Oto 21 najbardziej wytęsknionych przeżyć w Europie. Wśród nich wizyta w polskim mieście
Spacer po Dolomitach, uczta nad rzeką w portugalskim Amarante, rowerowa przejażdżka po holenderskim Limburgu, a nawet burger na stokach St-Luc w Szwajcarii czy mecz rugby w Walii – to tylko kilka propozycji miejsc i przeżyć, do których chce się wracać – wynika z nowego rankingu The Guardian. Co ciekawe, na liście znalazło się także odwiedzenie jednego z polskiego miast, a konkretnie Łodzi.
Co roku The Guardian przygotowuje listę najciekawszych miejsc na świecie. W tym roku, ponieważ sprawy się mocno skomplikowały, a swobodne podróże stały się mrzonką, dziennikarze postawili na listę najbardziej „wymarzonych” kierunków, czyli miejsc, do których chcieliby czym prędzej wrócić – jak tylko sytuacja wróci do normy.
Przyjrzyjmy się ich wyborom i uzasadnieniom. A później dajcie znać w komentarzach, na ile zgadzacie się z ich propozycjami.
Wybór polskiego miasta mocno zaskakujący
Nie da się ukryć, że w rankingach najpiękniejszych miast Europy, kandydaci z Polski to najczęściej Kraków czy Wrocław, czasem także Gdańsk. To właśnie te miasta są najczęściej polecane są turystom z zagranicy i – nie bez powodu – przyciągają miliony z nich. Umieszczenie na liście najbardziej wytęsknionych miejsc świata, Łodzi, może zaskakiwać.
Dziennikarz The Guardian, który odpowiada za dorzucenie Łodzi do listy nie ma jednak wątpliwości, że powinna się tam znaleźć.
– W XIX wieku Łódź była bijącym sercem przemysłowej Polski, ośrodkiem przemysłu tekstylnego (…) Baza przemysłowa nie przetrwała jednak momentu przejścia do kapitalizmu po 1989 roku – zaczyna swoją opowieść o tym mieście Christian Davies. – Od tego czasu zyskało reputację miasta, które znajduje się na progu odrodzenia, ale ono nigdy tak naprawdę nie nadeszło. Jednak nieustająca walka Łodzi o uznanie zaowocowała powstaniem kilku muzeów poświęconych jej fascynującej przeszłości przemysłowej, wojennej i kulturalnej.
Przyznaje jednak, że jego tęsknota i uwielbienie do Łodzi nie zawsze pokrywa się z opiniami znajomych. Mimo tego, uważa, że to najlepszy wybór na listę wymarzonych miejsc do odwiedzenia – po pandemii.
– Są jednak tacy, którzy pozostają nieprzekonani (do Łodzi – przyp. red.), stąd spór wśród moich przyjaciół. Postanowiliśmy spotkać się wszyscy na weekend w Łodzi, żeby dojść do porozumienia, ale najpierw życie, a później COVID-19, stanęły nam na drodze. Od tamtej pory marzę o łódzkim rendez-vous.
Co jeszcze znalazło się na liście?
Łódź to oczywiście jedna z wielu propozycji na liście. Dziennikarze polecają także wiele aktywności i miejsc z całego świata, które i Wam mogą przypaść do gustu. Wędrówka po Glen Lyon w Szkocji, trekking na wybrzeżu Essex w Anglii, świetna zabawa na festiwalu CopenHell w Danii, obserwowanie gwiazd w irlandzkim Sky Garden, zjedzenie „pijanej kotloviny”, czyli pijanego mięsa w Ilok, najbardziej wysuniętym na wschód mieście Chorwacji.
– Możesz spróbować kuchni, która ma wpływy z Węgier, Austrii i Serbii – zaczyna swoją argumentację Zrinka Marinović – Pijana Kotlovina jest specjalnością małej winiarni na północ od Osijeku, gdzie gotuje się mięso w 10 litrach wina. Można przygotować je z gospodarzami, popijając rakiję. To tak, jakbyśmy odwiedzili przyjaciół – coś, czego brakuje w lockdownie.
Dziennikarze tęsknią też za miejskim zgiełkiem i artystyczną duszą Madrytu, podróż do… samego centrum Irlandii Północnej, które w rzeczywistości jest tylko polem, uzdrowiskami we francuskiej Uriage-les-Bains czy zdzieraniu gardła podczas kibicowania rugbistom w Walii.
– Dopiero gdy coś ci zostanie odebrane, zdajesz sobie sprawę, jak bardzo za tym tęsknisz. Bardziej brakuje mi powolnego spaceru ze starego domu niż samego meczu. Wrzawy wokół pubów, bukmacherów (…) – opowiada Will Millard. – Potem dziesiątki tysięcy ludzi śpiewa walijski hymn, a ja zapominam o wszystkim. Zapominam, że muszę sikać, zapominam, który napój był mój, zapominam nawet, że nie jestem Walijczykiem – podsumowuje.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?