„Nie będziemy dopłacać do Ryanaira”. Modlin w patowej sytuacji?
Kilka dni temu informowaliśmy o problemach lotniska w Modlinie. Wszystko z powodu bardzo szybkiego rozwoju portu, który w tym roku obsłuży prawie 3 mln pasażerów. To oznacza, że lotnisko potrzebuje rozbudowy.
Inwestycja miała być sfinansowana z kredytu w wysokości 60 mln PLN – 10 mln na remont dróg kołowania i 50 mln na rozbudowę terminala. Jednak tę decyzję zablokowały Państwowe Porty Lotnicze. PPL posiada 1/3 udziałów w Modlinie, a decyzje muszą być podejmowane jednogłośnie.
Sytuacja jest na tyle patowa, że władze Mazowsza, które również posiadają 1/3 udziałów, zakładają nawet, że w najgorszym wypadku lotnisko może zostać zamknięte.
– Kilka lat temu wszyscy udziałowcy byli zgodni, że po pewnym czasie infrastruktura będzie wymagała modernizacji – przekonywał kilka dni temu Leszek Chorzewski, p.o. prezesa lotniska w Modlinie. – Jesteśmy w stanie sfinansować rozbudowę z własnych środków, ale nie będą to wtedy modernizacje aż tak kompleksowe – dodał.
Do tej pory wiadomo było, że PPL chciał zainwestować w Modlin 140 mln PLN, ale pod warunkiem podniesienia udziałów do 51 proc. i odstąpienia od zasady jednogłośnych decyzji. To dałoby przedsiębiorstwu znaczną przewagę nad innymi udziałowcami.
Na jaw wyszła jednak zupełnie nowa kwestia. Jak informuje portal Rynek Lotniczy, naczelny dyrektor PPL przyznał, że problemem jest także Ryanair, a inwestycje nie mogą być podjęte dopóki ta sprawa nie zostanie uregulowana.
– Każdy przewoźnik, który chciałby dzisiaj wejść do portu musiałby płacić stawkę 40 zł, a Ryanair, w związku z przekroczeniem progów liczby pasażerów, tylko 6 zł. Od razu mógłby uruchomić konkurencyjne połączenie i wyrzucić konkurencję z portu – tłumaczy Mariusz Szpikowski. – A PPL nie będzie dopłacać do działalności Ryanaira.
Chodzi bowiem o to, że według Szpikowskiego, jeśli przychody lotniska nie pokrywają kosztów inwestycji i operacji, to jakiekolwiek dofinansowanie byłoby pomocą przede wszystkim dla irlandzkiego przewoźnika, a nie portu.