Lecisz do Izraela z Polski? Jeśli masz „złe” pieczątki w paszporcie, przygotuj się na duże kłopoty
Podróż do magicznego Izraela za drobne? 100-150 PLN za bilet w dwie strony z kilku regionalnych portów lotniczych w Polsce do Tel Awiwu… w tym możliwe loty okołoweekendowe i tak lubiane przez naszych czytelników „jednodniówki”? Brzmi świetnie!
Informowaliśmy was kilkakrotnie o takich okazjach na przestrzeni ostatnich miesięcy. Tylko czy aby na pewno jest to świetna oferta dla wszystkich? Nie od dziś wiadomo, że Izrael ma dosyć restrykcyjną politykę, dotyczącą zasad wjazdu do tego kraju. Ktoś, kto wcześniej odwiedził Iran, Turcję czy Egipt – może spodziewać się problemów na granicy. Czy coś się zmieniło? Decyduję się polecieć i przekonać osobiście.
***
Pakuję plecak na szybki, jednodniowy wypad do Izraela. Plan napięty, ale realny: wylot z Lublina o godzinie 5:00, przylot do Tel Awiwu o 9:35. Czas na miejscu? Kilkanaście godzin: można w tym czasie zwiedzić Tel Awiw i Jafę, poopalać się na plaży lub zrobić fotograficzny rajd śladem zgrupowania prawie 5 tys. budynków wzniesionych w stylu Bauhaus. A przy dobrym planowaniu, odwiedzić Jerozolimę i wybrać się na spacer śladami Biblii. Zwieńczeniem intensywnego dnia będzie nocny powrót do Polski, ponownie na pokładzie LOTu.
W moim aktualnym paszporcie mam wklejoną wizę do Iranu. Mam w nim także wizy do m.in. Kazachstanu, Chin, Rosji, kilku krajów afrykańskich. Dodatkowo, w tym roku już byłem w Izraelu. Jednym słowem: paszport obieżyświata. Lecimy grupką 6-osobową, każdy z nas odwiedził wiele krajów i przekraczał niejedno przejście graniczne. Wylatujemy o czasie z Lublina, nad ranem 22 czerwca 2017, podróż na pokładzie Boeinga LOTu odbywa się szybko i bezproblemowo. Wszyscy szykujemy się na ciekawy dzień.

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl
***
Nasza grupa poleciała z bagażami podręcznymi, tylko jeden z nas nadał bagaż do luku samolotu. Po wylądowaniu i opuszczeniu pokładu, przechodzimy przez lotnisko w drodze do kontroli paszportowej, obserwując jak ubrani po cywilnemu tajniacy podchodzą do niektórych osób i zadają im pytania dotyczące celu przyjazdu do Izraela. Do nas nikt nie podchodzi, więc po kilku minutach jesteśmy przed stanowiskami, gdzie izraelscy urzędnicy oglądają paszporty i wydają wizy. To znaczy mają oglądać, bo na razie tłum gęstnieje, do obsługi podróżnych otwarte są tylko 2 stanowiska – kolejne 2 dedykowane są wyłącznie obywatelom Izraela.
Czekamy całą grupą, kolejna porusza się w ślimaczym tempie. Na szczęście, po krótkiej rozmowie z pracownikami lotniska, umożliwiono skorzystanie ze stanowisk dla obywateli Izraela przez posiadaczy innych paszportów. Podchodzimy do budki, w której rezyduje pogranicznik. Sukces?
Na pierwszy ogień idę ja. Kilka pytań o cel podróży, zdziwienie, że przylatuję na kilkanaście godzin, pobieżne kartkowanie paszportu (żadnych pytań o moją wizę irańską, to ważne w kontekście późniejszych zdarzeń) i za chwilę mam w ręce wizę wjazdową do Izraela. Pani z obsługi lotniska, którą poprosiliśmy o pomoc w umożliwieniu skorzystania ze stanowisk dla mieszkańców Izraela, cały czas była w środku. Po tym, jak wyszła, do stanowiska podchodzą kolejne osoby z naszej grupki. 3 przechodzą relatywnie szybko, ale potem… zaczynają się problemy.
Kolejna osoba (Tomek) ma w paszporcie wizę turecką i irańską. Następuje długie „maglowanie”, wypytywanie się o cel wizyty w Izraelu, powody odwiedzin w Turcji. Pytania są dziwne, urzędnik spokojnym głosem każe Tomkowi przejść do innego pomieszczenia, gdzie ma nastąpić dalsze przesłuchanie. Ostatnią osobą z naszej grupy jest Kamil, który w ubiegłym roku razem z żoną zwiedzał przez tydzień Iran. Tutaj sytuacja podobna: nietypowe pytania, dokładne kartkowanie paszportu… których finałem jest skierowanie na dodatkowe przesłuchanie.
Nie pozwolono nam na pozostanie z naszymi kolegami, przeszliśmy więc przez ostatnie bramki (zwalniające blokadę po przyłożeniu do nich wizy) – i tym samym zostaliśmy rozdzieleni.
