REKLAMA

Linie lotnicze są gotowe na święta. Ale czy pasażerowie docenią ich drogocenne starania?

sw mikołaj na lotnisku
Foto: S_Photo / Shutterstock

Od uroczych misiów z lotniska Heathrow, które co roku wprowadzają w magiczny nastrój świąt, przez filmowe kalendarze adwentowe w linii West Jet, aż po Donalda Trumpa u Air New Zealand. Przewoźnicy solidnie przygotowali się do nadchodzącego, bożonarodzeniowego okresu. Tylko czy na pewno podchodzą do tematu od dobrej strony?

Święta zbliżają się wielkimi krokami. Supermarkety już od kilku tygodni bombardują nas kolorowymi światełkami, promocjami na zestawy kosmetyków i skarpetek oraz wszędobylską muzyczną opowieścią o zeszłorocznym, niezbyt udanym romansie, zamkniętej w słowach „Last Christmas, I gave you my heart”. Jarmarki świąteczne, audycje na temat bożonarodzeniowych zwyczajów, miejskie iluminacje i pozostałe elementy dołączają stopniowo, aż w końcu świąteczny szał dosłownie zalewa nas z każdej strony.

I wtedy do akcji wkraczają także linie lotnicze.

Od misiów do Donalda Trumpa

Jednym z najsłynniejszych wydarzeń, które w branży lotniczej zwiastują zbliżające się święta (oczywiście poza zapowiedzią strajków u tego czy innego przewoźnika), są znane, absolutnie urocze misie, które stały się symbolem lotniska Londyn Heahtrow.

Co roku poruszają tematy związane z okołoświątecznym czasem – dobrze znaną nam tęsknotę za bliskimi, odległość w jakiej żyją od siebie rodziny, masę wspomnień, jaką wywołują kolędy i ozdobiona choinka. W tym roku misie jak zwykle są na czasie, a głównym motywem reklamy lotniska jest para, która postanowiła spędzić Boże Narodzenie pod palmami. I choć wszystko wydaje się być na pierwszy rzut oka godne pozazdroszczenia, gdy przychodzi co do czego, misie po prostu tęsknią za tym, przed czym chciały uciec.

Jak się kończy ta banalna, ale jednak całkiem prawdziwa historia? Zobaczcie sami.

Nie wiem, czy to przekona kogokolwiek do odwołania świątecznych wojaży w ciepłych krajach, ale musicie przyznać, że Heathrow wie, jak obudzić w ludziach emocje.

Zupełnie od innej strony świąteczną reklamę ugryzła linia Air New Zealand. Przede wszystkim w filmie wzięły udział dzieci, których rodzice są bezpośrednio związani z przewoźnikiem – córki i synowie pracowników. W sumie 17 dzieci spośród ponad 300 zgłoszonych.

Na filmie widzimy Św. Mikołaja, który przez przypadek wysyła listę niegrzecznych dzieci do ucznia w Nowej Zelandii. A ten ku swojemu przerażeniu odkrywa tam także swoje nazwisko. Dzięki nawiązaniu szybkiej i sprawnej współpracy z Air New Zealand, udaje mu się zorganizować zlot najbardziej niegrzecznych dzieci świata. Wśród nich łatwo zauważyć też chłopca w czapeczce z napisem „Make Christmas Great Again”, co jest oczywistym nawiązaniem do Donalda Trumpa i jego hasła z kampanii w trakcie wyborów w USA.

Czy skończy się równie dobrze, co w przypadku misiów z Heathrow? Zobaczcie koniecznie!

Na bogato do tematu podeszli ludzie z WestJet, którzy zamiast jednego filmu stworzyli ich aż 24 – na każdy dzień przedświątecznego oczekiwania. W reklamach pod wspólnym tytułem „WestJet Christmas Miracle” św. Mikołaj w niebieskim wdzianku zwiedza cały świat. Każdego dnia odwiedza inne miejsce – do tej pory był już m.in. w Londynie, Japonii, Włoszech, na Filipinach i Haiti oraz w Australii. Gdzie zobaczymy go jutro? To się okaże.

Wczoraj do grona świątecznych reklam swoją cegiełkę dorzucił także Ryanair. I o ile każda z linii stawia na podkreślenie swojego charakteru, jednocześnie tworząc jakąś historię, Irlandczycy postawili na to, co charakteryzuje ich najmocniej – sprzedaż. Oczywiście wideo utrzymane jest w świątecznym, nostalgicznym klimacie, ale co przede wszystkim przekazuje? Kup voucher i „daj rodzinie dokładnie to, czego oczekuje”. Ale będąc sprawiedliwym – brzydka ta reklama nie jest. No i wiecie, ja bym tam chętnie przygarnęła taki bon podarunkowy między kolejną porcją karpia, a czwartym talerzem barszczu.

A gdyby tak podejść do tego inaczej?

Świat marketingu nie jest mi obcy i doskonale rozumiem, że większość firm chce złożyć nam świąteczne życzenia. W różnej formie te wszystkie „zdrowych i spokojnych” dostajemy od marketów, kontrahentów, sklepów internetowych, a nawet spółdzielni mieszkaniowych czy gabinetów lekarskich. Czemu więc nie mielibyśmy otrzymać ich od linii lotniczych, które przecież chciałyby, żebyśmy byli do ich marki przywiązani równie mocno, jak do rodziny i tradycji.

Czy kręcenie reklam, które kosztują niemało ma jakikolwiek sens? Jasne, oglądamy je z przyjemnością, nie kojarzymy z typowym reklamową papką, ale przecież doskonale wiemy, po co są. I tak, niektóre (albo większość) z nich są przepiękne, urocze, rozczulające czy świetnie nakręcone. Nie można im niczego zarzucić, a pewnie i niejednej osobie łezka się w oku zakręci, gdy będą oglądać je podczas świątecznych przygotowań.

Ale w gruncie rzeczy chyba i tak większość z nas zamiast oglądać nawet najlepsze dzieła reklamowe świata wolałaby polubić linię za świąteczne promocje – tańsze bilety chociażby na tzw. trasach emigracyjnych (jak pomiędzy Polską a Wielką Brytanią), zniżkę na bagaż rejestrowany (pierogi się same nie przewiozą!) czy wyjątkowe odstępstwo od sadzania ludzi z jednej rezerwacji na dwóch końcach samolotu. To by dopiero były święta! I od razu każdy by czuł, że w tym roku gwiazdka przyszła wcześniej.

W tej kwestii pokładałam spore nadzieje w dziale marketingu PLL LOT, który może na co dzień nie kojarzy się z gigantycznymi promocjami, ale w zeszłym roku przygotował na święta coś specjalnego. Promocyjny kalendarz adwentowy, jak nazywała się akcja polegał na tym, że codziennie od początku grudnia aż do wigilii, przewoźnik ogłaszał jakąś promocję – na inny kierunek. I gdy już czujesz, że wreszcie coś drgnęło, że to fajne, udane i potrzebne… przychodzi kolejny rok i powtórki z rozrywki nie ma. Ani niczego innego w zamian.

Czekam więc na linię, która zamiast pakować budżet na reklamę, de facto zainwestuje go w nas – pasażerów. I to nie jednorazowo, a co roku. Takie tradycji niech stanie się zadość. I wtedy to ja się nawet chętnie do danej linii przywiążę. Oczywiście tylko w przenośni i dopóki ktoś inny nie przebije jej cen.

Czyli na jakiś tydzień. A może dobre i to?

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


Port w Mykonos
Najlepsza oferta

Mykonos na 5 dni za 1023 PLN

Rafał Waśko | 2019-10-17 21:46
REKLAMA
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel