Wielkie plany, z których nic nie wyszło. Megalotniska, które finalnie nie powstały
Jak wiele było wątpliwości i niejasności co do powstania planowego Centralnego Portu Komunikacyjnego? Dość sporo, ale wiele wskazuje na to, że projekt finalnie zostanie zrealizowany. Na przestrzeni ostatnich dekad były już podobne przypadki, które nie miały jednak tyle szczęścia.
Lotnisko Texcoco w Meksyku
Na początku września 2014 roku były już prezydent Meksyku Enrique Peña Nieto ogłosił „największe przedsięwzięcie infrastruktury publicznej w kraju od kilkudziesięciu lat„. Lotnisko Texcoco w stolicy państwa (Nuevo Aeropuerto Internacional de México – NAIM) miało zastąpić obecny międzynarodowy port Benito Juarez i powstać na powierzchni 44 kilometrów kwadratowych. Całkowity koszt budowy szacowano na 13,3 mld dolarów. Plany były więc dalekosiężne.
Budowę NAIM planowano ukończyć w kilku etapach. Pierwszy z nich miał dobiec końca w październiku 2020 roku i zakładać powstanie głównego terminala o powierzchni 743 tys. metrów kwadratowych oraz trzech niezależnych pasów startowych. Docelowa przepustowość miała wynieść 68 mln pasażerów rocznie, a do 2065 roku liczba ta miała być dwukrotnie większa. Gdyby tak się stało, Texcoco byłby drugim co do wielkości lotniskiem na świecie.
Problemy z budową zaczęły się jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem planów budowy. Na kilka miesięcy przed orędziem prezydenta meksykański rząd zakupił grunty rolne ejido, będące wcześniej przeznaczone dla lokalnych społeczności. Zarzucono rządzącym, że przy nabyciu dopuścili się szeregu oszustw, a efektem tego były protesty i akcje w mediach społecznościowych. Powstał nawet ruch #YoPriefieroElLago, w ramach którego internauci zalewali sieć masą faktów i informacji na temat tego, jak złym pomysłem jest budowa lotniska.
Pod koniec 2018 roku plan ostatecznie upadł, choć budowa oficjalnie już ruszyła. Ówczesny prezydent Andrés Manuel López Obrador przeprowadził referendum, w którym aż 69 proc. głosujących odrzuciło projekt. W 2020 roku rząd ogłosił, że obszar o powierzchni 12 tys. hektarów, na którym miało powstać lotnisko zostanie przekształcony w park ekologiczny Lake Texcoco. Jego celem ma być przywrócenie Mexico City „zielonej infrastruktury i ekosystemu”. Obszar ma zostać oddany do użytku planowo do końca 2023 roku.
Minorka od 2619 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Sousse od 2489 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Korfu od 2502 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Wrocław)
Hamburg Kaltenkirchen
Po zakończeniu drugiej wojny światowej Hamburg dynamicznie się rozwijał. Na początku lat 60. liczba ludności wynosiła 1,8 mln, a prognozy zakładały, że w kolejnych latach wzrośnie do ponad 2,2 mln. Obawiano się, że tamtejsze lotnisko (niegdyś noszące nazwę Fuhlsbüttel), będące wówczas trzecim najbardziej ruchliwym portem w Niemczech po Frankfurcie i Berlinie Tempelhof, nie zdoła obsłużyć wszystkich chętnych. Dwa przecinające się pasy startowe miały ograniczoną przepustowość do około 45 startów i lądowań na godzinę, a budowa nowego pasa startowego byłaby bardzo kosztowna i kontrowersyjna.
W 1961 roku podjęto decyzję o wybudowaniu nowego lotniska, na zachód od miasta Kaltenkirchen. Docelowo miało stać się głównym międzynarodowym węzłem komunikacyjnym obsługującym północne Niemcy. Plusem wybranej lokalizacji był fakt, że była stosunkowo słabo zaludniona, dlatego problem hałasu samolotów byłby minimalny. W 1965 roku, dwa lata po zakupie gruntów o powierzchni 2200 hektarów, władze państwowe wydały zgodę na rozpoczęcie budowy.
Co ciekawe, pojawienie się portu Kaltenkirchen wcale miało nie oznaczać problemów dla Fuhlsbüttel, które miało pozostać lotniskiem komercyjnym. Wszystko za sprawą Lufthansy, która miała tam swój duży kompleks serwisowy i nie chciała z niego rezygnować. Docelowo połączenia z niego miały się skupiać na europejskich destynacjach, podczas gdy nowe lotnisko miało obsługiwać loty długodystansowe. Projekt zakładał wybudowanie w sumie sześciu terminali pasażerskich, czterech równoległych pasów startowych i przepustowość na poziomie 120 operacji na godzinę.
Otwarcie Kaltenkirchen zaplanowano na 1975 rok, ale ze względu na lokalny sprzeciw całkowity harmonogram kilkukrotnie się przesuwał. Ostateczne zatwierdzenie projektu nastąpiło w 1977 roku, ale i tym razem nic z tego nie wyszło – trzy lata później zgoda została cofnięta. Z biegiem czasu projekt zaczął powoli znikać z agendy politycznej, a zamiast tego zdecydowano się rozbudować główny port w Hamburgu. W 2003 roku debata na chwilę wróciła, ale w 2013 roku plany zostały pogrzebane na stałe.
Londyn – lotnisko przy ujściu Tamizy
Od lat 40. ubiegłego wieku kilkukrotnie pojawiały się plany wybudowania lotniska przy ujściu Tamizy. Po szeregu analiz uznano, że istniejące londyńskie porty, a więc Heathrow, Gatwick i Stansted nie są optymalnie zlokalizowane – znajdują się zbyt blisko obszarów zabudowanych lub wymagają, aby samoloty latały dość nisko nad miastem. Pojawiło się kilka potencjalnych lokalizacji nowego lotniska, m.in. Maplin Sands po północnej stronie ujścia, Cliffe i Isle of Grain w hrabstwie Kent, a także obszar w pobliżu wyspy Sheppey.
Plany nowego lotniska były obwarowane kwestiami politycznymi. W 2016 roku londyński Departament Transportu ocenił, że w celu zaspokojenia popytu na Heathrow powinien powstać trzeci pas startowy. Pojawiło się sporo głosów sprzeciwu, m.in. ze strony organizacji ekologicznych, ale zdaniem Borisa Johnsona, ówczesnego burmistrza miasta, istniały tylko dwie realne opcje – albo nowy pas na Heathrow, albo budowa nowego lotniska u ujścia Tamizy.
Pomysły Johnsona spotkały się z merytorycznymi wyjaśnieniami, że nie będzie to optymalny plan. Budowa nowego portu zbyt mocno obciążyłaby podatników, którzy by za to płacili, a do tego istniało ryzyko, że planowane lotnisko doprowadziłoby do zamknięcia Heathrow i wypłaty odszkodowania w wysokości 21 mld funtów. Do tego niezbędne byłyby modernizacje dróg i kolei, co wygenerowałoby kolejny koszt w wysokości 17 mld funtów.
Brytyjska Komisja Portów Lotniczych wydała negatywną opinię na temat budowy nowego lotniska, głównie za sprawą „poziomu ryzyka, prawdopodobnych opóźnień, wysokich kosztów i niepewności co do korzyści ekonomicznych„. Stwierdzono też, że koncepcja „ma istotne wady, które łącznie przewyższają potencjalne zalety„. Na ten moment więc projekt trafił do szuflady i nie wiadomo, czy i kiedy ponownie będzie analizowany.
Everglades Jetport
W 1968 roku pojawiły się plany budowy Everglades Jetport na Florydzie. Miał to być największy port na świecie (pięć razy większy niż lotnisko Johna F. Kennedy’ego w Nowym Jorku) i znajdować się na powierzchni 101 kilometrów kwadratowych, 58 kilometrów na zachód od Miami. Do tego miało mieć sześć pasów startowych, a z racji położenia między wybrzeżami Florydy, planowano również zbudować drogę o szerokości 300 metrów i szybką kolej łączącą lotnisko z obydwoma wybrzeżami – czytamy na portalu One Mile a Time.
Plan szybko zaczął być realizowany – powstał pas startowy o długości ponad trzech kilometrów, ale finalnie projekt nie doczekał się finalizacji. Już w 1969 roku opublikowany został raport, zgodnie z którym lotnisko miało zniszczyć ekosystem południowej Florydy, a tym samym Parku Narodowego Everglades. Był to efekt głośnych strajków ze strony mieszkańców i aktywistów.
Obecnie teren planowanego Everglades Jetport służy jako lotnisko lotnictwa ogólnego i jest obsługowane przez Departament Lotnictwa Miami-Dade. W ostatnich latach odnotowywano tam jednak sporadyczne starty i lądowania, a niekiedy było również użytkowane do wyścigów samochodowych.