Nowe państwo w Europie?! Katalończycy głosują w referendum. Niespokojna sytuacja w Hiszpanii
– Nam się to po prostu należy. Popatrz na tych wszystkich ludzi w telewizji. Ja ich mam teraz obok siebie. Oni się nie czują częścią Hiszpanii! Mamy własną kulturę, język, historię. Nie jesteśmy jakimś pieprzonym Naddniestrzem!
Arnau wypluwa słowa z szybkością karabinu maszynowego. Ciężko mi zrozumieć jego angielski, Skype zniekształca połączenie, a sam rozmówca jest dosłownie naładowany emocjami.
Trudno mu się dziwić: właśnie trwa referendum, które może zdecydować o przyszłości i niepodległości Katalonii. Referendum ze świszczącymi gumowymi kulami w tle, z krwią na ulicach. To wszystko w Barcelonie, cudownym miejscu, tak chętnie odwiedzanym przez turystów z całego świata – i jednym z ulubionych miast Polaków.
Marzenia
Dla większości turystów Barcelona to raj. Jedno z najpiękniejszych miast w Europie, kusi atmosferą, zabytkami, dziełami genialnego Gaudiego. To obowiązkowy punkt wizyty podczas wycieczki objazdowej po Hiszpanii. Ale pod tym sielankowym obrazem buzują ostre konflikty, duma, historia… i wiele pragnień. Najważniejszym z nich jest samostanowienie Barcelony i całej Katalonii – oderwanie się od Hiszpanii i pełna niepodległość.
Czy niedługo podróżując na trasie z Madrytu do Barcelony, będziemy przekraczać granicę?

Fot. Riderfoot, shutterstock
Geneza
Katalonia jest wspólnotą autonomiczną Hiszpanii. W szerszym znaczeniu – to region geograficzny i kraina historyczna na Półwyspie Iberyjskim, z ośrodkiem kulturalnym i administracyjnym w Barcelonie. Ale nie zawsze tak było. Stulecia temu Katalonia była odrębnym państwem, dumnym i bogatym.
Zawirowania historii, liczne unie personalne (m.in. Katalonii z Aragonią czy Kastylii z Aragonią), wojny i powstania („wojna żeńców”, wojna trzydziestoletnia, wojna domowa i dyktatura Franco) spowodowały, że Katalonia funkcjonowała – i funkcjonuje do dzisiaj – w ramach Hiszpanii. Nie jest to łagodne i bezproblemowe współistnienie.
Obecnie wypracowany kompromis – i szeroka autonomia Katalonii – chwieje się w posadach.
Konflikty katalońsko-hiszpańskie (o prawo lokalne, o język, o kontrolę nad portami morskimi i lotniczymi, o samodzielność finansową) są normą.
– Człowieku, my nie chcemy walczyć! Nie jesteśmy Krajem Basków, u nas nie było ugrupowań terrorystycznych, które z bronią w ręce działałyby na rzecz niepodległości. A teraz popatrz: chcemy głosować, a te sk*****yny strzelają do nas gumowymi kulami!
Głos Arnau operuje w wysokich rejestrach. Włączam telewizję – to, co widzę, napawa mnie smutkiem. Czy to naprawdę się dzieje? Na ulicach Barcelony tłumy policji i służb porządkowych. Na tych samych ulicach, po których jeszcze kilkanaście tygodni temu beztrosko spacerowałem, rozkoszując się słońcem, sjestą, nicnierobieniem. Widać blokady szkół, w których miało odbywać się głosowanie, w migawkach przewijają się zakrwawieni ludzie.

