Przygody, zwierzęta, wypasione statki i prawdziwa zima! To tu będziemy jeździć w 2026 roku
Które kierunki będą rozgrzewać serca polskich podróżników? Które kraje będą przyciągać nas bardziej niż inne, które mogą liczyć na popularność i które znajdą się na wielu listach marzeń?
Przeprowadziliśmy burzliwą redakcyjną dyskusję i pozwólcie, że trochę sobie pospekulujemy. A za rok z przyjemnością zajrzymy, ile z naszych przewidywań okazało się być prawdą.
Costa Dorada od 2465 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Costa Brava od 2328 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Costa del Sol od 1659 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Jeszcze większy rozwój już bardzo lubianych kierunków
W 2026 roku na pewno nie zabraknie nowości na waszych podróżniczych listach, ale przeczuwamy nosem, że i hity ostatnich lat jeszcze mocniej urosną w siłę. Najlepszym przykładem jest Japonia, bo utrzymujący się słaby jen, coraz bogatsza oferta lotów (w tym bezpośrednich z Polski) i coraz większe zainteresowanie japońską kulturą sprawiają, że można odnieść wrażenie, iż „wszyscy już tam byli albo zaraz będą”. Nie brakuje też tych, którzy mówią wprost o… kolejnej podróży do tego kraju. Po pierwszym, intensywnym zwiedzaniu klasyków typu Tokio–Kioto–Osaka przychodzi czas na mniej oczywiste regiony, lokalne onseny, małe miasteczka i spokojne podróżowanie poza utartym szlakiem.
Podobny scenariusz czeka najprawdopodobniej Tajlandię, która już jest ulubieńcem zimowych wyjazdów Polaków, ale będzie jeszcze bardziej – choć może w innym wydaniu. Bezpośrednie rejsy PLL LOT do Bangkoku, korzystne ceny połączeń przez Szardżę z Air Arabia znacząco ułatwiają sprawę. A Polacy, którzy kiedyś kojarzyli Tajlandię głównie z Phuket, coraz częściej szukają mniej popularnych miejsc, ukrytych perełek i spędzają tam długie tygodnie.
Gwiazdą regionu będzie też niewątpliwie Wietnam. Już popularny – zarówno wśród miłośników wojaży na własną rękę, jak i klientów biur podróży, tylko urośnie w 2026 roku. Zniesienie wiz dla Polaków, konkurencyjne ceny oraz „łatwa obsługa” takiego przedsięwzięcia, sprawiają, że Hanoi, Sa Pa, Ha Long czy środkowe wybrzeże będą na waszych mediach społecznościowych pojawiać się bardzo często.
Kolejnym bardzo mocnym trendem będą bez wątpienia też… rejsy wycieczkowe – zarówno te w Europie, jak i po Zatoce Perskiej czy Karaibach. Kiedyś kojarzone z drogą imprezą dla emerytów, teraz zdobywają gigantyczną popularność wśród Polaków – szczególnie rodzin z dziećmi i par. Przekonaliśmy się, że koszty często konkurują z klasycznym all inclusive, atrakcji na statkach jest więcej niż można by oczekiwać, a fakt bycia codziennie w innym miejscu (i bogatych możliwości zwiedzania) jest czymś, co Polacy naprawdę lubią.
Nie miejsca, a przeżycia – stawiamy na piękne wspomnienia i przygody!
To, co bardzo cieszy to fakt, że coraz wyraźniej przedkładamy „przeżycie czegoś” nad „bycie gdzieś”. Szukamy przygód, o których będzie można opowiadać wnukom (niekoniecznie swoim), wspomnień, które zostaną z nami do końca życia i pięknych chwil, które relacjonuje się z zapartym tchem,
Stąd rosnące zainteresowanie krajami, które oferują bliski kontakt z naturą, przestrzeń i poczucie przygody. Chcemy oglądać leniwce w Kostaryce, wchodzić na wulkany w Gwatemali, skusić się na trekking w Nepalu czy spotkać goryle w Ugandzie.
