Na Majorkę pod namiot (niskobudżetowo)
To, co jednak najbardziej rzuca się w oczy to tłumy turystów, głównie Niemców i Francuzów przylatujących tu wypchanymi po brzegi samolotami czarterowymi już od połowy ubiegłego wieku. Powstały wówczas setki betonowych hoteli, a „zachód” zaczął regularne pielgrzymki na Baleary.
W latach 90-tych wiele z betonowych molochów wyburzono z obawy o postępujący proces degradacji środowiska i szpecenie krajobrazu. Trzeba pamiętać, że nadal jedynie 10% dochodu wyspy pochodzi z produkcji win, uprawy winorośli, oliwek i warzyw. Pozostałe 90% stanowi właśnie turystyka…
Plan podróży
19 września wyruszyliśmy w trasę Wrocław – Bergamo – Palma – Bergamo – Kraków – Wrocław (wszystkie loty Ryanair), z której mieliśmy wrócić 3 października. Za bilety samolotowe i kolejowe zapłaciliśmy ok. 250 zł od osoby. Niestety podróż nie była pozbawiona niegodności w formie 2 noclegów w Bergamo, ale dzięki temu mieliśmy okazje zwiedzić jeszcze to niewielkie włoskie miasteczko. (Ostatecznie całkowity koszt naszego wyjazdu z biletami i wszystkimi wydatkami na miejscu zamknął się w kwocie 890 zł.)
Transport po wyspie
Jak tanio podróżować po Majorce? Autostopem. Szeroko rozwinięta branża turystyczna ma swoje plusy – są tu tysiące turystów przemierzających wypożyczonymi samochodami wyspę z północy na południe i ze wschodu na zachód. Z odrobiną szczęścia i dobrze wybranymi miejscami nie poczekamy na stopa dłużej niż 20 minut.
Większość z podwożących nas to starsi ludzie, wielu z nich w młodości również podróżowało w ten sposób i dzięki temu są bardzo pozytywnie nastawieni do autostopowiczów. Zdarzali się również lokalni mieszkańcy.
Podróżowanie po Majorce na stopa to nie tylko czysta przyjemność lecz również ogromna oszczędność (bilet miejski – 1,25 euro, na lotnisko – 2 euro; Palma – Colonia de Sant Jordi – 54 km – niemal 5 euro, brak jakichkolwiek zniżek).
Komunikacja publiczna zapewnia na Majorce bardzo rozwiniętą sieć połączeń. Autobusowych, kolejowych a nawet metra. Zdarza się jednak często, że ostatnie połączenie jest na danej trasie późnym popołudniem (np. Palma de Mallorca – Colonia de Sant Jordi, chyba najlepsze połączenie między hałaśliwą Palmą a spokojnymi plażami południa – ostatni autobus odjeżdża o 17.15, kolejny następnego dnia rano). Trzeba to mieć na uwadze decydując się na podróżowanie publicznymi środkami transportu.
Noclegi
Noclegi to często zmora backpakersów, a Majorka to nie Indie i nie znajdziemy tutaj chatki nad morzem za kilkanaście złotych. Ceny pokoi 2-osobowych w hostelach w większych ośrodkach miejskich zaczynają się od 25 euro za dobę. W typowych ośrodkach turystycznych takich jak Colonia de Sant Jordi czy Alcudia – drożej. Nocując przez dwa tygodnie w najtańszych hostelach wydamy minimum 800 zł/os. Co robić, żeby niepotrzebnie nie wydawać ?
Namiot. Na Majorce biwakowanie na dziko jest nielegalne (kara 150 euro). Jednak zgodnie z zaleceniami lokalnych mieszkańców – nie przejmowaliśmy się przepisami i rozbijaliśmy przez większość czasu namioty na dziko. Problemów nie mieliśmy.