***
Następne dwie godziny upłynęły na niepokoju o naszych kolegów. Nie dają żadnych znaków życia, nie odbierają telefonów, nie odpisują na SMSy. Pracownicy obsługi lotniska nie pozwalają nam cofnąć się do miejsca, w którym nas rozdzielono. Odsyłają do informacji, w której jedyne, co się udało uzyskać, to numer telefonu, pod którym można dowiedzieć się, czy dane osoby już przekroczyły granicę. Pod podanym numerem nikt nie odpowiada, nasz plan staje się coraz bardziej napięty.
Decydujemy się odebrać bagaż jednego z naszych zatrzymanych kolegów i kontynuować wycieczkę według ustalonego przez nas planu – licząc, że Tomek i Kamil do nas dołączą. Na minutę przed odjazdem autobusu do Jerozolimy (z terenu portu lotniczego), gdy siedzimy już w środku, pojawia się zdyszany Tomek. Już w drodze opowiada nam, że sytuacja była co najmniej dziwna: razem z nimi przetrzymywano również dwójkę innych Polaków, prowadzący przesłuchanie nie chce wierzyć, że ktoś może przylecieć do Izraela na kilkanaście godzin, że istnieją takie tanie bilety lotnicze między Polską i Izraelem, że na portalu Fly4free.pl takich okazji można znaleźć więcej. Mur niezrozumienia: wszyscy byli uprzejmi, ale stanowczy. Świetnym angielskim zakomunikowali, że muszą uzyskać dodatkowe informacje.
Jak relacjonuje Tomek, gdy opowiadał urzędnikowi, że w Iranie m.in. jeździł na nartach – był szczegółowo wypytywany o góry w Iranie, włącznie z powątpiewaniem, czy w tym kraju da się jeździć na nartach. Nasi koledzy widzieli, że próbowaliśmy się z nimi skontaktować, trwało przesłuchanie, nie odbierali telefonów. Po blisko 2 godzinach „maglowania” Tomek został wypuszczony – i jedzie z nami. A co z Kamilem? Żadnych informacji. Tomek twierdzi, że za chwilę pewnie także dojedzie.
Nie dojechał.
***
Resztę dnia spędziliśmy w Jerozolimie i Tel Awiwie, zachodząc w głowę, gdzie jest Kamil. Przyjemność zwiedzania zmącona była obawami o naszego kolegę. Gdy wróciliśmy na lotnisko, rozmowy z pracownikami odpowiedzialnymi za kontrolę przebiegały równie dziwnie. Kolejny raz powątpiewanie w tak tanie bilety między Polską i Izraelem – włącznie z pokazywaniem nam „regularnych” cen – dopytywanie się o odwiedzone kraje (z detalami, typu żądanie podania informacji, gdzie się zatrzymywaliśmy w danym kraju, czy mamy tam przyjaciół, czy ten kraj jest w porządku dla nas). I oczywiście bardzo szczegółowa kontrola osobista, mimo że do odlotu pozostało bardzo mało czasu.

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl
Idziemy na chwilkę do saloniku lotniskowego… w którym napotykamy zdenerwowanego Kamila! Czyżby nie wyszedł przez te kilkanaście godzin z terenu lotniska?! Jego opowieść robi na nas wrażenie:
– Historię do momentu wypuszczenia Tomka już znacie. Myślałem, że za chwilę wypuszczą i mnie – mówi Kamil. – Gdybym wiedział, jak bardzo się myliłem…
– Co się stało?
– Wypytywali mnie o wszystko, niektóre pytania były absurdalne, na przykład dlaczego zwiedzam meczety, skoro nie jestem muzułmaninem. Na początku było miło, pytano mnie, jak się czuję i kiedy przyleciałem. Człowiek prowadzący rozmowę powiedział mi, że on nie gryzie i jest po to, aby mi pomóc w sprawnym przeprowadzeniu kontroli. Pytał się, z kim leciałem, skąd pomysł, aby z ludźmi poznanymi w internecie lecieć aż tak daleko… i czy długo znam wszystkich z grupy, z którą przyleciałem.
– Nas?
– Tak. Gdzie z wami byłem, jak długo, dlaczego do tej pory były to lokalizacje raczej blisko Polski. Ludzie wchodzili, wychodzili, a ja dalej byłem maglowany. Padło pytanie o bilet, skąd go wziąłem, ile zapłaciłem. Prowadzący rozmowę nie wierzył, że może tak mało kosztować. Dodał, że to dziwne, iż przyleciałem w środku tygodnia a nie w weekend… oraz że nie powinienem jako prawnik robić takich rzeczy.
– Ale jakich?!
– Też sobie zadaję to pytanie. Może mam latać drogimi liniami lotniczymi, aby być według nich OK?
– A wypytywali cię o rodzinę?
