Kupiłeś zbyt tani bilet? Linia będzie cię gnębić, żebyś go oddał. A potem odsprzeda 10 razy drożej
Co to jest "post-booking revenue" i jak zarabiają na tym linie lotnicze?
W telegraficznym skrócie są to wszystkie zakupy w linii lotniczej, które robimy już po dokonaniu rezerwacji. Jeszcze całkiem niedawno była to całkiem prosta zależność, którą można było streścić następująco: dobrze się zastanów, ile bagażu i jakich dodatkowych usług potrzebujesz. Bo gdy już kupisz bilet i będziesz chciał coś do niego dokupić, cena będzie znacznie wyższa niż pierwotnie. Teraz proces ten jest już znacznie bardziej rozbudowany, a jednym z jego kluczowych jest zarządzanie popytem na lotach, które cieszą się dużym zainteresowaniem.
Przykład? Ot, choćby słynne maile Wizz Aira, który z wyprzedzeniem szuka ochotników chętnych do odstąpienia swojego miejsca w samolocie w zamian za gratyfikację finansową (i to dość skromną, dodajmy). W tym przypadku motywacją linii jest potencjalny overbooking, ale okazuje się, że linie lotnicze idą z tym procederem dalej. Za cel biorąc sobie często… pasażerów z najtańszymi biletami.
Sousse od 2384 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Dahab od 2426 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Poznań)
Kreta Wschodnia od 2211 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Wrocław)
W jaki sposób linie zachęcają pasażerów do zrezygnowania ze swojego lotu?
Kilka dni temu w sieci pojawił się pozornie neutralny komunikat prasowy. Linia Southwest Airlines podpisała umowę z firmę Volantio i dołączyła do jej tzw. Re-Commerce Platform, która pomaga liniom lotniczym lepiej „zarządzać popytem na poszczególnych lotach”. Nawet w sytuacji, gdy bilety zostały już sprzedane.
„Innowacyjna platforma Volantio daje nowe sposoby wskazywania i nagradzania pasażerów przy jednoczesnym zwiększaniu przychodów przewoźników w okienku po dokonaniu rezerwacji. To sytuacja win-win dla Southwest i pasażerów” – zachwala Matt Louis, wiceprezes ds. zarządzania przychodami w linii Southwest Airlines.
System pomaga wskazywać linii najbardziej atrakcyjne loty z punktu widzenia wypełnienia samolotu i sprzedaży biletów, na około tydzień przed jego startem. Następnie platforma Volantio pomaga linii wystosować na tej trasie powiadomienia dla pasażerów (przede wszystkim tych, którzy kupili bilety na swoje połączenia w szczególnie niskich cenach), którym oferuje… „większą elastyczność„. Bo tak firma Volantio nazywa propozycję zmiany daty wylotu – na połączenie cieszące się mniejszym zainteresowaniem.
Jak czytamy w serwisie Paxex.aero, Volantio przewiduje formę gratyfikacji dla chętnych pasażerów (najczęściej w formie voucheru do wykorzystania na przyszłe podróże), choć nie zawsze. W efekcie ma to doprowadzić do sytuacji, gdy ochotnicy oddadzą swoje miejsca, a linia sprzeda je w ostatniej chwili. Nie trzeba przy tym dodawać, że zrobi to po znacznie wyższej cenie i raczej nie będzie miała z tym problemu.
Co mogą zyskać pasażerowie?
Jakie są zyski dla pasażerów? W branżowych mediach czytamy, że to przede wszystkim oszczędność czasu dla pasażera, który w sytuacji „zagrożenia” overbookingiem nie musi jechać na lotnisko, więc oszczędza czas i nerwy. Oczywiście, sam przewoźnik milczy na temat etyczności stosowania overbookingu, ale nie jest to zaskoczeniem.
Jak nietrudno zgadnąć, pasażerowie nie są zachwyceni nową usługą. Wskazują m.in. na bardzo niewielkie benefity, na jakie mogą liczyć potencjalni „ochotnicy” do zwolnienia lotu. Innym problemem jest też to, że nowy system w przypadku zmiany dat pozbawia ich też wcześniej zakupionych dodatkowych usług, np. możliwości dokonania wcześniejszej odprawy.
Które linie korzystają z tego systemu?
Choć opinie na temat nowej usługi są raczej mieszane (delikatnie mówiąc), to liczba przewoźników, którzy stosują tego typu praktyki, jest coraz większa. Z samego tylko wspomnianego w tym tekście systemu Volantio, korzystają oprócz Southwest Airlines także Aeromexico, Air Canada, Air Europa,, Alaska Airlines, Avianca, saudyjski Flyadeal, Icelandair, Japan Airlines, Jetstar, Qantas, Scoot, Volaris oraz hiszpański Vueling.
Czy wkrótce dołączą do nich kolejne? Choć system nie brzmi zbyt zachęcająco dla pasażerów, to wydaje się to kwestią czasu. Tym bardziej, że Volantio kusi przewoźników możliwością zwiększenia przychodów o 1 punkt procentowy. Mało? W branży opartej na tak minimalnym poziomie rentowności, jest to wartość absolutnie nie do pogardzenia.
👉 Dzięki systemom takim jak Volantio Re-Commerce Platform, przewoźnicy wysyłają pasażerom z najtańszymi biletami powiadomienia z propozycją zmiany terminu lotu.
👉 Celem tych działań jest zwolnienie miejsc na popularnych rejsach, by móc je odsprzedać drożej w ostatniej chwili.
👉 Pasażerowie krytykują system za niskie rekompensaty i ryzyko utraty wcześniej opłaconych usług, wskazując na wątpliwą etykę praktyki.






Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?