Władze wyspy bardzo umiejętnie pozbywają się backpakersów i ludzi podróżujących tanim kosztem, likwidując campingi. Obecnie ostały się tylko dwa:
Hipocampo. Cales de Mallorca. Ctra Es Domingos (www.albergue-hipocampo.net),
Lluc. Escorca. Ctra. Pollença-Andratx, rezerwacja/informacja: 971 517 070. (Sprawdzony, w pełni darmowy camping położony na terenie klasztoru Lluc. Są miejsca do rozpalania ognisk, grilla, darmowe toalety i prysznice z zimną wodą. Nocując dłużej niż jedną noc należy uzyskać darmowe pozwolenie w pokoju nr. 22 w budynku klasztornym. Na uwadze należy mieć zupełny brak sklepów w promieniu 20 km.)
Ermites i Santuaris, czyli pustelnie i klasztory. Na całej wyspie rozsianych jest 8 klasztorów, które posiadają oferty dla indywidualnych turystów w zakresie gastronomii, w tym 7 z nich oferuje noclegi. Wybrane dwa:
Santuari de Lluc, Escorca www.lluc.net (przereklamowany, najtańszy pokój 2-osobowy przy rezerwacji on-line kosztuje 35 euro),
Santuari del Puig de Maria, Pollença tel.: 971 184 132 (położony na wzniesieniu o wysokości 333 m, półtorej godziny drogi krętymi drogami od centrum Polleca. Zdecydowanie najlepsze miejsce, w którym mieliśmy okazje nocować. Dotarliśmy tu o 21, już po zmierzchu, a o poranku naszym oczom ukazał się widok całego Cap Formentor, i oświetlonych zatok Badia d’Alcudia i Badia de Pollenca. Klimatyczny 4-ro osobowy pokój tylko dla nas dwojga w cenie 8,5 euro/os. Zdecydowanie warto!)
Albergues, czyli noclegownie, przeznaczone pierwotnie przede wszystkim dla pielgrzymów, prowadzone głównie przez ośrodki katolickie, czy miejskie. Rzadziej prywatne. Ich ceny nie powinny przekraczać teoretycznie 10 euro, zdecydowanie najtańsze miejsce do noclegu w okolicy.
Platja de Palma, Platja de Palma. C/Costa Brava,13 rezerwacja/informacja: 971 260 892. Nieczynne od listopada do lutego,
La Victňria. Alcúdia. Ctra. Cap des Pinar km. 4,9 rezerwacja/informacja: 902 111 188. Nieczynne od listopada do lutego (13 euro/os. !),
Hipocampo. Cales de Mallorca. Ctra. Es Domingos, www.albergue-hipocampo.net. Czynne cały rok.
Refugis (Consell de Mallorca), czyli klasyczne schroniska. W sezonie konieczna jest rezerwacja przynajmniej 5 dni przed przyjazdem (teoretycznie) pod numerami: 971 173 700 / 971 173 731 w godzinach od 9 do 14.
Can Boi Deiŕ. Carrer des Clot, 5. – świetna jakość, nowiutkie schronisko pachnące nowością. Cena za łóżko to 10 euro/os.
Jedzenie
Wyżywienia na Majorce nie jest droższe niż w Polsce (nie odnoszę się do cen w restauracjach). Jest tu wiele supermarketów, nam do gustu przypadły Mercadona i Eroski, gdzie można kupić produkty świetnej jakości za niewielkie pieniądze.
Polecam wziąć ze sobą palnik (koniecznie campingaza, lub inny multi-mount, kompatybilny z karnistrami campingaza typu CV). Przed wyjazdem przeczytałem gdzieś na forum wypowiedź, że nigdzie nie dostaniemy butli… Owszem, dostaniemy i to 5 minut drogi od Dworca Głównego przy Avenida de Alexandre Rosselló 7 w sklepie Intersport Kenya. Kolejny Intersport znajdziemy w Menacorze przy Carre Historiador Truyols 14. Poza tym w Palmie są dwa Decathlony, położone jednak w centrach handlowych na obrzeżu miasta.
