REKLAMA

Najbardziej obciachowe rzeczy, których turyści się wstydzą, ale i tak je robią! A Ty?

podróżnik
Foto: Twinsterphoto / Shutterstock

W turystycznym świecie są rzeczy, które uważa się za obciachowe, niedorzeczne czy niewskazane, choć nikomu nie szkodzą. Dlatego wielu z nas i tak je robi, choć za żadne skarby nie chcemy się do tego przyznać. Też tak masz?

Jest duże prawdopodobieństwo, że większość osób lubiących podróże chciałoby być postrzeganym jako prawdziwy podróżnik. Prawdziwy, czyli jaki? Taki, który spełnia wszystkie kanony gatunku. Szanujący lokalną kulturę, świetnie władający językami, nie popełniający żadnych faux pas i nie dający się wrobić w turystyczne pułapki. Ale niech pierwszy rzuci pamiątkowym magnesem ten, kto nigdy nie zrobił czegoś, do czego nie przyznałby się publicznie nawet w zamian za podniesienie klasy w samolocie. Oto najbardziej wstydliwe rzeczy, które robicie… to znaczy nie wy, tylko wasi znajomi.

Suweniry „only for you”

O ile chcemy wierzyć, że absolutnie nikt nie da się skusić na porcelanowego delfinka, którego można spotkać w każdym nadmorskim kurorcie świata, o tyle jest pewne, że gdyby takie cuda nie sprzedawały się lepiej niż pączki w Tłusty Czwartek, to dawno przestałyby istnieć na mniej lub bardziej tymczasowych straganach.

Jest też opcja, że istnieją na tym świecie domy, w których pamiątkową kolekcję podróżniczą tworzy całe stado delfinów – z napisem „Majorka”, „Ustka”, „Gran Canaria”,  „Meksyk” itd. I choć byłoby to stężenie kiczu godne disco-teledysków z lat 80., to przynajmniej byłaby w tym jakaś konsekwencja.

Ileż to razy dajemy się nabierać na ręcznie wyrobioną indiańską głowę z kokosa produkowaną przez wprawne ręce przedsiębiorczej gospodyni, która w rzeczywistości okazuje się być jedynie spryciarą, odrywającą naklejki „made in China”. Kupujemy alkohole reklamowane jako ekskluzywne i lokalne, dwukrotnie filtrowane przez pończochę bawarskiej kelnerki i wyrabiane przez zagrożony gatunek bobra, płacąc za nie fortunę w sklepie polecanym przez wszystkich przewodników. Jesteśmy tak blisko bycia lokalsem, jak to tylko możliwe, ale czar pryska po dwóch dniach, gdy okazuje się, że tego samego sikacza można znaleźć w najtańszym supermarkecie. I kupić trzy razy taniej niż „okazja”, którą upolowaliśmy.

Foto: guruXOX / Shutterstock

Językowe kłopoty

Nie ma wątpliwości, że słowa i mózg lubią płatać figle. Zwłaszcza, gdy zmuszeni jesteśmy pochwalić się nowo nabytymi umiejętnościami językowymi. I wszystko jest fajnie, ale tylko do momentu pierwszego starcia z miejscowymi i ich lokalnym akcentem.

Na początku nie jest źle, bo śmigasz w tym hiszpańskim czy włoskim, wszystkim opowiadasz jak to „muy bien” czujesz się dzisiaj. Czar pryska, gdy zachęcona decydujesz się na dłuższą pogawędkę i wtedy na pytanie „która godzina?” odpowiadasz, że „z Polski”.

Na szczęście rozwiązać wszelkie porozumienia zawsze pomoże  najbardziej uniwersalny język świata, ten obrazkowo-migowy. Można też uparcie próbować mówić wyłącznie po polsku, powtarzając zdania coraz wolniej i głośniej.

Masowa produkcja fotografii

Dawno, dawno temu, gdy nasza fotorelacja z wyjazdu była ograniczona do 24 lub 36 zdjęć zapisanych na kliszy, każdy „pstryk” był przemyślany cztery razy. Odpowiednia kompozycja, wszyscy ustawieni, 20 minut przygotowań. Teraz, choć oczywiście takie zachowanie przypisujemy wyłącznie Azjatom, sami lubimy pstrykać fotki w hurtowych ilościach. Pod zabytkami, z autokaru, takie tam trzydzieste ósme selfie na plaży, chociaż z inną miną. Przecież „któraś wyjdzie” i „coś się wybierze”, czyż nie?

A potem okazuje się, że 100 zdjęć zrobionych z autokaru to raczej pejzaże w stylu „słup na środku”, „rozmazany znak”, „o, samochód zasłonił”. I cały misterny plan… wiadomo. Na szczęście zdjęcia można szybko usunąć i nie będzie śladu po naszej masowej produkcji.

