Kwarantanna last minute. Drogi rządzie, znów masz w nosie turystykę i podróżnych
Nie neguję w ciemno samej kwarantanny, która być może jest potrzebna, ale forma wprowadzenia nowych przepisów woła o pomstę do nieba: jest ciosem dla całej branży turystycznej i samych podróżnych, którzy mogą sobie przypomnieć zeszłoroczny chaos z zakazami lotów.
Jeśli pandemia koronawirusa nauczyła nas czegokolwiek, to przede wszystkim tego, że nie można być pewnym niczego. Jeszcze kilka dni temu przekonywano nas, że sytuacja jest pod kontrolą i choć ogólne przepisy o kwarantannie nie będą luzowane, to jednak nie będzie problemu z tym, aby w szybki sposób się jej pozbyć, wykonując test na COVID-19. W środę sytuacja zmieniła się drastycznie. O ile bowiem należało się spodziewać zwiększenia restrykcji dla podróżnych z Wielkiej Brytanii, o tyle całkowitym szokiem była ogłoszona popołudniu decyzja o tym, że wydłużenie obowiązkowej kwarantanny dla niezaszczepionych obejmie też inne kraje. Tym bardziej, że ogłoszone zmiany weszły w życie już od północy następnego dnia.
Mamy tu więc przykład totalnego chaosu ze strony rządu, który przywołuje na myśl najgorsze doświadczenia ubiegłorocznych wakacji, gdy funkcjonowały słynne już listy z zakazami lotów do konkretnych państw. Też niemal cały czas uaktualniane na ostatnią chwilę, często według zupełnie niemiarodajnych kryteriów, co prowadziło w efekcie do sytuacji, gdy pasażer kładący się spać nie mógł być pewien, że jego planowany na dzień jutrzejszy lot się odbędzie. Ale nie mogło być inaczej, skoro rozporządzenia z listą państw były publikowane na 2-3 godziny przed ich wejściem w życie. Czasem prowadziło to zresztą do absurdalnych sytuacji, jak wtedy, gdy na liście krajów z zakazem lotów do Polski znalazła się Andora, która… nie posiada nawet lotniska, z którego można wykonywać loty międzynarodowe.
Ale ok, było minęło. I nawet trauma prawie zniknęła – można by więc podejrzewać, że w ciągu roku rządzący wyciągnęli jakieś wnioski z tej sytuacji. Tymczasem ogłoszone rozporządzenie nie dość, że zostało wprowadzone w trybie last minute, ale też zostało napisane w straszliwie nieprzejrzysty sposób. W efekcie zamiast jakiejkolwiek klaryfikacji mieliśmy domysły i wątpliwości dotyczącego tego, czy aby na pewno podróżni wracający do naszego kraju z Bułgarii, Rumunii, Cypru czy Chorwacji (która chce w tym roku przyjąć grubo ponad 1 mln Polaków!) będą musieli po powrocie poddawać się obowiązkowej, minimum 7-dniowej kwarantannie. I dopiero po kilkunastu godzinach wszelkie wątpliwości rozwiała Straż Graniczna.
Ale rozporządzenie pisane na kolanie nie jest wcale najgorszą rzeczą. Dużo większym problemem jest tryb wprowadzania tych zmian, który uderza w tysiące ludzi przebywających obecnie na wakacjach poza Schengen lub dopiero co mających wybierać się na urlopy. W sposób oczywisty uderzy to też w biura podróży, które dopiero co zaczęły się podnosić po kolejnym lockdownie, a teraz z pewnością mocno odczują nowe przepisy w kontekście tak popularnych krajów jak Turcja czy Egipt.
Widać to dokładnie w apelu Polskiej Rady Turystyki, która uważa, że decyzja ta jest „szkodliwa społecznie i gospodarczo” i apeluje do premiera o jej pilne wycofanie.
„Decyzja rządu, aby wszyscy podróżni wracający z krajów spoza strefy Schengen trafiali do kwarantanny jeśli nie są zaszczepieni, jest szkodliwa społecznie i gospodarczo. Może spowodować bankructwa firm turystycznych” – czytamy w liście otwartym.
Polska Rada Turystyki żąda też :zmiany decyzji i zdjęcia ograniczeń z osób podróżujących do kurortów turystycznych objętych regulacją albo wprowadzenia pełnej refundacji kosztu testów wymaganych na wjeździe do kraju”.
Jak duże straty poniosą biura? Tak naprawdę trudno powiedzieć, bo pamiętajmy o tym, że zmiany dotyczą tylko osób niezaszczepionych, które co do zasady i tak rzadziej wybierały zagraniczne wojaże. Od tego, jak duży odsetek wyjeżdżających zagranicę stanowią osoby bez szczepienia przeciw COVID-19, będzie zależało to, jak ostatecznie będzie wyglądał ten sezon turystyczny.
Ale jest jeszcze jeden aspekt, czyli nieprzewidywalność rządzących. Bo rozumiejąc, że w pandemii sytuacja zmienia się dynamicznie, nie możemy zapominać o tym, że można to wszystko zorganizować w sposób mniej dolegliwy dla podróżnych i branży turystycznej, z którą koronawirusowy kryzys obchodzi się szczególnie ciężko.
Nawet Wielka Brytania, która w ostatnich kilkunastu miesiącach zasłynęła mnóstwem nagłych (i nie zawsze logicznych) zwrotów akcji w temacie wakacyjnych wyjazdów i potencjalnych kierunków, zawsze ogłasza swoje decyzje z kilkudniowym wyprzedzeniem, dając swoim obywatelom szanse choćby na bezpieczny powrót do kraju.
Chciałbym się mylić, ale obawiam się, że rząd nie wyciągnął wniosków z zeszłorocznych zakazów lotów. A szkoda, bo ceną za to będzie niepewność, czyli coś, co będzie długo chodziło za klientami biur podróży i samymi touroperatorami. Jedyny plus (ale bardziej jako szczęście w nieszczęściu) to szansa na to, że być może więcej osób zdecyduje się zaszczepić przeciw COVID-19. Choć wolałbym, aby nie musiały przy tym stawać przed takimi dylematami…