Co zobaczyć
Przez 12 dni włóczyliśmy po wybrzeżu wokół Majorki. Udało nam się objechać niemal całą autostopem z wyjątkiem krańcowej zachodniej części z Andratx. Co warto, czego nie warto według mnie?:
Palma de Mallorca – głośno, mnóstwo turystów, zakorkowane ulice, setki skrzyżowań zraziły nas do tego miejsca. Wałęsając się jednak po starym mieście w ostatni dzień podróży zobaczyliśmy Palmę od innej strony, aczkolwiek była to niedziela a w mieście panował niesłychany spokój. Liczne katedry obok La Seu, wąskie uliczki, patia i architektura zrekompensowały nam pierwszy dzień podróży.
Colonia de Sant Jordi – dotarliśmy tutaj ostatnim popołudniowym autobusem o 17.15, zmęczeni i niewyspani. Widok plaży Es Trenc nas zelektryzował.
Cztery kilometry ciągnącego się błękitu wzdłuż szerokiej plaży i rezerwatu przyrody zrobiło na nas niesłychane wrażenie. Jest i rezerwat, w którym bezpiecznie można przespać noc pod namiotem. Poza plażą nic tutaj nie ma.
Santanyi – niewielkie spokojne miasteczko, mało popularne wśród turystów. Jest tu katedra i parę restauracji. Miasto, przez które i tak przejedziemy kierując się na północ wybrzeżem.
Cala Figuera – niewielka klimatyczna wioska, z wieloma drogimi willami przy brzegu. Nieopodal niej znajdują się wysokie klify, gdzie spokojnie można spędzić noc, a nawet rozpalić ognisko.
Porto Colom – miasteczko portowe położone około 13 km od Cala Figuera. Mieszkańcy są przekonani, że to tutaj urodził się Krzysztof Kolumb, a miasto właśnie jemu zawdzięcza swoją nazwę. Jest tutaj sporo lasów i nie ma problemu z rozbiciem namiotu.
Menacor – drugi pod względem wielkości ośrodek miejski na Majorce, miejsce narodzin Rafaela Nadala. Znany jest z fabryki produkującej sztuczne perły oraz muzeum drzewa oliwnego.
Colonia de Sant Pere – to gwóźdź naszego programu, zdecydowanie najbardziej urokliwe wśród miejsc na Majorce. Niewielka wioska rybacka podporządkowana administracyjnie do miasta Arta. Jest tu jednak piękny rezerwat przyrody i nieskalane przez turystów wybrzeże.
Odcinek Ma-12 ciągnący się 10 km deptakiem Carretera de Arta począwszy od Can Picafort, przez Alcudia Pins, Ses Fotges aż po Port d’Alcudia – stanowczo odradzam. Wszystkie te miejscowości tworzą deptak niczym polskie Międzyzdroje, trudno tu nawet natknąć się na Hiszpana. Są wyłącznie drogie hotele, a namiotu nie ma gdzie rozbić ze względu na ciągnący się park z wydmami (chcący wszędzie rozbije namiot, ale szczerze odradzam).
Port d’Alcudia, Alcudia – nic specjalnego, wspominamy je jednak bardzo dobrze bo wreszcie udało nam się wziąć prysznic i zjeść ciepły obiad. Najtańszy hostal w Port d’Alcudia kosztował 40 euro za pokój dwuosobowy w niezłych warunkach, niemal w samym centrum.
Cap de Formentor – jest kolejną atrakcją. którą koniecznie trzeba zobaczyć. Niezwykłe są tutaj serpentyny zaprojektowane przez włoskiego inżyniera Antoniego Paretti. Półwysep obfituje w liczne, piękne plaże. Mieści się tu najbardziej ekskluzywny hotel na Majorce. W czasach swojej świetności gościł takie osobistości jak Edward VIII, Winston Churchill, Charlie Chaplin, F Scott Fitzgerald, Dalajlama, Helmut Kohl czy Elizabeth Taylor. Pokoje dwuosobowe kosztują tu jednak w sezonie słono ponad 400 euro za dobę. Na krańcu półwyspu stoi niewielka latarnia morska.
