Fly4free.pl

„Proszę pana, nie poleci pan z tym porożem jelenia między nogami”. LOT świętuje ważną rocznicę

Foto: BriYYZ / Flickr
Równo 50 lat temu LOT wykonał pierwszy lot z Polski do Stanów Zjednoczonych. 17 maja 1972 roku radziecki Iljuszyn Ił-62 był witany z wielką pompą na lotnisku w Chicago. Jak wyglądały wtedy loty transatlantyckie i jak zmieniły się na przestrzeni lat? Zapraszamy Was do naszego wehikułu czasu.

Stany Zjednoczone są od lat jednym z kluczowych kierunków w siatce LOT. Narodowy przewoźnik lata do USA z Warszawy, Rzeszowa, Krakowa i Budapesztu, a w jego siatce połączeń są największe lotniska w tym kraju: Nowy Jork, Newark, Chicago, Miami i Los Angeles. Obsługiwanych przez LOT portów miało być więcej, jednak ekspansję przerwała pandemia koronawirusa, która sprawiła, że narodowy przewoźnik nie uruchomił anonsowanych wcześniej połączeń do Waszyngtonu i San Francisco. Warto więc przy tej okazji nadmienić, jak zaczęła się historia połączeń LOT do USA, tym bardziej, że za kilka dni narodowy przewoźnik będzie świętował 50 rocznicę uruchomienia pierwszego lotu do USA. Było to połączenie do Chicago – 17 maja 1972 roku na płycie amerykańskiego lotniska wylądował radziecki Ił-62 w barwach narodowego przewoźnika. Jak do tego doszło? Kluczowa była oczywiście polityka i przejęcie władzy w PZPR przez Edwarda Gierka, który jako I sekretarz KC postanowił nieco bardziej otworzyć ówczesną PRL na świat. Jedną z decyzji był zakup nowych samolotów dla LOT, dzięki którym narodowy przewoźnik miał wstąpić do ekskluzywnego klubu przewoźników transatlantyckich. Oczywiście, w grę nie wchodziły samoloty zachodnie, a tylko najnowocześniejszy przejaw radzieckiej myśli technicznej – dlatego na VI Zjeździe PZPR w grudniu 1971 roku zapadła decyzje o zakupie przez LOT 7 radzieckich Iłów-62. Samoloty zabierające na pokład od 150 do 180 pasażerów dawały przewoźnikowi możliwość dalekich lotów transatlantyckich, choć jeszcze z międzylądowaniami na tankowanie.

Oczywiście, loty wciąż nie były dostępne dla wszystkich, ale komunistyczne władze poluzowały nieco restrykcyjne przepisy o wydawaniu paszportów. A pierwszym celem na mapie amerykańskich lotnisk zostało Chicago. Dlaczego? Powód był oczywisty – z uwagi na ogromną liczbę Polaków (głównie z Podhala, Podlasia i Podkarpacia), którzy mieszkali w tym mieście. W majowym magazynie pokładowym LOT „Kaleidoscope” czytamy, że w tym czasie w największym mieście stanu Illinois mieszkało ok. 750 tysięcy Polaków i Amerykanów polskiego pochodzenia. A w tym czasie jedynym bezpośrednim środkiem transportu z Polski do USA był słynny statek „Stefan Batory”, na którym rejs trwał ponad tydzień.

Pierwsze Iły-62 LOT otrzymał w 1972 roku i jak przystało na ówczesne czasy, wszystkie były witane z wielką pompą. Weźmy choćby pierwszego lotowskiego Iljuszyna, czyli samolot ochrzczony mianem „Mikołaj Kopernik”.
– Chrzciny odbyły się z wielką pompą na zamu w Olsztynie. Potem w kopernikowskim obserwatorium we Fromborku miał miejsce uroczysty wpis do księgi pamiątkowej – wspomina w „Kaleidoscope” kapitan Tomasz Smolicz, który jako pierwszy oficer uczestniczył w inauguracyjnym rejsie do Chicago.

Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że choć oficjalna propaganda sławiła techniczne zaawansowanie Iłów, to były to bardzo awaryjne samoloty. Widać to zresztą już nawet po pierwszym locie do Chicago. Na jednym z serwisów aukcyjnych znaleźliśmy pamiątkową kopertę z tego wydarzenia. Czytamy na niej, że lot miał być wykonany samolotem Ił-62 „Tadeusz Kościuszko”, jednak tuż obok znajduje się adnotacja, że „z przyczyn technicznych ot odbył się samolotem IŁ-62 Mikołaj Kopernik”.

