Odwiedziłem „najgorszy” salonik lotniskowy, żebyście wy nie musieli. Czy warto w ogóle tam wchodzić?
[W OKRESIE ŚWIĄTECZNO-NOWOROCZNYM PRZYPOMINAMY NAJCHĘTNIEJ CZYTANE PRZEZ WAS TEKSTY MIJAJĄCEGO ROKU NA ŁĄMACH FLY4FREE.PL]
Czym są saloniki lotniskowe?
Jeżeli „Świętym Graalem” podróżników jest lot pierwszą klasą, regularny dostęp do saloników lotniskowych brzmi jak naturalny pierwszy krok ku spełnieniu tego marzenia. Przez lata dostępne wyłącznie dla pasażerów podróżujących w najwyższych klasach rezerwacyjnych lub posiadających odpowiedni status w liniach lotniczych, dziś stają się coraz bardziej dostępne dla szerszego grono podróżnych.
Czym zatem są saloniki lotniskowe? To nic innego, jak „ekskluzywna” poczekalnia na lotnisku, która w zamierzeniu ma służyć relaksowi i podwyższeniu komfortu podróży. Ciche, kameralne miejsce, gdzie można odpocząć, popracować, zjeść coś lub wypić kawę albo ulubionego drinka. W niektórych dostępne są nawet takie opcje, jak prysznic lub możliwość przespania się. Te najlepsze kuszą przepychem, wyjątkowym designem i obsługą, której nie powstydziłaby się restauracja wyróżniona słynną gwiazdką.
I choć wraz z upowszechnieniem dostępu do ww. spadła ich „elitarność” (nie wszystkie przypominają drogą restaurację, czasami trzeba poczekać w kolejce lub liczyć się z odmową wstępu ze względu na zbyt dużą liczbę gości), wciąż jednak są marzeniem wielu podróżników i bardzo miłym dodatkiem w podróży. Najlepsze z nich? W mojej subiektywnej opinii byłby to flagowy salonik Turkish Airlines w ich głównym hubie w Stambule, ale także wyróżniony niedawno mianem najlepszej poczekalni w Europie salonik w Wiedniu. W Punta Cana salonik oferuje możliwość skorzystania z basenu z widokiem na płytę lotniska. Jak widać – możliwości bywają niemal nieograniczone.
Sprawdź nasze wskazówki, jak wejść do saloniku lotniskowego >>
Nie zawsze bywa tak różowo
Lotnisko w Charleroi to miejsce, które prawdopodobnie doczekało się już naukowego opracowania na swój temat (a jeżeli nie, zdecydowanie na nie zasługuje). Niedawno miałem okazję podróżować z niego na jednej z „najśmieszniejszych” tras w siatce Ryanaiar: z „Brukseli” do „Warszawy” (Modlina), gdzie czas spędzony na dojazdach autobusem zajął więcej, niż sam lot (więcej na ten temat możecie przeczytać w tym miejscu).
Czym jednak byłaby tak wspaniała podróż, bez umilenia sobie czasu przed wylotem pobytem w saloniku? W tym miejscu mała dygresja: w trakcie swojej podróży miałem wątpliwe „szczęście” lecieć z terminala 2. Ten pierwszy po liftingu i odświeżeniu prezentuje się zdecydowanie lepiej i oferuje salonik z widokiem na płytę lotniska – zatem podróżni nie powinni narzekać.
Salonik w mniejszym terminalu to jednak inna bajka. Terminal 2 na lotnisku w Charleroi rozmiarem, rozmachem i wyposażeniem przypomina nieco większy, ogrzewany namiot. Tylko tyle i aż tyle – zapewne spełnia swoją funkcję, jaką jest obsługa niemal wyłącznie pasażerów Ryanaira, dla szczęśliwców, którzy „wylosują” wylot z niego jest jednak koszmarem i niemiłą niespodzianką.
Jak wejść do saloniku w terminalu 2
Wejście do wnętrza poczekalni może być jednak trudniejsze, niż należałoby się spodziewać. Salonik nie ma tradycyjnej recepcji lub nawet osoby, która zajmuje się jego obsługą – dostępne są jedynie samoobsługowe drzwi (na kod, którzy przypomina self check-in znany aż za dobrze z wynajmu krótkoterminowego).
O wygenerowaniu kodu trzeba pamiętać zawczasu, bowiem w celu wejścia do saloniku konieczne będzie pobranie vouchera z punktu obsługi klienta, który znajduje się przed kontrolą bezpieczeństwa. Zatem jeżeli nie pomyślicie o tym wcześniej – prawdopodobnie przyjdzie wam „pocałować klamkę”.
