Lufthansa stawia zasieki przed Ryanairem. Chce przejąć Air Berlin
Jak czytamy w niemieckim „Handelsblatt” Lufthansa rozmawia o tej transakcji już od kilku miesięcy z największym akcjonariuszem Air Berlin – liniami Etihad i innymi inwestorami linii. Nie będzie to klasyczne przejęcie. Lufthansa chciałaby przejąć część Air Berlin – wszystkie trasy tego przewoźnika z wyłączeniem tych przechodzących przez jego główne huby w Berlinie i Dusseldorfie. Oprócz tras i slotów na lotniskach, pod skrzydła Lufthansy trafiłyby latające na tych trasach samoloty (według „Handelsblatt” chodzi o ponad 40 maszyn) i personel pokładowy Air Berlin. Brzmi skomplikowanie? To dodajmy, że trasy przejęłaby nie Lufthansa, ale Eurowings – powstała z przekształcenia Germanwings, tania odnoga niemieckiej linii, której celem miało być rzucenie rękawicy Ryanairowi.
Transakcję może jednak zablokować niemiecki urząd monopolowy, bo po takim przejęciu pozycja rynkowa Eurowings i Lufthansy mogłaby być zbyt duża. Na niektórych lotniskach, np. w Hamburgu obie linie lotnicze odpowiadałyby za ponad 70 proc. siatki połączeń. Ale z drugiej strony – transakcję mocno popiera niemiecki rząd, któremu zależy, by Air Berlin „ratował” niemiecki inwestor.
Dla Air Berlin to jedyna szansa?
Wydawało się, że borykający się od lat z problemami przewoźnik ze stolicy Niemiec zyska drugi oddech, gdy w 2011 r. prawie 30 proc. udziałów w nim kupiły linie Etihad. Tak się jednak nie stało, a linia przynosi coraz większe straty – od 2007 roku tylko raz nie była na minusie, a ubiegły rok zakończyła aż 446,6 mln EUR pod kreską. Całkowite zadłużenie firmy jest dwa razy większe, a w wyjściu na prostą nie pomogła wielomilionowa pożyczka od Etihad.
Sytuacja linii, która rocznie przewozi ok. 30 mln pasażerów jest tak zła, że na początku lipca sprzedała… swój ostatni samolot. Tak, to prawda – z ponad 120 samolotów, którymi dysponuje linia, wszystkie są obecnie leasingowane.
A sytuacja może być jeszcze gorsza – kurs spółki kształtuje się na poziomie 60 eurocentów za akcję, a ostatnie wydarzenia w Turcji z pewnością sprawią, że jedna z lepszych destynacji Air Berlin będzie się cieszyła jeszcze mniejszą popularnością wśród pasażerów.
Cel: powstrzymać Ryanaira
Teoretycznie wydaje się, że na tej transakcji może zyskać każdy. Nierentowne trasy Air Berlin trafią pod skrzydła Eurowings, którego koszty operacyjne są znacznie niższe, co może zwiększyć ich rentowność. Z kolei Air Berlin musi przejść restrukturyzację i całkowitą poprawę działalności, by wyjść na prostą. W tej chwili rozważane są różne scenariusze. Według „Handelsblatt” jednym z nich jest to, że Air Berlin porzuci profil bycia przewoźnikiem „pomiędzy” (obecnie nie jest ani tanią ani regularną linią lotniczą) i pod nadzorem Etihad przemieni się w linie typu „premium”.
Podstawowym celem tej transakcji wydaje się jednak powstrzymanie ekspansji Ryanaira, który od ponad roku bardzo dynamicznie podbija niemiecki rynek. Irlandczycy mają obecnie tylko 5 proc. udziałów w rynku, ale do końca roku chcą go podwoić.
– Zakładaliśmy, że w ciągu 5 lat nasz udział w niemieckim rynku lotniczym przekroczy 20 proc., ale już widzimy, że może to stać się znacznie szybciej – mówi Kenny Jacobs, szef marketingu Ryanaira.
Szczególnie mocno Irlandczycy rozwijają się w Berlinie, gdzie już teraz latają do 48 miast.
Wejście Eurowings na trasy Air Berlin może przynajmniej na jakiś czas zastopować ekspansję Ryanaira.