LOT na zakupach, czyli partnerstwo, akwizycja i powiększanie rynku. Fly4free analizuje
To było wydarzenie, które odbiło się szerokim echem. Specjalny rejs 23 lutego na trasie z Warszawy do Tallinna, zrealizowany Dreamlinerem (który zgromadził wielu miłośników lotnictwa, pisaliśmy o tym na naszych łamach) – oraz podpisana w stolicy Estonii umowa, która pozwala naszemu przewoźnikowi mieć kontrolę operacyjną i przedstawiciela w zarządzie Nordiki. Czyżby początek nowej ery w rozwoju LOT i próba konsolidacji rozdrobnionego rynku lotniczego Europy Środkowo-Wschodniej?
Zacznijmy od podstaw. Nordica to estoński narodowy przewoźnik, który powstał decyzją rządu Estonii w 2015 roku po likwidacji linii Estonian Air. Ma stabilną i ugruntowaną pozycję na rynku w Estonii, skąd obsługuje kilkanaście kierunków europejskich. Już teraz LOT sprzedaje bilety na wszystkie połączenia z Tallinna, jakie ma w ofercie Nordica – m.in. do Brukseli, Wilna, Wiednia, Amsterdamu, Sztokholmu, Oslo, Trondheim czy Kijowa.
Prezes LOTu, Rafał Milczarski, nie kryje entuzjazmu:
– To pierwsza tego typu współpraca dwóch przewoźników z Europy Środkowo-Wschodniej w innowacyjnym modelu biznesowym. Pokazuje, że linie lotnicze z naszego regionu nie muszą być skazane na podporządkowanie wielkim graczom z Europy Zachodniej, utratę swoich narodowych tożsamości i ograniczenie skali działalności. Przeciwnie. Wraz z LOT-em mogą się dalej rozwijać, jednocześnie budując efektywny hub transferowy w centrum regionu, czyli Warszawie, w szczególności w zakresie połączeń dalekiego zasięgu
Prezes ma na myśli m.in. to, że Nordica oprócz sieci sprzedaży korzystać będzie również z innych elementów platformy operacyjnej i komercyjnej LOTu, generując efekt skali – natomiast w ramach modelu biznesowego współpracy, całość ryzyka handlowego połączeń z Tallinna pozostanie po stronie Nordiki.

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl
„Pokaż mi, gdzie są w tym wszystkim zyski”
Co Estończycy wnoszą jako „wiano”? 6 sztuk Bombardierów CRJ-700 i CRJ900, dostęp do rynku estońskiego (jak informuje CEO Nordiki, Jaan Tamm, co czwarty pasażer na lotnisku w Tallinnie podróżuje w ramach ich siatki połączeń) oraz coś nie do przecenienia: zwiększenie wiarygodności na międzynarodowym rynku lotniczym jako solidny partner. Pamiętajmy też o kwestiach wizerunkowych: Estonia w drugim półroczu 2017 obejmie półroczną prezydencję w Radzie Unii Europejskiej.
Dla klientów z rynku estońskiego korzyści są wymierne: zyskują możliwość podróży ze stolicy swojego kraju na długich trasach, z szybkim transferem w Warszawie, do takich miast jak Nowy Jork, Chicago, Toronto, Pekin czy (już wkrótce) Los Angeles – odcinki z Warszawy pokonując na pokładzie Boeinga 787 Dreamliner. De facto, Warszawa może stać się głównym hubem dla pasażerów z tego bałtyckiego kraju. Patrząc na szybki rozwój Estonii, na trwające prace przy przebudowie części z budynków na lotnisku w Tallinnie – widać, że ta współpraca ma potencjał. Miałem okazję porozmawiać z przypadkowymi podróżnymi na lotnisku w stolicy Estonii: dla nich to kusząca opcja.

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl
6 samolotów w cenie nowego Fiata Pandy?
LOT z kolei zyskuje dostęp do maszyn i załóg, samoloty Nordiki będą miały wspólne malowanie (subiektywna opinia: bardzo ładne i eleganckie)… ale nasuwa się pytanie: skąd nasz narodowy przewoźnik wziął pieniądze na takie działania? Wszyscy pamiętamy, że nie tak dawno – cztery lata temu – stał na skraju bankructwa, przed którym uchroniono się dzięki pomocy publicznej: Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła, że przekazane przez Ministra Skarbu 527 mln zł uchroniło spółkę przed upadłością. Cóż, odpowiedź jest prosta: zakup 49 proc. udziałów w Regional Jet to były niewielkie kwoty, pokryte prawdopodobnie z bieżących środków.
Oficjalnie prezesi spółek obu spółek nie podają kwoty transakcji. Nieoficjalnie padają kwoty rzędu 10-35 tys. zł – to cena fabrycznie nowego samochodu Fiat Panda, albo Dacia Logan… z alufelgami i radiem.
Sam LOT także nie traci animuszu, a jego wyniki finansowe za rok 2016 mogą napawać optymizmem.
– Jesteśmy na etapie ostatecznych ustaleń z audytorami. Ale wynik na poziomie operacyjnym wyniesie pomiędzy 180 a 200 mln złotych, a wynik netto ponad 300 mln złotych na plusie – mówi prezes Milczarski, cytowany m.in. przez Rzeczpospolitą.
Kto następny?
Patrząc na rynek Europy Środkowo-Wschodniej, LOT jest chyba jedynym przewoźnikiem, który mógłby pokusić się o próbę konsolidacji rynku. Kto jest „do wzięcia”? Widzę kilka potencjalnych celów ewentualnej akwizycji – chociaż część z nich jest bardziej w kategoriach „myślenia życzeniowego”. Całkiem niedawno wspominało się o słoweńskiej linii Adria (ciekawostką jest to, że jeszcze niedawno Adria współpracowała z… Nordiką), gdzieś w tle przewijają się czasami takie nazwy jak czeskie linie CSA czy rumuński Tarom. No i nie zapominajmy o Air Baltic, który posiada duży potencjał, mając w swoim portfolio ponad 60 kierunków i blisko 2,5 mln przewiezionych rocznie pasażerów. Inna sprawa, że to gracz, którego za równowartość samochodu osobowego nie można przejąć…
Wejście w ewentualną kooperację z Air Baltic – oprócz zwiększenia pokrycia siatki połączeń do krajów Europy Zachodniej – byłoby strzałem w dziesiątkę dla tych, którzy marzą o sprawnym przemieszczaniu się do takich miejsc, których brakuje w obecnej siatce LOTu, szczególnie na wschodnich kierunkach.
Czy doczekamy się LOTu jako dużego gracza na rynku? Czy może sytuacja będzie odwrotna: znajdzie się inwestor, który LOT potraktuje jako inwestycję, na przykład przejmując mniejszościowy pakiet akcji? Najbliższe miesiące pokażą, w którą stronę podąży nasz narodowy przewoźnik.