Lizbona walczy ze swoim wstydliwym symbolem: dilerami narkotyków, którzy sprzedają… mąkę!
„Hasz, weed?”– i inne stwierdzenia wyszeptane niemal prosto do ucha, gdy spokojnie spacerujesz po ulicy popularnego europejskiego miasta, stają się coraz popularniejsze. Ale mieszkańcy Lizbony mają tego dość. Nie tylko dlatego, że „naganiacze narkotykowi” są irytujący, ale także dlatego, że… oszukują klientów.
Prawie każdy turysta, który odwiedził Barcelonę, Lizbonę i wiele innych miejsc, choć raz spotka ludzi, którzy zaproponują mu przeróżne używki. Sytuacja wygląda zawsze tak samo – zwiedzasz czy spacerujesz w popularnym turystycznym miejscu, a obok Ciebie pojawia się mężczyzna (zazwyczaj), który wyszeptuje swoją zaskakującą ofertę. I choć zjawisko wzbiera na sile wieczorami, to bez problemu znajdziecie takich narkotykowych naganiaczy przez cały dzień. A właściwie to oni znajdą was.
Mieszkańcy jednej z dzielnic Lizbony – Santa Maria Maior, obawiają się, że jeśli nie uda się rozwiązać tego problemu, który narasta w każdym rokiem, turyści po prostu zaczną omijać centrum miasta. W ich opinii nikt nie chce być niepotrzebnie zaczepiany przez obcych. Tym bardziej, że większość turystów zdecydowanie nie jest zainteresowaną przedstawianą im ofertą.
– Na moich trasach wszyscy turyści są pytani, czy szukają narkotyków. Niektórzy się śmieją, ale wielu się to nie podoba – mówi Maarten, przewodnik turystyczny po Lizbonie cytowany przez agencję Reuters.
Oczywiście nie jest to problem wyłącznie Lizbony. Podobnych ludzi spotkacie zresztą w wielu innych miejscach – chociażby na Wyspach Kanaryjskich, w Barcelonie czy Rzymie.
W Portugalii dochodzi do tego jeszcze kwestia depenalizacji posiadania i spożywania niewielkiej ilości narkotyków, do jakiego doszło w 2001 roku. I choć sprzedaż nie jest legalna, to przecież niczego nie można udowodnić, gdy ktoś oferuje turystom jedynie… liście laurowe lub mąkę.
Jeśli bowiem zastanawiałeś się kiedykolwiek, dlaczego policja nie interweniuje w sprawie takich naganiaczy, oto rozwiązanie zagadki. Jak informuje Reuters, jednym z powodów jest fakt, że bardzo często sprzedają oni jedynie oszukane „narkotyki”. W rzeczywistości okazuje się bowiem, że marihuanę zastąpili liśćmi laurowymi, a kokainę zupełnie innym proszkiem – w pełni legalnym, np. mąką lub zmielonym paracetamolem.
Dlatego problem jest o wiele trudniejszy do rozwiązania. Tacy naganiacze nie tylko irytują turystów, ale także… ich oszukują. Odstraszają więc dodatkowo tych, którzy chcieliby skorzystać z oferty. W efekcie zirytowani są wszyscy – zarówno potencjalna klientela, jak i ci, którzy kompletnie nie są tym zainteresowani.
– Turyści nie są świadomi tego zjawiska, więc są oszukiwani. Sprzedawcy osiągają w ten sposób duży zysk. Na początku pokazują potencjalnym nabywcom prawdziwą próbkę narkotyku, a po zapłaceniu podają im fałszywy substytut – tłumaczy Bruno Pereira, policjant z lizbońskiego wydziału śledczego.
Mieszkańcy i służby uważają, że jedynym rozwiązaniem jest solidna zmiana istniejącego prawa, które uwzględni problem naganiaczy. Obecnie – w najgorszym wypadku łamią oni jedynie przepisy dotyczące licencji ulicznych.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?