Foto: Olx.pl

O problemach z tymi samolotami możemy przeczytać na przykład w książce „Wniebowzięte”, opowiadającej o historii LOT widzianej oczami stewardess pracujących w tych latach na pokładzie narodowego przewoźnika.

„(…)Był taki dowcip wśród polskich pilotów latających na radzieckich samolotach – opowiada Kasia Przewłocka. – „Jaki jest najszybszy samolot? Ił-62 przy podchodzeniu do lądowania”. Któregoś dnia zrozumiałam, skąd się wziął – dodaje. – W Nowym Jorku są trzy lotniska: Newark, JFK i LaGuardia. LOT latał na JFK, na które dociera dużo samolotów i zawsze jest kolejka. Maszyny „stoją” w poczekalni, czyli specjalnej przestrzeni powietrznej o owalnym kształcie. Krążą w kółko na różnej wysokości. Jak jedne lądują, następne schodzą niżej i przygotowują się do lądowania. Dolatujemy do Nowego Jorku, po drodze burza, mamy więc duże opóźnienie. Siedzę w kabinie pilotów i nagle widzę – dyskoteka. Wskaźnik paliwa mruga na czerwono. Piloci nie mówią dobrze po angielsku, więc nawigator od razu kontaktuje się z lotniskiem i prosi o zgodę na lądowanie. „Musicie czekać w kolejce”, słyszy. „Nie możemy czekać. Jesteśmy na rezerwie paliwa. Musimy lądować od razu. Jeśli nie zgadzacie się na lądowanie na lotnisku, skierujcie mnie na Atlantyk. Muszę gdzieś wylądować”. „Ale fajnie – myślę – będę miała co opowiadać”. W ogóle się nie bałam, nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się dzieje. Byłam młoda i głupia, a piloci nonszalanccy.Dobrzy i pewni siebie. I co wtedy robią Amerykanie? Rozpędzają wszystkie samoloty, które stoją w poczekalni, żeby LOT mógł wylądować. Oczywiście pasażerowie ani załoga, której nie było wtedy w kokpicie, nigdy się o tym nie dowiedzieli. Kapitan powiedział potem, że tego dnia pobiliśmy rekord iła-62 w powietrzu. Zgodnie z radziecką myślą techniczną powinno nam zabraknąć paliwa. Nie mieliśmy prawa tego przeżyć (…)”.
 
„(…) Zawsze były problemy z lataniem do Nowego Jorku – potwierdza Barbara Witczak-Ambroziewicz. – Mieliśmy dwa rodzaje iłów-62. Tak zwane proste i „m-ki”. „M-ka” miała dodatkowy, siódmy zbiornik paliwa i większy zasięg. Pierwsze loty za Atlantyk odbywały się przez Amsterdam, Shannon albo Reykjavík, bo było tankowane paliwo, a miejsce postoju zależało od cen benzyny. Natomiast na „m-ce” dolatywało się bezpośrednio, ale to wszystko miało sens przy dobrej pogodzie i jeśli nie zamknięto lotniska docelowego, choć każdy samolot, nim wystartuje, musi mieć wyznaczone lotnisko zapasowe i tak obliczone paliwo, by wystarczyło na dolot do niego. Ale ił to był ewenement. Przed startem piloci dziesięć razy sprawdzali pogodę. Pół biedy, jak mgła była nad Montrealem, zapasowe lotnisko wyznaczono w Toronto. Tam na podejściu nie ma tłoku, paliwa spokojnie starczało. Ale jak się przylatywało do Nowego Jorku na JFK, to była tragedia. Chłopy zawsze wrzeszczeli o priorytet do lądowania(…)”.


Przypomnijmy przy tym, że awaryjne Iły odpowiadają za 2 największe katastrofy lotnicze w historii LOT. W 1980 roku Ił-62 Mikołaj Kopernik lecący z Nowego Jorku rozbił się nieopodal lotniska Okęcie, a w 1987 roku doszło do katastrofy w Lesie Kabackim, gdzie z kolei rozbił się Ił-62M „Tadeusz Kościuszko”.