Pollenca – niewielkie XVII-wieczne miasteczko słynne z kościoła położonego na wzgórzu, do którego prowadzi 365 schodów (w rzeczywistości jest ich więcej). Po przeciwnej stronie miasta znajduje się wzniesienie o wysokości 333 m, a na jego szczycie Santuari del Puig de Maria, klasztor z pięknym widokiem na całą wschodnią część wyspy.
Lluc – z Pollency do Lluc prowadzi wąska, górska droga Ma-10 o długości 21 km. Był to najtrudniejszy odcinek do przejechania autostopem i gdyby nie szczęście, zmuszeni bylibyśmy jechać autobusem (przez ponad pół godziny minęło nas około 15 samochodów w tym gość z Rzeszowa, który na stale mieszka w Auckland w Australii, a na Majorkę wpadł pojeździć na rowerze – jechał w drugą stronę, ale stwierdził że ma czas …). Klasztor w Lluc jest zdecydowanie przereklamowany i chyba niewiele ma wspólnego z religią. Prawdą jest, że okolice są naprawdę przepiękne ale klasztor sam w sobie opisany był w przewodniku jako „trudno osiągalny przez turystów” a na miejscu zastaliśmy około 50 samochodów i kilka autokarów. Na szczęście jest tu darmowy camping, można więc spokojnie odpocząć w ciszy na niemal pustym polu namiotowym.
Soller – tutaj trafiliśmy autobusem, gdyż autostopem z Lluc wydawało się to niemożliwe. Rano wyjeżdżały stamtąd jedynie autokary i pojedyncze samochody z częstotliwością jeden na 15 min. Soller jest zdecydowanie najładniejszym miastem pod względem architektury i klimatu. Ogromna neogotycka katedra, dziesiątki małych restauracji i przedzierający się co chwilę przez nie tramwaj sprawiają, że nie chce się opuszczać tego miasta. Swoją drogą tramwaj powstał już w 1913 roku i przewożono nim zarówno ludzi jak i towary do portu. Aktualnie większość wagonów tramwaju ma niewiele wspólnego z oryginalnymi, drewnianymi konstrukcjami sprzed niemal wieku. Kilka minut przejażdżki kosztuje 4 euro.
Deia – bardzo urokliwe, niewielkie miasteczko (powierzchnia całej gminy wynosi 15 km˛) położone na wzniesieniu. Ma niewielu mieszkańców i poza paroma drogimi hotelami jak i równie drogimi hostelami, sklepem i amfiteatrem nic tu nie ma. Plaża Cala Deia zdecydowanie nie należy do atrakcji turystycznych, a po godzinnym spacerze szlakiem, na miejscu byliśmy zawiedzeni. Masa ludzi, bar i restauracja.
Valdemossa – kolejne niewielkie miasteczko, które gdyby nie Chopin, mieszkający tu w latach 1838 – 1839 byłoby równie znane jak Jurkowice w Świętokrzyskim. Jego główną atrakcją jest klasztor Real Cartuja de Jesus de Nazaret. Z Valdemossy stosunkowo trudno jest dojechać autostopem do Palmy mało ruchliwą drogą MA-1130.
„Niebo jak turkus, morze jak lazur, góry jak szmaragd, powietrze jak w niebie. W dzień słońce, wszyscy letnio chodzą, i gorąco; w nocy gitary i śpiewy po całych godzinach. Balkony ogromne z winogronami nad głową; mauretańskie mury. Wszystko ku Afryce, tak jak i miasto, patrzy. Słowem, przecudne życie […]” pisał po przyjeździe na Majorkę do swojego przyjaciela Fryderyk Chopin. I choć jest to już inna wyspa niż ta, na której mieszkał kompozytor, naprawdę warto spędzić tu parę dni i nocy.
Autor prowadzi bloga podróżniczego: http://peterwiselka.wordpress.com/













