Linie lotnicze mają sposób, byśmy płacili więcej za bilety! To… tanie taryfy – przyznaje lotnicza „szycha”
Taryfy typu basic to najgorętszy trend tego roku w branży lotniczej, dzięki któremu tradycyjni przewoźnicy starają się konkurować z liniami niskokosztowymi. Opierają się na prostym założeniu: płacimy właściwie tylko za przelot i prawo zabrania ze sobą małego plecaka, a za wszelkie inne udogodnienia, np. bagaż podręczny, trzeba słono dopłacać. Linie lotnicze wykorzystują to więc na potęgę, np. w taniej taryfie na dalekie trasy linii Aer Lingus trzeba dopłacać za kocyk i słuchawki.
Najdalej jednak w dodatkowych opłatach związanych z taryfami basic posunęła się amerykańska „wielka trójka”, a więc takie linie jak: United, Delta i American, gdzie w „gołej taryfie” nie można korzystać z luku bagażowego nad głową, a do samolotu wchodzimy na samym końcu.
Gdzie tkwi haczyk? Pasażerowie szybko odkryli, że taryfa basic to sprytny sposób na ukryte podwyżki cen, bo od razu po ich wprowadzeniu wzrosły stawki w klasycznej taryfie ekonomicznej. A ceny w taryfie basic na wielu trasach szybko zrównały się z tymi z dawnej klasy ekonomicznej, gdzie bez dodatkowych opłat mogliśmy liczyć na przekąskę czy zabranie dużego bagażu podręcznego. Linie lotnicze do tej pory odpierały zaś te zarzuty, twierdząc, że ceny biletów spadły. Aż do teraz.
– Taryfy typu basic to nie jest żadna obniżka cen. Gdy nasi pasażerowie widzą ofertę typu basic economy i porównują ją sobie z produktem klasy ekonomicznej, ponad 50 proc. z nich dokupuje dodatkowe usługi albo zmienia taryfę podróży na ekonomiczną – powiedział podczas spotkania z inwestorami Robert Isom, prezydent i dyrektor operacyjny American Airlines, czyli największej linii lotniczej na świecie (w 2016 r. przewiozła 198,7 mln pasażerów).
Po raz pierwszy linia lotnicza przyznała się więc do ukrytej podwyżki cen. W komentarzu telewizji CNBC czytamy, że największym sukcesem American Airlines jest to, że pasażerowie chcą dopłacać duże sumy, aby… tylko nie lecieć w taryfie basic.
Dzięki temu, wyniki przewoźnika kwitną – w ciągu najbliższych 4 lat American Airlines chce zwiększyć przychody aż o 3,9 mld USD. Jednym z głównych źródeł wpływu, oprócz większej liczby foteli w samolotach, mają być też pieniądze od pasażerów, którzy będą wnosili na rzecz przewoźnika dodatkowe opłaty. Czyli te, które nie są wliczane w koszt biletu.
Czy droższe bilety to problem? I tak, i nie
W przypadku American Airlines i innych przewoźników największą wadą prostych taryf jest to, że za te same pieniądze otrzymujemy znacznie mniej i gorszej jakości usługi niż u tanich przewoźników. Z drugiej strony – taryfy basic są świetne dla pasażerów z dużym samozaparciem i umiejętnością planowania. Jeśli zabierzemy na drogę kanapki i napoje i jeśli uda nam się spakować w ten mały plecak, który możemy zabrać w ramach takiej taryfy, to możemy upolować naprawdę fajną cenę za naszą podróż.
Ale inną kwestią jest to, że bardzo wielu pasażerów nie potrafi właściwie oszacować własnych potrzeb i wymagań podczas kupna biletu. Decydują się, więc na najtańszą możliwą taryfę, a tuż przed lotem… dokupują dodatkowe usługi i płacą gapowe. W konsekwencji płacą znacznie więcej za bilet niż gdyby od początku zdecydowali się na produkt wyższej klasy.
– Ponad 3/4 naszych pasażerów dokupuje bagaż nadawany tuż przed lotem jako dodatkową usługę – mówi Ian Chambers, dyrektor handlowy brytyjskiej taniej linii lotniczej Monarch.
Te informacje oznaczają więc tylko tyle, że kupując bilet na lot, trzeba być znacznie bardziej uważnym niż wcześniej. Bo o przepłacenie jest dużo łatwiej niż kiedyś.