Fly4free.pl

Śniadanie za 111 PLN, a w kolejce tłumy. Odwiedzamy najpiękniejszą kawiarnię świata

new york cafe budapeszt
Foto: Kit Leong / Shutterstock
Kawa z 24-karatowym złotem, freski prawie jak z Kaplicy Sykstyńskiej, klucze do drzwi, które wylądowały w Dunaju i kałamarz, który wielu gości dostawało do stolika bez pytania. Brzmi jak ciekawa historia? Zapraszam was do New York Café w Budapeszcie. Miejsca, w którym nawet najwięksi gastroturyści przestają zwracać uwagę na talerz.

Zachwycam się w podróży wieloma rzeczami – ludźmi, smakami, widokami, ale praktycznie nigdy – drogimi miejscami. Jestem tym typem, który godzinami będzie opowiadał raczej o małym wietnamskim wózku z jednym daniem niż restauracji z gwiazdką Michelin (choć i tam kiedyś trafiłam). Dużo rzadziej odczuwam też efekt „wow” w zabytkach niż wśród natury. A jednak wchodząc tutaj rozdziawiam usta i otwieram szeroko oczy (choć tylko w myślach, żeby zachować minimum klasy). Na szczęście nie tylko ja, bo podobne reakcje obserwuje niemal u wszystkich gości.

Witajcie w New York Cafe w Budapeszcie – kawiarni, która nie bez powodu kilkukrotnie była wybierana najpiękniejszą na świecie.  

Kiedyś gromadziła bohemę i krytyków, dzisiaj tłumy turystów

To nie jest jedna z tych ukrytych perełek, o których wiedzą nieliczni. Oj nie! New York Cafe rozpoczęła działalność 29 października 1894 roku, czyli 128 lat temu i niemal od samego początku cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Bywała tu cała węgierska bohema artystyczna. Tu dziennikarze planowali nowe artykuły, pisarze tworzyli pierwsze szkice książek, poeci oferowali za parę groszy „wiersz dla żony czy innej towarzyszki”, a krytycy literaccy mieli swój własny stolik. Tu trzeba było bywać, o tym miejscu się rozmawiało, tu toczyło się życie kulturalne i artystyczne.

Ba, według powtarzanej tu anegdoty, już pierwszego dnia funkcjonowania przybytku, pisarz Ferenc Molnár, wyrzucił kawiarniane klucze do Dunaju – żeby ta nigdy nie była zamykana, ani w dzień ani w nocy. Mieli też oni swoje specjalne menu, nazywane „małym literackim”. Wszystko dlatego, że choć uwielbiali tu przebywać i byli mile widzianymi gośćmi, to ich praca rzadko pozwalała na wystawne życie i pokrycie klasycznych rachunków, które nigdy nie należały do najniższych. Nikogo nie dziwiło też, gdy razem z kawą od razu przynoszono im papier i kałamarz.

Foto:

Dziś – choć na co dzień trudno tu spotkać artystów – popularność kawiarni wcale nie zmalała. Codziennie w porze śniadania możecie zobaczyć tutaj kolejkę zagranicznych turystów oczekujących na stolik, a i na sali raczej rzadko słyszy się język węgierski. W szczycie sezonu obsługuje nawet 2 tysiące osób. Kawiarnia jest dziś ogromną atrakcją turystyczną i kompletnie nikogo nie dziwi, że odwiedzający fotografują ją z każdej możliwej strony.

A jest co fotografować, bo urokiem – według ekspertów – wyprzedza największe nowojorskie, paryskie, wiedeńskie czy praskie perełki. Nazywana Kaplicą Sykstyńską pośród kawiarni, faktycznie zachwyca. Uwagę przykuwają freski na suficie i ścianach, gigantyczne marmurowe kolumny, złote zdobienia, przepiękne balustrady czy spektakularne żyrandole. A wszystko to przy dźwiękach muzyki na żywo, która tworzy niepowtarzalną atmosferę tego miejsca.

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne

No dobra, a co z jedzeniem i ile to kosztuje?

Ja – podobnie jak większość ludzi – odwiedzam ją w porze śniadania. Nie jest ono tanie, bo stała opłata wynosi 9000 HUF, czyli ok 111 PLN, ale kolejka przed wejściem świadczy o tym, że chętnych nie brakuje. W tej cenie mamy dostęp do typowego szwedzkiego stołu z ofertą śniadaniową. Pieczywa, ciasta, szynki, sery, dżemy, owsianka, płatki, soki, herbata, kawa, a do tego ciepłe danie (głównie z jajek typu jajecznica czy omlet) – kulinarnie niczego nie brakuje, ale nie ma też niczego zaskakującego.

Za to wnętrze naprawdę zapiera dech w piersi, więc nawet ja – człowiek-wyżerka, kompletnie nie zwraca uwagi na swój talerz. Coś tam sobie wybrałam, coś tam jem, choć smaki są raczej standardowe (nie spodziewajcie się tu fajerwerków), ale głównie to kręcę głową we wszystkie strony.

Foto: Aneta Zając / Archiwum Prywatne


Dosłownie co chwilę znajduję nowy element, który przykuwa moją uwagę. Patrzę niby w to samo miejsce, a odkrywam szczegóły, których jeszcze chwilę wcześniej nie dostrzegałam. Lekko drga mi nóżka, bo muzyka na żywo naprawdę świetnie tu pasuje. Co jednak istotne – kompletnie nie czuję się skrępowana, co często zdarza się w takich ą,ę miejscach. Choć wnętrze mogłoby na to wskazywać, atmosfera jest dość swobodna.

Gdybyście chcieli przyjść tutaj o innej porze dnia, to niestety również musicie się szykować na wysokie ceny. Burger kosztuje 5400 HUF (czyli ok. 66 PLN), makaron 5700 HUF (ok. 70 PLN), zupy i desery ok. 3000 HUF (37 PLN), a dania główne od 7200 – 9600 HUF (88-118 PLN). Liczcie się też z tym, że do każdego rachunku doliczane jest 10 proc. za obsługę.

Kawa i ciastko? Proszę bardzo! New York Cafe jest jednym z nielicznych miejsc, w których możecie wypić kawę lub gorącą czekoladę z 24-karatowym złotem. Przyjdzie wam za nią zapłacić od 3150 HUF do nawet 4500 HUF, czyli ok. 38-55 PLN. Zwykła kawa bez ekscesów? Mniej więcej 2550 HUF, czyli ok. 30 PLN.

Nie jest więc tanio, ale na pewno jest pięknie. Nie jest niesmacznie, ale nie jest to też kuchnia, którą zapamiętacie na całe życie (pamiętajcie, że oceniam jedynie śniadanie!). Za to na pewno jest to wnętrze, o którym będziecie jeszcze opowiadać nie raz. Ja też będę.

Ale rozumiem, że to nie kawiarnia dla każdego. Bo jeśli chcecie odwiedzić to miejsce, żeby zobaczyć przepiękne wnętrze, poczuć efekt „wow” i nieco przenieść się w czasie, to idźcie, zachwycajcie się i bawcie się dobrze. To naprawdę jedno z najpiękniejszych w Budapeszcie i – jak już wiemy także i na świecie. Ale jeśli jednak szukacie po prostu dobrego śniadania czy kawy, to spokojnie możecie sobie znaleźć inny adres. I wydać na to znacznie mniej.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »