Mateusz i Lucek w Japonii za 273 zł (fotorelacja)
Prolog:
16 grudnia 2012 – „MEGA BOMBA! Pekin z Europy 408, Tokio 750 zł!” – brzmi tytuł newslettera otrzymanego od Fly4free. Kusząca oferta! Jeszcze tego samego dnia cena za lot do Tokio spada do 565 zł! – To dopiero okazja! Chcę się jednak z tym przespać.
17 grudnia 2012 – „Niemożliwe: Japonia z Europy za 273 zł!” – brzmi tytuł kolejnej wiadomości. I jak tu nie lubić poniedziałków? Dwa bilety kupione. Zaczęło się odliczanie do odlotu… Mateusz i Lucek jadą do Japonii!

Dzień „0”.
Na lotnisku w Krakowie spotykamy Marcina i Pawła. Z Marcinem wymienialiśmy się wcześniej na Facebooku pomysłami, co możemy robić w Japonii. Marcin zaczynał właśnie długo planowaną kilkumiesięczną podróż po Azji, więc lot za 67 euro do Japonii był dla niego wygraną na loterii.
Dwie godziny później jesteśmy w Bolonii, na dworzec kolejowy jedziemy taksówką (koszt 14 EUR za 4 osoby – taniej niż autobusem). Z Bolonii jedziemy pociągiem (9 EUR) do Wenecji, chwilę spacerujemy, dalej jedziemy autobusem na lotnisko (0 EUR – brak biletów u kierowcy). Nocleg.

Dzień „1”
Po 11:00 lądujemy na Kansai International Airport. Lotnisko może się poszczycić tym, że ma najdłuższy terminal lotniczy świata, bo długi na 1.7 km, jest wybudowane na sztucznej wyspie (ot, taka fantazja japońskich inżynierów), ma bezpośrednią stacje kolejową, port…
Kupujemy z Luckiem Kansai Thru Pass, 3-dniowy bilet uprawniający do bezpłatnych przejazdów metrem, autobusami, kolejami podmiejskimi na terenie m.in. Osaki, Kioto, Nary (koszt 170 zł /5 000 ¥).

Jedziemy bezpośrednio do 4**** New Osaka Hotel (koszt 29 zł /850 ¥). Szybki check-in, obowiązkowa ekscytacja lokalnymi toaletami; idziemy na rekonesans okolicy. Ten wieczór pełen był ekscytacji – wszystko inne, nowe, nieznane, ciekawe.


Zjedliśmy takoyaki (kulki z ośmiornicy), wypiliśmy mnóstwo kolorowych napojów, wjechaliśmy na Umeda Sky Building (koszt 24 zł /700 ¥), skąd jest niewiarygodny widok rozciągniętych po horyzont wieżowców. Zjawiskowe miejsce.

Dzień „2”
Japonia słynie z hoteli kapsułowych. Hotel Diamond choć kapsułowy nie jest, to wielkością pokoi z pewnością im dorównuje. Koszt 137 zł /4 000 ¥ za dwie noce w pokoju dwuosobowym.

Główną część dnia spędziliśmy w Kioto, gdzie zobaczyliśmy:
– Kinkaku-ji (Świątynia Złotego Pawilonu) – koszt 14 zł /400 ¥
– Fushimi-Inari Taisha – prywatnie to moja ulubiona świątynia



Wieczorem zrealizowaliśmy kolejny checkpoint – dzielnicę Shinsaibashi, dzielnicę neonów, imprez, kitschu.


Dzień „3”
No to Nara! Nara jest absolutnym przeciwieństwem Osaki. Nie ma tam wieżowców, pośpiechu, za to jest mnóstwo zieleni, spokoju i świątyń. Już na samym wstępie witają nas oswojone jelonki biegające po ulicach. Dzień spędziliśmy na rewelacyjnej trasie spacerowej opisanej w przewodniku Lonely Planet.

Zaczynamy od Isui-en – parku, w którym na każdym metrze kwadratowym widać dokładność oraz poczucie estetyki Japończyków, dalej Nandai-mon – czyli rekonstrukcję głównej bramy wejściowej do parku. Kolejnym punktem jest Todai-ji – świątynia buddyjska, która jest uznawana za największą drewnianą budowlę na świecie (koszt 17 zł /500 ¥). Kolejnymi punktami są Nigatsu-do, Sangatsu-do, skąd można podziwiać widok na Narę.



Przez Tamukeyama-hachimangu docieramy do świątyni Kasuga Taisha. Przewodnik Lonely Planet wymienia jeszcze wiele innych świątyń, jednak bardzo charakterystyczną, widoczną na zdjęciach jest Kofuku-ji. Wieczorem odwiedzamy kontrolowaną przez Yakuzę dzielnicę Czerwonych Latarni.

Dzień „4”
Oglądamy z zewnątrz zamek w Osace i decydujemy, że po paru dniach bardzo intensywnego zwiedzania należy nam się chwila relaksu.

Obieramy azymut na południe i docieramy do łaźni, która w całości „zasilana” jest gorącymi źródłami. Temperatura wody sięga 40 st. C. Łaźnia ma baseny wewnątrz budynku, na zewnątrz, różnego rodzaju jacuzzi, dwie sauny. Zostajemy tam parę godzin. Jednorazowy koszt: 20 zł /600 ¥.

Wieczorem lecimy liniami Jetstar z Osaki do Tokio, koszt z bagażem rejestrowanym 78 zł/ 2290 ¥. Nocleg na lotnisku 0 zł. Uwaga! Obsługa lotniska rozdawała podróżnym śpiwory, by ci mieli komfortowy nocleg w warunkach lotniskowych (sic!).
Dzień „5”
Jedziemy do hostelu (80 GBP za dwuosobowy pokój na 3 noce), zostawiamy bagaże. Idziemy na rekonesans.

Dzień spędzamy na największym japońskim targu elektronicznym – dzielnicy Akihabara. Są tam np. sklepy z gadżetami tylko do iPhone’ów, wielopiętrowe sklepy z aparatami fotograficznymi, komputerami, telewizorami, telefonami i … bzdurami, jak np. wykrywacz nieświeżego oddechu, czy też podgrzewane kapcie na USB.

Wieczorem udajemy się do Tokyo Metropolitan Government Building, gdzie na 45. piętrze jest darmowe obserwatorium z widokiem na Tokio.

Dzień „6”
Jak Japonia to i super-szybkie pociągi! Shinkanseny rozpędzają się do 300 km/h a w niedalekiej przyszłości jeszcze więcej.

Shinkanseny przewożą dziennie ponad milion pasażerów. I tego dnia byliśmy wśród nich. Jechaliśmy nim do Yokohamy, gdzie zwiedziliśmy centrum oraz China Town, chińską dzielnicę słynącą z wyjątkowo smacznej kuchni.

Kolejny punkt to Kamakura i świątynia Kotoku-in z ogromnym monumentem Buddy, świątynia Hase-dera (koszt 10 zł /300 ¥) z widokiem na ocean, zamoczenie rąk w Pacyfiku i na koniec – świątynia Tsurugaoka Hachiman-gu. Intensywny dzień zakończyliśmy pysznym sushi w najlepszym wydaniu.



Dzień „7”
W drodze do oceanarium Tokyo Sea Life Park stała się rzecz nieplanowana. Bardzo ciężko zobaczyć ją o tej porze roku, szczególnie z okolic Tokio. Mimo to w pełnej światłości ukazała nam się góra-wulkan Mt Fuji.

W oceanarium (koszt 24 zł /700 ¥) można było dotknąć rekina i płaszczki, zobaczyć jedyny w swoim rodzaju „żywy teatr” – ogromnej wielkości akwarium, w którym są różne gatunki tuńczyków, japońskiego kraba olbrzymiego (duże osobniki, łącznie z odnóżami mają do 3m długości!), pingwiny i wiele, wiele innych morskich stworzeń.



Po oceanarium udaliśmy się na widokową wieżę Tokyo Tower (20 zł /600 ¥) by ponownie zobaczyć Mt Fuji.
Kolejny checkpoint to straż pożarna, w której organizowane są kursy na wypadek kataklizmów. Przeżyliśmy kontrolowane trzęsienie ziemi, gasiliśmy pożar gaśnicami, uciekaliśmy z zadymionego i ciemnego pomieszczenia, obejrzeliśmy ciekawy film o skutkach tsunami. A to wszystko – za darmo!

Dzień „8 i 9”
Powrót do domu.
Chcecie podzielić się swoimi relacjami z czytelnikami Fly4free.pl? Piszcie do nas na kontakt@fly4free.pl