Jak wyglądały loty do USA? Pasażerska galeria osobliwości

Wróćmy jednak do samych lotów do USA, które szybko zaczęły zyskiwać na popularności. 16 kwietnia 1973 roku LOT uruchomił bezpośrednie połączenie z Warszawy do Nowego Jorku. Połączenie to przewoźnik reklamował dość oryginalnie hasłem: „Śniadanie w Warszawie, obiad nad Atlantykiem, kolacja na Manhattanie”. W sieci zachował się nawet krótki film reklamowy, który możecie obejrzeć powyżej.
O kulisach pierwszych lotów znów czytamy we „Wniebowziętych”.
„Na początku lotów do Ameryki w samolotach jest pierwsza klasa. A to dlatego, że maszyny mają prawo międzylądowania w Amsterdamie, żeby zatankować i dobrać pasażerów. Często Niemców, Holendrów, Belgów. Możliwość wysadzenia i zabrania nowych podróżnych jest bardzo korzystna finansowo, a dolanie paliwa niezbędne, by Ił-62, samolot długiego zasięgu, mógł dolecieć na kontynent amerykański. Gdy LOT kupuje jego nowszą wersję,
Ił-62M, z siódmym bakiem, lata już bez międzylądowania i bez pierwszej klasy. Pierwsza klasa oznacza więcej stewardes na pokładzie, porcelanę, czarny kawior i szampana, których pasażer amerykański nie potrafi docenić. Bo do Stanów podróżują najczęściej krewni Polonii amerykańskiej, często z biednych podkarpackich wsi. Osoby bez wykształcenia, które przez lata nie opuszczały swoich miejscowości i którym trudno zrozumieć procedury związane z lataniem. Zdarza się na przykład, że na otwarcie samolotu czekają nie na lotnisku, tylko na schodkach prowadzących do maszyny. Tajemnicą pozostaje, w jaki sposób wchodzą na płytę i trafiają do właściwego samolotu. Upierają się także, by na pokładzie przewozić przedmioty zagrażające bezpieczeństwu”.

 
– Raz jeden pasażer wchodzi do samolotu, niby tak jak pozostali, niesie tobołki, tobołeczki, toboliki i jeszcze poroże. Ogromne poroże jelenia – opowiada Barbara Witczak-Ambroziewicz, która przyleciała zza oceanu kilka dni przed naszą rozmową.
„Proszę pana, pan nie może lecieć z porożem”, mówię. „Jak to nie mogę? Skoro mnie puścili na cle, to znaczy, że mogę”, i idzie na swoje miejsce przy wyjściu awaryjnym. Mości się w kożuchu, nie zdejmuje czapy, poroże wsadza między nogi i czeka na start. „Proszę pana, nie może pan siedzieć przy wyjściu awaryjnym z ogromnym porożem między nogami i lecieć tak przez dziesięć godzin”. „Nie? To co ja mam zrobić?” „Proszę mi je oddać. Ja się nim zajmę”. Wzięłam je i gdzieś upchnęłam.

 

Kolejny przełom? 1989 rok i Boeingi 767!


Następny jakościowy przełom związany z połączeniami transatlantyckimi dokonał się w kwietniu 1989 roku, gdy LOT otrzymał pierwszego Boeinga 767 – jako jedna z pierwszych linii w Europie.  Po latach korzystania z wysłużonych dzieł radzieckich konstruktorów, to była prawdziwa rewolucja. Zresztą, zobaczcie sami, z jaką pompą to wydarzenie relacjonował “Dziennik Telewizyjny”.

Maszyny te przez lata stały się symbolem floty narodowego przewoźnika i latały w barwach LOT jeszcze całkiem niedawno – ostatni Boeing 767 SP-LPA „Warszawa” latał we flocie LOT do jesieni 2013 roku. Więcej na temat tych samolotów pisaliśmy w 2019 roku na naszych łamach.
Reszta to już historia najnowsza, której początkiem jest 2012 rok, gdy LOT otrzymał pierwszego Dreamlinera. Te samoloty stały się początkiem nowego etapu w dziejach narodowego przewoźnika.

***
Podczas pracy nad tekstem korzystałem z książki Anny Sulińskiej „Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u”.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »