Fly4free.pl

Czy 34 PLN podatku do wyjazdu za kilka tysięcy to dużo? Nowe opłaty mocno was rozzłościły!

pieniadze w podrozy
Foto: luckysky 2017 / Shutterstock
„Już nie wiedzą, co wymyślać” – tak w skrócie można podsumować to, co wydarzyło się wśród czytelników Fly4free.pl, po ogłoszeniu, że Tajlandia wprowadza od kwietnia nowy podatek turystyczny. Wasze oburzenie zaskoczyło mnie na tyle, że postanowiłam nieco się z nim rozprawić. Rozsiądźmy się więc wygodnie w narożnikach i niech zacznie się zabawa.

Tylko w ostatnim tygodniu dwukrotnie informowaliśmy Was o nowych podatkach turystycznych, które już niedługo zaczną obowiązywać. Pierwszy dotyczy naszego lokalnego podwórka. Gmina Zator – czyli 8 wsi, które obejmują Energylandię i jej okolice – będzie wymagać opłaty od wszystkich turystów zostających tu na dłużej niż jedną noc. Zawrotna kwota, którą ustaliła miasto, to 2 PLN za dobę od osoby. Na co pójdzie? Przede wszystkim na lokalną infrastrukturę, która turystom jest po prostu potrzebna – lepsze oświetlenie ulic, więcej koszy na śmieci, sprzątanie i takie zwykłe, przyziemne sprawy.

Druga była Tajlandia – jeden z ulubionych krajów dla niskobudżetowych turystów. Choć kwota jest tutaj wyższa – ok. 34 PLN płatne jednorazowo, to nie jest przynajmniej zaskoczeniem. Takie plany kraj tysiąca uśmiechów zapowiadał już kilka lat temu. Pierwotnie miało to być po prostu obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne, później przerodziło się w podatek turystyczny. Zostanie przeznaczona na ochronę zabytków i atrakcji turystycznych, a także ochronę zdrowia. Skąd taki pomysł? Ano stąd, że wielu nieubezpieczonych zagranicznych turystów zostawia po sobie nieopłacone rachunki w gabinetach lekarskich i szpitalach. A dochodzenie roszczeń i realna ściągalność długów jest znikoma.

Trzecia była… ogromna burza i gorąca dyskusja, jaką wywołało to w komentarzach. Na początku myślałam, że to kilku malkontentów. Później – wraz z rosnącą liczbą krytycznych komentarzy – zrozumiałam, że naprawdę większość z was uważa to za gigantyczny problem. Zaczęłam się więc poważnie nad tym zastanawiać. I przepraszam, ale wciąż nie pojmuję.
Biorę po 5 PLN od każdej z drużyn i chętnie dam się przekonać. Tylko sensownymi argumentami, a nie tym, że huuuurrrr durrrr ciągną od turystów, bo im się w tyłkach poprzewracało. Ale najpierw pokażę wam mój punkt widzenia – w pełni zdając sobie sprawę, że moja opinia będzie niepopularna, a paru mniej czy bardziej odważnych komentujących obdarzy mnie wymyślnymi epitetami. Skoro więc formalności mamy za sobą – zaczynajmy.

Ile to jest to nieszczęsne 34 lub 2 PLN? Dużo czy mało?

Powiedzmy sobie jasno, żadna dodatkowa opłata nie jest miłą informacją, nawet jeśli wynosi – dosłownie – kilka drobniaków. Do tego momentu się zgadzamy. Ale czy ja dobrze rozumiem, że oburzamy się o 34 PLN w kontekście wyjazdu, na który wydajemy lekko kilka tysięcy PLN? Dobra cena na bilet do Tajlandii to w obecnych warunkach ok. 1600-2000 PLN (w zależności od docelowego lotniska). Czy naprawdę, jeśli zobaczycie cenę 1634 PLN zrezygnujecie z zakupów? Pytam serio – zwłaszcza, że ten podatek ma być doliczany właśnie do biletów lotniczych. Więcej w kryzysowej sytuacji wydaje się na kawę i kanapkę na polskim lotnisku.

Z tymi szalonymi 2 PLN w Zatorze jest jeszcze ciekawiej. Szybka kalkulacja. Wstęp do Energylandii to 159 PLN za bilet normalny i 109 PLN za ulgowy. Teraz przykładowy nocleg. Na przykład w Western Camp, który jest jednym z chętniej wybieranych noclegów w okolicy, „domek szeryfa” w promocji kosztował w ubiegłym roku 246 PLN za pokój. Przy rodzinie 2+2 mamy już więc rachunek na lekko 1028 PLN (dwa noclegi plus wstęp na jeden dzień do parku). Do tego dochodzi paliwo czy inny środek transportu, jakieś jedzenie, lody, gofry. Myślicie, że uda się zmieścić 1,5 tys. PLN? Nie jestem pewna, ale niech będzie.