Trudna sztuka pakowania

To zaskakujące, jak chętnie oszukujemy samych siebie. Choćby przez ostatnie pięć wyjazdów twój bagaż podręczny przekraczał wszystkie granice przyzwoitości, jest duża szansa, że następnym razem znów przyoszczędzisz i nie zdecydujesz się na rejestrowany.

Z uśmiechem na ustach udajemy więc, że te czerwone ślady na ramionach to tylko oparzenie słoneczne, a nasze załadowane do granic możliwości szwów i zamków plecaki w rzeczywistości są lekkie jak piórko. Modlimy się do wszystkich bogów świata, żeby nikt nie położył naszego dobytku na wagę. I wierzymy, że „jakoś to będzie” i „chyba o jeden kilogram się nie przyczepią”.

I wpycham do nich masę niepotrzebnych rzeczy, zapominając o tych istotnych. To znaczy nie ja, tylko moi znajomi. Kolega kolegi opowiadał, jak to wziął suszarkę i cztery lakiery do paznokci na wyprawę po Afryce, a zapomniał zabrać do Mexico City bluzę, choć na miejscu było 10 stopni. Bo my oczywiście jesteśmy świetnie zorganizowani, perfekcyjnie spakowani i nie robimy takich elementarnych błędów.

pakowanie walizki
Foto: Rybalchenko Nadezhda / Shutterstock

Małe „przestępstwa”

Mówi się, że podróżnicy mają coś takiego jak gen przygody. Potrzebują wrażeń, doświadczeń, adrenaliny. I choć na pewno nie będą o tym opowiadać na swoich prelekcjach, w blogach czy książkach, które na pewno napiszą, bez większego problemu popełniają drobne wykroczenia.

Wiadomo, że nie dotyczy to nikogo z nas, ale jednak ktoś te wszystkie mydełka, szamponiki i żele pod prysznic w ilościach hurtowych z hoteli wynosi. I rozróżnijmy tu używanie na miejscu – nawet znacznie więcej niż  potrzeba, a zabieranie ze sobą połowy hotelowych zapasów dla siebie, dzieci i wnuków do 8. pokolenia. W końcu przyda się kiedyś, prawda?

W egzotycznych wojażach lubimy też budzić w sobie małego przemytnika. Ot, jedna butelka alkoholu więcej niż można, a te papierosy takie tanie, że grzech nie kupić dla połowy osiedla. Do tego parę zabronionych muszelek, może chociaż odrobina piaseczku? Jakby co, to powiemy, że nam się z kieszeni wysypał albo ktoś nas oszukał. To znaczy oni powiedzą, ci co tak robią.

 

„Zapłacone mamy”

Opłacone posiłki i szwedzki stół to prawdziwy raj dla łasuchów. Dobrze, że nimi nie jesteśmy, bo przecież kto by jadł na zapas tylko dlatego, że zapłacone. Absolutnie nie nakładamy sobie tysiąca różnych rzeczy tylko jemy normalnie, jak w domu: dietka, jogurcik, małe porcje…

Chociaż podejrzewamy, że hasło „wytrzymaj Grażyna, w hotelu mamy za darmo” mogło nie wziąć się znikąd.

Wszystko jest dla ludzi

Pewnie większość ludzi na tytułowe pytanie odpowie: „nigdy w życiu!”, a w duszy uśmiechnie się do tego małego oszustwa. I dobrze! Podróże są po to, żeby każdy mógł je przeżyć po swojemu. Bez oglądania się na to, co inni uważają za obciach. Z błędami, z robieniem głupot i marnowaniem pieniędzy – jeśli tylko mamy na to ochotę.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Łażę po hotelach, zaglądam w zakamarki, zjeżdżam windą personelu do podziemi i snuję się tam, wychodzę na dach, zaglądam do rożnych pomieszczeń... Jak mnie złapią zazwyczaj rozkładam ręce, pokazuję klucz i udaję zagubionego, działa za wyjątkiem dachu, tam z kolej zachwycam się piękną panoramą. Niegroźne a fajne
eskie, 3 sierpnia 2017, 19:30 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Całkiem fajny tekst, bez żadnych niepotrzebnych slajdów :) całość zdaje się być żartobliwą prawdą, ale? "Ale niech pierwszy rzuci pamiątkowym magnesem ten, kto nigdy nie zrobił czegoś, do czego nie przyznałby się". :)
Casheern, 3 sierpnia 2017, 22:30 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Wstydza sie wynoszenia jedzenia z restauracji, robią to notorycznie! Większość z nich wie, ze tak sie nie robi! Zostawiają otwarte lodówki, aby schłodzić pokoje, kiedy nie chcą płacić za klimatyzacje, myśle ze tej głupoty tez sie wstydzą! W swoim komentarzu nie mam na myśli wszyskich turystów.
Patrycja2011, 4 sierpnia 2017, 18:45 | odpowiedz

Do których krajów pojedziemy bez problemu? Wszystkie obostrzenia w jednym miejscu! »
REKLAMA
porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.