Widzimy, że Namibia i RPA przyciągają safari, spotkaniami z dzikimi zwierzętami i stosunkowo łatwą logistyką podróży. Kirgistan i Kazachstan to z kolei raj dla fanów gór, bezkresnych stepów i klimatów „poza cywilizacją” – nic dziwnego, że wielu doświadczonych podróżników wskazuje je jako swoje odkrycia roku. Z kolei Uzbekistan otwiera się coraz szerzej, podkreślając swoje jedyne w swoim rodzaju dziedzictwo Jedwabnego Szlaku – idealne dla tych, którzy szukają miksu historii, egzotyki i odrobiny „tajemnicy”.
Jesteśmy przekonani, że nie będziemy też stronić od przygód, w których celem samym w sobie jest… droga – choć same preferencje geograficzne mogą się nieco różnić. Jedni wstawią tu Islandię, inni słynną „Route 66”, a ktoś jeszcze objazd po Bałkanach czy Skandynawii, ale pewne jest jedno – roadtripy, wycieczki kamperami i dłuuuugie podróże, to coś, co wielu z nas chce zrobić w tym roku.
Zainteresowanie rośnie wprost proporcjonalnie do liczby tanich lotów
Nic tak nie kształtuje marzeń, jak… promocje lotnicze. Można się przeciwko temu buntować personalnie, można się zarzekać, ale statystyka nie kłamie – jest tanio, to chętnych nie brakuje.
Widać to doskonale w przypadku Chin. Zniesienie wiz dla turystów, regularne promocje na loty (choć przede wszystkim z lotnisk od naszych sąsiadów i pobliskich lotnisk w Berlinie, Pradze czy Wiedniu) – powodują, że Państwo Środka przestaje być „wyprawą życia”, a staje się wyprawą możliwą do zorganizowania w rozsądnej cenie i czasie. A umówmy się – zwiedzać to tam można latami i każdy znajdzie coś dla siebie.
Podobnie będzie ze Stanami Zjednoczonymi. Choć liczba turystów w USA spada, a wielu zapewnia, że nie postawi w nich swej podróżniczej stopy, to ceny biletów potrafią kusić jak nigdy. Promocje do Nowego Jorku, Miami czy Los Angeles pojawiają się regularnie. W połączeniu ze słabym dolarem powstaje idealny moment na roadtrip po Zachodnim Wybrzeżu albo spełnienie marzenia o zwiedzaniu parków narodowych.
I tak – w 2026 roku ceny biletów będą kształtować podróżnicze gusta. Zarówno w kwestii dalekich wojaży, jak i city-breaków. Wielokrotnie przekonaliśmy się, że gdzie promocje lotnicze i nowe trasy tanich linii, tam i Polacy w dużych ilościach.
Dobrze pamiętamy, że jeszcze niedawno dla wielu turystów urlop był jednoznaczny z obowiązkową turkusową wodą i palmami nad głową. Dziś widać wyraźnie, że ta symboliczna palma wcale nie wyznacza już wakacyjnego kursu. Coraz chętniej wybieramy bowiem kierunki… zaskakujące dla fanów błogiego plażowania.
No bo kto to widział, żeby jeździć na wakacje… do Austrii, skoro to kraj bez morza? Tymczasem Tyrol latem z roku na rok przyciąga coraz więcej Polaków. Nie inaczej jest zresztą w Dolomitach, które przez wiele lat kojarzyły się wyłącznie z nartami, a ostatnimi czasy znalazły się na liście marzeń niemal każdego górołaza i kolarza. Trekkingi, wycieczki rowerowe, jeziora i alpejskie miasteczka stały się zaskakującą, ale piękną alternatywą dla plaż – szczególnie wśród tych, dla których aktywny urlop to spełnienie marzeń.
Nie da się też nie zauważyć, że równolegle trwa moda na „prawdziwą zimę”. Laponia, Lofoty, Svalbard coraz częściej przewijają się w podróżniczych dyskusjach. A polowanie na zorzę polarną stało jednym z najgorętszych (he he) planów.
Mówiąc krótko: nie boimy się i spełniamy marzenia aż miło!
Jedno jest pewne: Polacy podróżują coraz więcej i coraz odważniej. Nie boimy się długich lotów, egzotycznych kierunków i samodzielnej organizacji wyjazdów. Wracamy do sprawdzonych klasyków, ale z takim samym entuzjazmem dopisujemy do listy marzeń kraje, które jeszcze niedawno wydawały się „za dalekie” albo „za trudne”. Jeśli 2026 ma mieć podróżnicze motto, brzmi ono prosto: odważniej, częściej, dalej, ale… po swojemu.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?