W punkcie obsługi znajduje się tylko jedno okienko, zatem czasem przyjdzie poczekać w kolejce osób, które mają do załatwienia „poważne” sprawy. Mnie tym razem udało się załatwić wszystko w miarę szybko i po chwili otrzymuję wydrukowany voucher. Tu miła niespodzianka: kupon zawiera również kod umożliwiający skorzystanie z priorytetowej kontroli bezpieczeństwa, co na Charleroi (które potrafi zatkać się niezależnie od pory roku, tygodnia oraz dnia) jest sporym ułatwieniem.
W tym miejscu chyba koniec pozytywów. Ze względu na rozmiar terminala ciężko się w nim zgubić, zatem odnalezienie wejścia do saloniku nie nastręcza problemów. Problemem jest natomiast samo wejście do środka. Mimo podjęcia kilku prób kod nie działa, a drzwi nie chcą się otworzyć. W saloniku ani w pobliżu nie ma obsługi, zatem nie jest to problem do załatwienia „od ręki”. Istnieje możliwość połączenia telefonicznego z punktem informacji i ku mojemu zaskoczeniu ktoś szybko odbiera „telefon” i po wyrecytowaniu przeze mnie kodu manualnie otwiera drzwi. Problem jest powszechny, bowiem tym samym doświadczeniem dzieli się dwójka podróżnych, którzy siedzą już w środku.
Wewnątrz saloniku
Zatem, co czeka w środku? Zacznijmy od wrażenia wizualnego: niewielka powierzchnia (kilka m²), stoliki, które można policzyć na palcach jednej ręki, skromnie wyposażona „strefa gastronomiczna”, telewizor i kilka upiększaczy. Czego nie ma? Wspomnianej obsługi, ale też toalety lub okien (ma się wrażenie siedzenia w zamkniętym pomieszczeniu, przypominającym piwnicę).
Jak na tak „biedne” warunki oferta gastronomiczna prezentuje się nadzwyczaj dobrze (jak widać sztuką jest wcześniejsze obniżenie oczekiwań do minimum). Na miejscu znajduje się samoobsługowy ekspres do kawy, kilka przygotowanych wcześniej kanapek, sałatek, wrapów, wciąż z naklejonymi cenami – zatem przypuszczam, że są to te same produkty, które można kupić w znajdującej się obok kawiarni lotniskowej. Do tego spory wybór napojów, mnóstwo rodzajów herbaty oraz również wino (są nawet szklane kieliszki!). Muszę przyznać, że nie skoro nie spodziewałem się niczego – jest to zatem miłą niespodzianką.
Ponury żart?
Nie dziwią mnie fatalne opinie miejsca w mapach Google (nieco ponad 2/5). Ktokolwiek, kto regularnie odwiedza saloniki (i np, dodatkowo posiada status w jednej z linii lotniczych) na dużych lotniskach, może przeżyć prawdziwy szok. Bądźmy szczerzy: jest to małe zamknięte pomieszczenie z kilkoma krzesłami na krzyż i darmowymi przekąskami. Z drugiej strony: wypada docenić, że taka propozycja w ogóle dostępna jest nie tylko na małym lotnisku dla tanich linii, ale jeszcze do tego w dodatkowym terminalu. Czy to dobry salonik? Wedle wszelkich kryteriów – zdecydowanie nie. Czy dobrze, że jednak tam jest? Zdecydowanie tak, nikt nie zmusza do korzystania, zatem – lepsze coś, niż nic.
Wedle oficjalnej strony lotniska w Charleroi wstęp do saloniku to wydatek rzędu 30 EUR (ok. 127 PLN). Czy warto? W mojej opinii w tej cenie niekoniecznie, przyjemniej zapewne będzie usiąść w (jedynej) w terminalu 2 kawiarni. Jeśli ktoś jednak ma możliwość skorzystania z nielimitowanych wejść (w moim przypadku był to Priority Pass) – to wiadomo za darmo i ocet słodki.
Pozostaje docenić możliwość darmowego napicia się kawy, skonsumowania przekąski lub zabrania wody na wynos (nie wolno wynosić rzeczy z saloniku, ale wierzę, że woda jednak zostanie mi wybaczona). Zatem podsumowując: warto wybrać się tam ze świadomością czym to miejsce dokładnie jest i właściwie tonować oczekiwania. Odradzam w przypadku konieczności zakupu wejściówki na własną rękę lub limitowanych wejść – wtedy lepiej spożytkować te środki na coś innego.
Dajcie znać w komentarzach, jaki był najlepszy, a jaki najgorszy salonik lotniskowy, w którym byliście?
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?