Fot. twitter.com/Pablo_Iglesias_
Skąd pomysł, aby przeć do referendum, dotyczącego ewentualnej niepodległości? Regionalny rząd jest silnie zdeterminowany, by je przeprowadzić – mimo sprzeciwu centralnych władz Hiszpanii, mimo niekorzystnego wyroku hiszpańskiego Trybunału Konstytucyjnego. Niczym osiołek (jeden z symboli Katalonii) uparcie dążą do secesji. Co tak naprawdę oznaczałby rozwód Katalonii i Hiszpanii?
- nowy kraj na mapie Europy. Bogaty kraj (przeciętny Katalończyk jest o 18,8 proc. zamożniejszy od przeciętnego Hiszpana), który poradziłby sobie finansowo. Eksperci nie mają wątpliwości. „To może być 12 gospodarka w Unii Europejskiej” – powiedział Christopher Dembik, dyrektor w Saxo Bank;
- kłopoty dla Hiszpanii (Katalonia w największym stopniu buduje hiszpański PKB, posiadając w nim blisko 19 proc. udziału);
- przepychanki na wielu polach; od polityki (Katalonia musiałaby zgłosić swój akces do Unii Europejskiej?), stosunkach z Hiszpanią (jak po większości rozwodów, mogłoby „wiać chłodem”), niwie sportowej (co z klubami sportowymi – w tym tak znanymi jak FC Barcelona – i ich przynależnością?) na życiu codziennym skończywszy;
- peturbacje, które mogłyby dotknąć każdego, w tym także turystów i pasażerów. Trasa Barcelona-Madryt stałaby się trasą międzynarodową 😉
Tutaj nic już nie jest łatwe i proste. Nastąpiła eskalacja działań. Hiszpański rząd (uznający całe referendum za nielegalne) polecił policji, aby zapobiegła przeprowadzeniu głosowania. Dla katalońskich patriotów z kolei to jawny atak na demokrację, na prawo do samostanowienia – oraz pogwałcenie woli narodu.
Właśnie, narodu. To jeden z wielu terminów, który jest osią sporu między rządem w Madrycie i zwolennikami autonomii – kwestia ewentualnego obywatelstwa katalońskiego, rozróżnienie narodu (nació) i narodowości (nacionalitat).
Kolejna próba
– Arnau, ale przecież już próbowaliście się wypowiedzieć w referendum, prawda?
– No i co z tego?
– To, że referendum było niewiążące..
– Moment, to było 3 lata temu, za niepodległością było 80. proc uczestników! Głosowały 2 miliony ludzi!
– A ile było uprawnionych?
– Blisko 5,5 miliona!
– Sam widzisz.
– Ale to nic nie znaczy. 40 proc. frekwencja to zły wynik? Ono było przeprowadzone po partyzancku, obsługiwali je wolontariusze! Popatrz na frekwencję i wyniki wyborów u was w Polsce.

Fot. Riderfoot, shutterstock
Dzieje się
Nagłówki dzisiejszych dzienników nie pozostawiają wątpliwości. Minister spraw wewnętrznych Hiszpanii oświadczył, że policja i Gwardia Narodowa rekwiruje urny i karty do głosowania. Od samego rana (głosowanie rozpoczęło się o godzinie 09:00) na ulicach Barcelony dochodziło do konfliktów, szarpaniny między policją a ludźmi zebranymi przed lokalami wyborczym.
Policja blokuje wejścia do lokali. Gorąco było już wcześniej. Wczoraj ponad połowa (1300 spośród 2315) szkół, które miały być siedzibami lokali wyborczych – została zamknięta. Niektóre były okupowane przez obywateli, którzy w ten sposób chcieli zapobiec uniemożliwieniu głosowania.
Pytanie
Krótko. Mocno. Dosadnie. Bez ewentualnych niedomówień i możliwości różnorakiej interpretacji. Uczestnicy referendum mają przed sobą jedno zdanie:
Czy chcesz, aby Katalonia została niepodległym państwem w formie republiki?
O historii, pieniądzach i polityce
Dlaczego Katalonia prze do niepodległości? Cóż, powodów jest cała masa. O historii już wspominaliśmy – pewne rzeczy trudno wymazać z pamięci. 5 kwietnia 1938 r., gen. Franco wydał dekret znoszący autonomię Katalonii. Z czasem zabroniono publicznego używania języka katalońskiego i symboli narodowych. Dzieci nie mogły mieć nadawanych katalońskich imion. Demonstracje Katalończyków w obronie praw kulturalnych i politycznych były rozpędzane z użyciem policji i wojska.
Historia jest ważna, ale pieniądze są ważniejsze. Arnau ponownie się zaperza, pytany o finanse:
– Wiesz, nie będę ukrywać, jesteśmy solidnie wk****ni. Dotujemy biedniejsze regiony Hiszpanii. A co mamy w zamian? Dyskusję, czy wolno nam posiadać przedstawicielstwa przy Unii Europejskiej. Paranoja!
Po co im niepodległość?
– To bardzo niemądre pytanie, Paweł. Kocham swoich bliskich, kocham swoją ojczyznę. Nie czuję się Hiszpanem. Jestem stąd, to jest moje miejsce, mój świat, chcę o nim decydować. A nie rząd w Madrycie. Kto jak kto, ale wy w Polsce powinniście to doskonale rozumieć.
…a tymczasem na ulicach dalej niespokojnie. To nie jest idylliczna niedziela, 1 październik nie jest dniem relaksu w Barcelonie i okolicach. Enric Millo, przedstawiciel rządu hiszpańskiego w Katalonii:
– Działania służb nie są wymierzone przeciwko ludziom, lecz mają na celu zarekwirowanie materiałów do głosowania. Zostaliśmy zmuszeni do tego, czego nie chcieliśmy zrobić.
Cały świat patrzy na Katalonię. I to, co widzi, nie jest zbyt przyjemne dla oka.