Tymczasem taka rodzina zgodnie z nowymi zasadami zapłaci w sumie 8 PLN opłaty miejscowej. Obowiązuje bowiem tylko dla tych, którzy zostają na dłużej niż dobę i tylko dla osób dorosłych. Więcej kosztuje wysuszenie całego towarzystwa po przejeździe na RMF Dragon Rollercoaster (turbosuszarka to 5 PLN za jedno użycie). Za to Zator zyska 200 tys. PLN, które dla małej gminy są naprawdę solidnym wpływem do budżetu.

Przypomina mi to sytuacje, w której targujemy się o 50 groszy z człowiekiem, który miesięcznie zarabia 200 USD. Niskobudżetowe podróże są absolutnie wspaniałe, ale bardzo łatwo wpaść w pułapkę, którą w sobie kryją – walkę o każdą złotówkę. Wiecie, to ta sytuacja, w której jesteśmy w przykładowym Wietnamie od kilku tygodni i walczymy z kierowcą rikszy o 10 tys. dongów, których nie chce opuścić z ceny. Jesteśmy tak zafiksowani na tym, że „nie dam się oszukać” i „wiem, ile to powinno kosztować, nie rób ze mnie debila”, że w ogóle nie przychodzi nam do głowy, że od 10 minut kłócimy się na śmierć i życie o 1,75 PLN.

I w efekcie zaraz będziemy szli piechotą kawał drogi z plecakami, bo zabrniemy tak za daleko, że honor nie pozwoli nam już odpuścić.

Chodzi o zasady? Czy jednak trochę się zapędziliśmy?

Okej, ktoś powie – chodzi o zasady. Szkoda tylko, że tych zasad nie mieli ci, którzy „zwiali” nie opłacając rachunków w kraju, który mimo całej swojej wspaniałości, nie należy jednak do najbogatszych. Odpowiedzialność zbiorowa nie jest fair? Też tak uważam. Obowiązkowe ubezpieczenie byłoby lepszym rozwiązaniem? Tak sądzę. Choć obawiam się, że mogłoby kosztować więcej niż te ustalone 300 THB.

Sprawa jest tym ciekawsza, że te „zasady” nie denerwują was tak bardzo, gdy w Amsterdamie trzeba dopłacać 7 proc. ceny noclegu PLUS 3 EUR do każdej hotelowej doby albo we Włoszech, gdzie bez mrugnięcia okiem dolicza się nawet do 7 EUR za dobę (w zależności od standardu noclegu). Wszak te opłaty obowiązują od dawna, więc „przywykliśmy” i” i nikt się nad tym nie zastanawia. Trzeba to trzeba. Nawet w tym nieszczęsnym, jakże znienawidzonym i uwielbianym jednocześnie Zakopanem mamy przynajmniej teoretyczną opłatę 2 PLN za dobę. I nie ma afery nawet mimo tego, że Najwyższy Sąd Administracyjny orzekł, że nie powinna być pobierana w miastach, które nie zapewniają „minimalnego standardu klimatycznego i krajobrazowe”, czyli np. w przypadku smogu.

Mam też kolejny zgrzyt. Doskonale jednak pamiętam, gdy kilka lat temu pisaliśmy o tymczasowym obniżeniu opłaty za wizę do Egiptu. Zamiast 25 USD kosztowała wtedy 15 USD, czyli w kieszeni turystów zostawało 10 USD. Oczywiście nie jest to wielka kwota, ale wydawało nam się, że każda obniżka to dobra wiadomość – i tak ją właśnie zaserwowaliśmy wam. Ależ było wtedy używanie w komentarzach. Bo przecież „też mi oszczędności”, „40 PLN to znikoma różnica?”, „łaskawcy”, „żadne pieniądze” – tak pisała większość.

Tymczasem, gdy Tajlandia chce od nas 34 PLN (czyli jeszcze mniejszą kwotę niż oszczędności w Egipcie!), to nagle różnica jest spora, opłata wygórowana i w ogóle „zajęli by się otwarciem granic, a nie pierdołami”. Nagle pojawiają się argumenty, że przecież i tak ciągną od turystów miliony, że „na szczęście można wybrać inny kraj”, że „niech się wypchają, moich pieniędzy nie zobaczą”. Gdzie wasza konsekwencja? Czy teraz nie jest to „znikoma różnica” i „żadne pieniądze”?

A być może po prostu podróżniczo „wyrosłam” już nieco z podejścia, które zakłada oszczędzanie absolutnie każdej złotówki na absolutnie wszystkim. Jak większość, zostałam wychowana w myśl zasady „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”. A jednak czasem się buntuję i o wiele ważniejszy wydaje mi się sam wyjazd i cieszenie się nim niż „wyszarpane systemowi” 34 PLN. I to mimo, że zawsze kupuje ubezpieczenie turystyczne i jestem ostatnią osobą, która zostawiła by po sobie niezapłacony rachunek. Czy jednocześnie wolałabym te 34 PLN przeznaczyć na kilka talerzy pad thaia? No pewnie! Ale czy uważam oburzenie za absolutnie przesadzone? Wybaczcie mi, ale tak.  