– No jasne! Prześwietlali mnie skrupulatnie: rodzina, stan cywilny, gdzie pracuję i jak pracuję. I dodatkowo: co robi moja żona, czym się zajmuje dokładnie jako geolog. Potem podsunął mi karteczkę, abym podał dane dotyczące mojego pracodawcy i mojego domu. A tam konieczność odpowiedzi na pytania o telefony i adresy e-mail, oraz imiona rodziców i dziadków. Jak wpisałem numer firmowy, a nie dodałem adresu mailowego do naszej kancelarii – to od razu pytano, dlaczego go nie podałem…
– Nieźle…
– To jeszcze nic, najgorsze było potem. Nie wiedziałem czy będą dzwonić do moich rodziców i dziadków, a zostałem zasypany pytaniami o znajomych w Turcji albo Iranie. Nie mam takich, więc powiedziałem, że to mnie chyba nie dotyczy. Prowadzący wziął mój telefon i wpisał prefix numeru do Iranu i Turcji. Okazało się, że mam numer WhatsApp kogoś z Iranu, prawdopodobnie któregoś z taksówkarzy albo właścicieli hosteli. Sam byłem zdziwiony – a mina prowadzącego sprawiła, że zacząłem się pocić.
– A nie wspomniałeś, że jesteś w Polsce prawnikiem?
– Jasne że wspomniałem! Ale ich to nie interesowało, uznali że jestem podejrzany, bo przyleciałem z Lublina na kilkanaście godzin, aby robić zdjęcia w Jafie. Jak już kolejny raz skończyli ze mną rozmawiać, wyproszono mnie do poczekalni. Znów musiałem czekać, kolejne 50 minut. Po blisko 6 godzinach urzędnik przyszedł ponownie, podał mi paszport z wizą izraelską… i kazał sobie iść.
– I nie chciałeś do nas wtedy dojechać, zadzwonić?
– Byłem wrakiem człowieka, przemaglowali mnie strasznie. Czułem się fatalnie, więc poleżałem pół godziny pod palmą, potem pojechałem do centrum Jafy coś zjeść i wróciłem na lotnisko. Nie było sensu Was szukać i gonić…
– A czy przy przechodzeniu przez kontrolę na lot powrotny, także miałeś jakieś przygody?
– Tak, kontrola mojego bagażu podręcznego i mojej osoby trwała godzinę i 10 minut. Sprawdzano dokładnie każdy szew w moich rzeczach, prześwietlano wszystko – opowiada Kamil. – Ponownie pytano mnie o Turcję, o Iran, musiałem opisać szczegóły swoich podróży. Co najlepsze, w pewnym momencie kontrolujący mnie ludzie oznajmili mi wprost, że podejrzewają iż przemycam coś z Iranu, że na pewno przyleciałem na tak krótko tylko po to, aby komuś coś przekazać, albo w celu odebrania czegoś w Izraelu – dodaje Kamil. – Zrobili ze mnie terrorystę i przemytnika – z goryczą komentuje nasz kolega.
***
Lądujemy w Polsce. To był niezapomniany wyjazd, z wielu względów. Za cenę porównywalną z wyjściem na kolację, ujrzeliśmy zabytki Jerozolimy, kąpaliśmy się w Morzu Śródziemnym, widzieliśmy las wieżowców w centrum Tel Awiwu i Kopułę na Skale, tak ważną dla wyznawców islamu. Ale nie wszyscy z nas mieli to szczęście – Kamil ten wyjazd będzie wspominać zupełnie inaczej.

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl
Podobnych historii w przypadku świeżo otwartych połączeń LOT słyszeliśmy jako redakcja więcej. Nie może to dziwić, bo Turcja czy Egipt to przecież popularne cele wakacyjnych wyjazdów Polaków. Zwróciliśmy się w tej sprawie o komentarz do LOT.
– Pragniemy przypomnieć naszym pasażerom, że przed zakupem biletu powinni dokładnie zapoznać się z przepisami imigracyjnymi obowiązującymi w danym kraju. LOT jako przewoźnik lotniczy nie ma wpływu na procedury krajów przyjmujących. Niemniej jednak rozumiemy, że obowiązujące regulacje mogą powodować trudności dotykające pasażerów np. w czasie kontroli na lotnisku – dlatego na miejscu zawsze jest obecny nasz przedstawiciel, jak również członkowie Załogi gotowi pomóc na wypadek takich sytuacji – usłyszeliśmy w biurze prasowym przewoźnika.
Drodzy Czytelnicy: jeżeli wybieracie się do Izraela, sprawdźcie swój paszport i przygotujcie się na wiele pytań, dotyczących waszych podróży. A jeżeli odwiedziliście wcześniej takie kraje jak Turcja (tak chętnie odwiedzana przecież przez naszych rodaków w ramach wyjazdów wakacyjno-urlopowych) czy Iran – przemyślcie dwukrotnie zasadność takiego wyjazdu.
Oczywiście, nie chcę nikogo straszyć. Równie dobrze wszystko może pójść gładko i szybko. Ale lepiej pamiętać, że przekraczanie granicy Izraela to dosyć nietypowe zajęcie. Warto brać to pod uwagę, zwłaszcza gdy cena biletów lotniczych jest bardzo kusząca.