Niemal wyssało go z samolotu, teraz ma żal do Ryanaira. „Pomoc? Wysyłają mi tylko maile czy chcę przebukować lot”
Pasażer feralnego lotu Ryanaira w końcu przemówił
O tym zdarzeniu było głośno kilkanaście dni temu: tuż po starcie w samolocie Ryanaira lecącym z Salonik do Memmingen pękła szyba, a siedzący przy niej pasażer został niemal wyssany przez okno na dużej wysokości, gdy samolot leciał z prędkością 600 km na godzinę. Mężczyznę siedzącego na miejscu 11F uratowało to, że miał zapięte pasy, a także fakt, że pomogli mu inni pasażerowie. Teraz 61-letni Ljubisa Karovic po raz pierwszy wypowiedział się na temat całego zdarzenia.
– Pamiętam tylko eksplozję i hałas. Potężny hałas to coś, co słyszę do teraz, gdy zamykam oczy. Wiem, że miałem szczęście. Niewiele pamiętam, głowa i szyja wciąż mnie bolą, ale przynajmniej wciąż żyję – mówi w rozmowie z „Guardianem”.
Jego żona Svetlana wspominała kilka dni temu, że głowa i prawe ramię pasażera wystawały poza okno samolotu, a pomogli mu inni pasażerowie. Jeden z mężczyzn próbował zablokować pękniętą szybę plecakiem, który jednak został wyssany z samolotu. Udało się dopiero, gdy otwór w samolocie zablokowano walizką.
Alanya od 2428 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Costa Blanca od 2519 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Łódź)
Kreta Wschodnia od 2850 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Mają pretensje do załogi Ryanaira. „Byli sparaliżowani strachem”
Choć wszystko skończyło się szczęśliwie, sprawa z pewnością będzie miała ciąg dalszy, bo mężczyzna nie jest zadowolony z tego, jak potraktował go Ryanair. Ma szczególne pretensje do załogi pokładowej, która w żaden sposób nie starała mu się pomóc.
– Nie mamy uwag do pilota, który przestrzegał protokołu i świetnie poradził sobie w tej sytuacji. Ale mój klient stracił 2-3 razy przytomność, raz, gdy jego głowa wystawała poza samolot. Wtedy nikt z załogi nie zaoferował mu pomocy – komentuje Vasilis Tsiaras, prawnik reprezentujący pasażera.
Powołując się na zeznania świadków Tsiaras dodaje, że załoga Ryanaira była sparaliżowana strachem.
– Wszyscy zgodzili się, że załoga była w szoku, byli przerażeni tym, że samolot może się rozbić. To inni pasażerowie pospieszyli mu z pomocą – dodaje.
Co na to Ryanair?
Irlandzka linia nie zgadza się z takim postawieniem sprawy. W komentarzu wysłanym do „Guardiana” czytamy, że w wyniku dekompresji kabiny wszyscy pasażerowie i załoga muszą pozostać na swoich miejscach z zapiętymi pasami i z maskami tlenowymi.
„Jak tylko samolot zszedł na bezpieczną wysokość, nasza załoga zaoferowała pomoc panu Karovicowi, przeniosła go na miejce obok jego żony i zorganizowała lekarza na pokładzie, który czuwał nad pasażerem do momentu wylądowania na lotnisku w Salonikach. Od razu po wylądowaniu mężczyźnie udzielono też pomocy medycznej” – czytamy w komunikacie Ryanaira.
„Teraz wysyłają maile czy chcę przebukować mój lot”
Pasażer dochodzi teraz do siebie – lekarze zalecili mu noszenie kołnierza ortopedycznego przez najbliższe 6 tygodni, po których zdecydują czy potrzebna jest mu operacja. Jednocześnie mężczyzna ma też pretensje do Ryanaira, który – według niego – zostawił go po wypadku samemu sobie. Nie licząc maili wysyłanych przez linię z pytaniem o to czy chce… przebukować swój lot na inny termin.
– Tak, uważam, że powinienem otrzymać rekompensatę od linii. A nie tylko maile na temat przebukowania mojego lotu – mówi Karovic.
👉 Uratowały go zapięte pasy i pomoc pasażerów; próbowano zatkać otwór plecakiem (został wyssany), ostatecznie zablokowano go walizką.
👉 Karovic i jego prawnik zarzucają załodze brak pomocy i szok; Ryanair twierdzi, że procedury wymagały pozostania na miejscach, a pomoc udzielono po zejściu na bezpieczną wysokość i po lądowaniu w Salonikach.
👉 Lekarze zalecili mu kołnierz ortopedyczny na 6 tygodni i możliwą operację; domaga się rekompensaty, a od linii dostaje głównie e-maile o przebukowaniu lotu.