Na szczęście możemy się ze sobą nie zgadzać. A w razie czego – ustawimy się na solo na Khao San Road. Oczywiście zaraz po tym, jak uiścimy podatek 😉

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
A ja myślę, że to chodzi o to, że to kolejny podatek i tak, aby do Zatora dojechać, trzeba zapłacić w paliwie - VAT, akcyzę, podatek drogowy; jak pojedziemy autostradą, to kolejna opłata; następnie wejściówka - VAT ale też podatek dochodowy płaci Energylandia; nocleg i jedzenie to samo VAT i podatek dochodowy, jak jakieś % do napicia się ewentualnie to i akcyzę, pewnie co to jest kolejny podatek, przecież to tylko 2 zł, a jakby tak zrobić podatek od wyjścia z domu, taki extra, za świeże powietrze, no 50gr dziennie, ale przecież to tylko 50gr. Po prostu we wszystkim już są podatki, a te typu turystycznego są kolejnymi i zapewne nie ostatnimi. No i robi się tak, że z tego co wydajemy, to zarobku dla przedsiębiorcy jest 50% a może mniej, a reszta to podatki.
wit123, 16 stycznia 2022, 21:53 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Od jakiegoś czasu ten portal usuwa niewygodne dla nich lub płacącym im, komentarze, ale spróbuje. Zgadzam się z przedmówcą i powiem więcej. To jest powolne gotowanie żaby, dopracowali to politycy do perfekcji. Każdy podatek to zwykły haracz. Państwo powinno tylko utrzymać porządną służbę zdrowia, dbać o czystość, straż pożarną, policję i wojsko oraz pilnować zasobów strategicznych. Do tego minimum wpier...a się w biznes i minimalna biurokracja. Cała recepta na zamożne społeczeństwo. Ale przecież jak to, zwykły zjadacz GMO może sobie pozwolić na egzotyczne wczasy, lot samolotem czy 3 mieszkania?
Pre3, 17 stycznia 2022, 16:56 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Nie o to chodzi czy to dużo czy mało , tylko o to , że to zwykły podatek , który nie pójdzie na żadne koszty niezapłaconego leczenia ani na remonty.Od początku wprowadzenia programu Thailand Pass ubezpieczenie zdrowotne jest obowiązkowe. Za dwa tygodnie zapłaciłem 150 PLN na początku grudnia 2021(koszty leczenia do 50 tys. USD) Teraz mam więc płacić bo nie potrafili wyegzekwować od kogoś kosztów leczenia?!Te kilka PLN nic mi nie da , bo to nie będzie żadne ubezpieczenie. Co do kosztów remontu infrastruktury turystycznej i zabytków, to chyba hotele , restauracje , transport płacą jakieś podatki?! Przez dwa tygodnie pobytu na wyspie Phuket i w Bangkoku i okolicach trochę kasy jednak wydałem. Za mało? To może faktycznie mam tam nie wracać ( choć pokochałem ten kraj) wtedy na pewno wzrosną im wpływy z podatków. Wedle starej zasady ,że podatki powyżej pewnej kwoty zaczynają ludzi zniechęcać do wydawania pieniędzy.Co do kosztów remontu zabytków to chyba władzom i mieszkańcom powinno zależeć na utrzymaniu własnego dziedzictwa kulturalnego i materialnego, a nie polegać na wpływach od turytów. szczególnie, że np:w dawnej stolicy Tajlandii Ayutthaya za bilet wstępu płaciłem 50THB , a Tajowie 10 THB. Za wstęp do Wielkiego Pałacu w Bangkoku kasują od obcokrajowców po 500 THB( 60 PLN) , a Tajowie 0 THB!  Więc oni już kasują obcokrajowców, to jest po prostu kolejny podatek ubrany w szczytne słówka. Niech to ubezpieczenie zdrowotne będzie obowiązkowe i będą mieli spokój z tymi niezapłaconymi rachunkami. Jak im za mało kasy to można przestawić się na bardziej ekskluzywną , a nie masową turystykę.  Byłem 0d 1 do 16 grudnia2021  i widziałem jak słabo z turystami w wielu miejscach, więc ten podatek na pewno tylko " zachęci" do podróży.  Co do tej historii o rikszy w Wietnamie , to nie chodzi tylko o takie nieszczęsne 1,7 PLN. Bo np: z lotniska Phuket można mieć transport za ok 180 THB (ok22 PLN) , ale już powrót tą samą trasą może kosztować dwa albo trzy razy tyle. Spoko co?  Tak na marginesie , to w ilu barach , straganach , tuk tukach , taxi dostał ktoś paragon fiskalny?
oriental journey, 18 stycznia 2022, 18:56 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »