie, co z tymi polskimi pasażerami? Uważacie, że w kwestii zachowania podczas podróży samolotem, nie odbiegamy od średniej europejskiej? Jakie są wasze doświadczenia w tym zakresie?

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


Korfu widok plaży
Najlepsza oferta

Majówka na Korfu za 556 PLN

Kamil Walinowicz | 2019-10-13 20:10
REKLAMA
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel