Lotnicze grube ryby „zalecają” się do tanich linii. I na razie dostają kosza
Umowy o transferowaniu pasażerów mogą się okazać bardzo istotne dla podróżnych z Polski. Przykład? Obecnie samolot Ryanaira z Modlina melduje się w Kolonii niedługo przed północą, gdy cały ruch na lotnisku zamiera. Gdyby lot był kilka godzin wcześniej, pasażerowie z Modlina mogliby spokojnie przesiąść się na któreś z tanich dalekich połączeń Eurowings – do Tajlandii, na Kubę albo USA. Ale oczywiście nie za darmo.
Tradycyjni przewoźnicy potrzebują tanich linii, bo zarabiają pieniądze przede wszystkim na długich lotach międzykontynentalnych. Na krótkich trasach natomiast głównie tracą, przegrywając konkurencję z low-costami. Dlatego pomysł, by tanie linie dowoziły pasażerów do dużych portów przesiadkowych jest bardzo kuszący.
Tyle tylko, że negocjacje są bardzo trudne. Oprócz kwestii finansowych, dochodzi bowiem masa innych niuansów, np. wystawianie przez linie wspólnych biletów albo prowadzenie jednej odprawy bagażowej dla pasażerów transferowych.
Tanie linie deklarują, że zgłasza się do nich mnóstwo chętnych tradycyjnych przewoźników, ale rozmowy idą jak po grudzie. Kilka dni temu Ryanair przyznał, że prowadzi rozmowy w sprawie dowożenia pasażerów z portugalskim TAP (na lotnisko w Lizbonie), Norwegianem (London Gatwick), British Airways i jedną z dużych amerykańskich linii. Upadły za to negocjacje z irlandzkim Aer Lingus i Virgin Atlantic, bo obie strony nie dogadały się, kto będzie ponosił odpowiedzialność i wypłacał odszkodowania za opóźnione loty transferowe i spóźnianie się pasażerów na przesiadki.
Wielu zainteresowanych zgłasza się też do easyJet, a najbardziej chętna do współpracy jest Lufthansa. Jej prezes miesiąc temu powiedział publicznie, że brytyjska linia miałaby wejść w biznesową współpracę z Eurowings, czyli tanią long-haulową odnogą Lufthansy.
Na odpowiedź easyJet nie trzeba było długo czekać. – Zgłasza się do nas wiele tradycyjnych przewoźników zainteresowanych współpracą, ale w tej chwili nie jest to dla nas priorytet. Ale na pewno tradycyjne linie będą rozmawiały z low-costami, bo to tanie linie zawsze wygrywają na krótkich trasach w Europie – powiedziała Carolyn McCall przy okazji prezentacji wyników easyJet, które po raz kolejny były rekordowe – w minionym roku fiskalnym przewoźnik zarobił na czysto 686 mln funtów.