Koniec okresu ochronnego po wprowadzeniu nowej polityki bagażowej w tanich liniach. Będą skrupulatne kontrole?
Minął już ponad miesiąc od daty wprowadzenia przez Wizz Aira i Ryanaira nowych zasad dotyczących bagażu podręcznego. Do końca listopada można było liczyć na ulgowe traktowanie, ale 1 grudnia sytuacja miała się radykalnie zmienić. Sprawdzamy, jak jest w rzeczywistości.
Zarówno Ryanair jak i Wizz Air oficjalnie wprowadziły nową politykę bagażową z dniem 1 listopada. Od tego dnia wszyscy pasażerowie, którzy nie wykupili pierwszeństwa wejścia na pokład, mogą podróżować jedynie z tzw. małym bagażem podręcznym, czyli maksymalnie 40 x 30 x 20 cm w Wizz Air i 40 x 25 x 20 cm w Ryanairze. Szczegóły sprawy opisywaliśmy już wielokrotnie.
Szybko jednak okazało się, że póki co pracownicy z dość dużą pobłażliwością traktują nowe przepisy, a wielu pasażerów albo udaje albo naprawdę nie zdążyło zorientować się, że w ogóle doszło do jakiejś zmiany. Niedługo później Ryanair poinformował też, że do końca listopada będzie wyrozumiały wobec nieświadomych pasażerów i wprowadzi coś w rodzaju okresu ochronnego.
– Nasza nowa polityka wchodzi co prawda w życie z dniem 1 listopada, ale poinformowaliśmy naszych agentów, aby w czasie, gdy nasi pasażerowie przyzwyczajają się do nowej polityki bagażowej, stosowali wobec zapominalskich klientów taryfę ulgową do końca listopada – brzmiał oficjalny komunikat irlandzkiej linii.
Co ciekawe, gdy próbowaliśmy dopytać o to konsultanta na czacie Ryanaira, stanowczo zaprzeczał. Ba, dowiedzieliśmy się nawet, że stawienie się przy bramce z dwoma bagażami podręcznymi będzie skutkowało niewpuszczeniem pasażera na pokład, choć wedle przepisów nic takiego się nie wydarzy, nawet jeśli trafimy na bardzo sumiennego pracownika. W rzeczywistości w takim przypadku zostanie „jedynie” pobrana opłata 25 EUR za dodatkowy bagaż.
Z licznych relacji naszych czytelników, a także własnych doświadczeń wiedzieliśmy, że podobnie do sprawy podszedł Wizz Air. W wielu przypadkach pracownicy na lotnisku informowali pasażerów ze zbyt dużym bagażem o zmianach, ale nie wymagali dodatkowych opłat. Oficjalnie jednak nigdy nie wydano żadnego komunikatu na temat okresu ochronnego.
Ale od kilku dni mamy już grudzień, a więc zarówno te oficjalne jak i wszelkie inne „taryfy ulgowe” miały się skończyć. A jak sytuacja wyglądała na kilku lotach w weekend 1 i 2 grudnia?
– Leciałam do Agadiru z Warszawy, dokładnie sprawdzali i kazali dopłacać – mówi Alicja, jedna z pasażerek niedzielnego lotu.
– Ja leciałam w sobotę z Treviso do Krakowa. Za duże lub dodatkowe bagaże były płatne przy bramkach – dopowiada Anna.
Tak samo wyglądała sytuacja np. na lotach Ryanaira z Lublina do Londynu czy Wizz Aira z Poznania do Doncaster. Ale w wielu innych sytuacjach nic się nie zmieniło.
– W sobotę leciałam Ryanairem z Gdańska i widziałam ludzi, którzy bez priorytetu mieli duże walizki. Bagaże zostały oklejone i zostawione przy samolocie, czyli tak jak było dotychczas – relacjonuje Małgorzata Gęsicka, jedna z pasażerek. – Ale obok była bramka Wizz Aira, leciał samolot do Londynu i tam pilnowali – dodaje.
Problemów nie było też na wielu lotach np. z Krakowa czy Wrocławia. Wiele osób zwraca też uwagę, że dużo mniejszą uwagę obsługa przywiązuje do plecaków, a dużo większą do walizek, których nie sposób „upchnąć” w koszyku. Nie można jednak założyć, że jest to reguła.
Wygląda więc na to, że jak to zwykle w tanich liniach bywa – kwestia bagażu to prawdziwa loteria. Czasem wystarczą 2 centymetry, żeby nasz budżet uszczuplił się o solidną kwotę, innym razem nikt na nas nawet nie popatrzy. Tak czy siak, zawsze zalecamy stosowanie się do wymogów linii, która czy nam się to podoba czy nie – jest prywatną firmą i ma prawo wprowadzać dowolne opłaty i zasady. Można zaryzykować, ale trzeba pamiętać, że tzw. sizer (czyli koszyk, w którym musi zmieścić się bagaż) nie zna litości. Ani tłumaczenia ani groźby ani płacz ani nie pomogą.