Fot. twitter.com/JenniferHolfman
Turystyka i polityka
– Arnau, ale zdajesz sobie sprawę, że takie postawienie sytuacji na ostrzu noża – nikomu nie służy?
– To więcej niż fanaberia, przyjacielu. To tak jak z naszą FC Barceloną. Més que un club (więcej niż klub – przy.red.), znasz to? My będziemy dążyć do wolności i celu, za wszelką cenę.
– A co będzie, jak już zdobędziecie ową upragnioną niepodległość… i wyrzucą FC Barcelonę z ligi hiszpańskiej?
– Co to za problem zrobić rozgrywki Ligi Półwyspu Iberyjskiego? My sobie poradzimy, jak będzie potrzeba, dołączymy do ligi francuskiej.
Dwie strony medalu
To głupota, co oni chcą zrobić – oburza się Nuria, która mieszka od urodzenia w Barcelonie, ale nie wyobraża sobie secesji. – Mi naprawdę jest dobrze tak, jak teraz. Uważam, że mamy jako region bardzo dużą autonomię, a cała ta sytuacja i referendum to po prostu czysta polityka i załatwianie swoich interesów przez podejrzanych gnojków pod płaszczykiem zgrywania z siebie wielkich patriotów – hiszpański temperament u Nurii daje o sobie znać.
O tym, że niepodległość Katalonii to nie jest najlepszy pomysł, mówi wiele osób. Politycy, naukowcy, ekonomiści. Padają argumenty, wyliczenia, pokazywane są przykłady innych autonomicznych regionów, które świetnie funkcjonują w ramach większego organizmu państwowego.
Piotr Zagórski w Krytyce Politycznej pisze, że niezrażony rząd Katalonii, niesiony nacjonalistyczną falą, nie zamierza ustępować i brnie w kierunku jednostronnego ogłoszenia niepodległości. I to pomimo tego, że nie ma w tej chwili w regionie większości, która opowiadałaby się za niepodległością.
Faktem jest, że zdecydowanej większości Katalończyków nie odpowiada status quo. Duża część mieszkańców opowiada się za jakąś formą wypowiedzenia się na temat relacji regionu ze stolicą w Madrycie, ale tych nieprzejednanie popierających niepodległość jest mniej więcej jedna trzecia.
W żadnym mieście większym niż 10 tyś. mieszkańców nie przeważają zwolennicy niepodległości. Nawet w czerwcowym sondażu zrobionym na zamówienie rządu regionalnego respondenci zapytani bezpośrednio o to, czy chcą, by Katalonia była niepodległym państwem, odpowiedzieli: Nie (49,4 proc.). Na tak było 41,1 proc. i jest to wynik gorszy o trzy punkty procentowe od tego z marca br.

Fot. twitter.com/willyclicks
Katalonia? Szkocja? Quebec?
Na wyniki dzisiejszego referendum – i to, co nastąpi w ich rezultacie – z uwagą patrzą zwolennicy niepodległości Szkocji, Quebecu czy położonego w tej samej części Europy Kraju Basków. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że ewentualne zwycięstwo Katalończyków w batalii o niepodległość spowodowałoby złapanie wiatru w żagle przez wszystkich tych, którym jest za ciasno w ramach obecnie istniejących państw.
Czy czekają nas zmiany na politycznych mapach kontynentu, a dzieci w szkole będą się uczyć o kolejnym państwie, położonym na Półwyspie Iberyjskim? Czas pokaże.
Aktualizacja: 02.10.2017, 08:00:
W referendum zagłosowało 2,262 mln Katalończyków (uprawnionych do głosowania było 5,3 mln osób), frekwencja wyniosła 42 proc. Dane są niepełne – policja zarekwirowała urny z głosami z blisko 400 lokali . Wyniki referendum? 90 proc. uczestników chce niepodległości Katalonii.
Władze regionu poinformowały, że jak najszybciej przedstawią wyniki głosowania parlamentowi w Madrycie. Według nich, droga do jednostronnego ogłoszenia niepodległości przez Katalonię „właśnie została otwarta”.