Wojna na Bliskim Wschodzie zmieniła nasze turystyczne nawyki, ale tanie podróże wciąż są możliwe! Jak? Zapiszcie te 5 punktów
Kryzys na Bliskim Wschodzie i ogólna niepewność związana z brakami paliwa lotniczego sprawiła, że znów zmienił się sposób, w jaki planujemy nasze podróże, a także to, dokąd chcemy podróżować. Co się zmieniło i jak wpłynie to na rynek podróży? Sprawdźmy.
1. Znów rezerwujemy bilety w ostatniej chwili
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak powrót do czasów pandemii koronawirusa, gdy podróżni też decydowali się na zakup lotów w krótkim odstępie przed planowaną podróżą. Tak wtedy jak i teraz mogliśmy bowiem liczyć na naprawdę atrakcyjne ceny biletów. Różnica w podejściu jest jednak zasadnicza – dziś czekamy z rezerwacjami do ostatniej chwili, bo nie mamy pewności, jak będą wyglądały ceny biletów w szczycie sezonu wakacyjnego. A jednocześnie wstrzymując się z podróżami wywieramy presję na linie lotnicze, które muszą trzymać niskie ceny biletów, aby zachęcić nas do latania. Widzą to sami przewoźnicy.
– Okno rezerwacyjne jest teraz znacznie krótsze. Zmieniły się też kierunki, do których podróżujemy – zamiast wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, wybieramy zachodnią część – mówi cytowany przez Reutersa Ken Jarvis, prezes easyJet.
Niepewność widać też po rezerwacjach w sezonie wakacyjnym – w przypadku easyJeta wypełnienie samolotów w szczytowym okresie od lipca do września wynosi obecnie ok. 30 procent, a kolejne wzrosty rezerwacji są dużą niewiadomą.
Riwiera Albańska od 2457 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Costa Brava od 2445 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Wrocław)
Sharm El Sheikh od 2486 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
2. Turystyka krajowa znowu w cenie
A jeśli nie krajowa, to chociaż bliżej domu, na przykład u sąsiadów. O tym też mówi szef easyJet, który wskazuje na wzrost liczby rezerwacji na lotach krajowych w Wielkiej Brytanii i podróży typu city break. Powód to znów niepewność i obawy o koszty transportu, które w sezonie wakacyjnym mogą ważyć więcej niż w poprzednich latach. W Polsce ten trend też jest widoczny, a dobrym przykładem jest choćby sąsiadująca z nami Słowacja. Podczas spotkania z przedstawicielami branży turystycznej z tego kraju, które odbyło się w ubiegłym tygodniu w Warszawie, można było usłyszeć, że popyt na podróże do Słowacji w sezonie wakacyjnym ze strony turystów z Polski jest obecnie znacznie większy niż w poprzednich latach.
3. Popyt napędzają niskie ceny
Wróćmy do kwestii kierunków, które wybieramy. Po rezerwacjach indywidualnych wyraźnie widać, że króluje „spokojne” południe Europy, a więc takie kraje jak Włochy, Hiszpania, Portugalia czy Grecja, co widać też po cenach biletów. Z ważnym zastrzeżeniem: z prowadzonej przez nas analizy cen wyraźnie wynika, że podwyżki nie dotyczą jeszcze sezonu wakacyjnego. W przypadku Polski takie kierunki jak Palma de Mallorca czy Alicante z wylotami w lipcu i sierpniu wciąż są tańsze niż przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie, co jasno pokazuje, że wciąż czekamy na dalszy rozwój wypadków. Z Polski inne tanie kierunki to np. destynacje typowo citybreakowe, które zazwyczaj nie cieszą się dużą popularnością w wakacje, jak np. Mediolan czy Ateny.
4. Kierunki „niepewne” szybko wracają do łask
W efekcie działań wojennych rykoszetem dostały też kraje sąsiadujące ze strefą konfliktu, gdzie jednak jest całkowicie spokojnie. Te kraje to przede wszystkim Turcja, Egipt czy Cypr. Szczególnie mocno ucierpiał ten ostatni kraj – w marcu liczba turystów odwiedzających wyspę Afrodyty spadła o ponad 30 procent. Z drugiej strony widzimy jednak, że popyt na tych kierunkach zaczyna powoli się odradzać. W dużej mierze poprzez stymulację cenową, co widzicie sami, choćby śledząc oferty na łamach Fly4free.pl. Czy ta tendencja się utrzyma? Zobaczymy.
5.Azja dalej w cenie, ale raczej bezpośrednio
Kryzys zmienił też mapę naszych dalekich podróży, choć nie do końca. Wciąż bowiem chętnie podróżujemy do Azji, choć z uwagi na niestabilność w regionie i negatywne doświadczenia z pierwszych dni po wybuchu wojny, zdecydowanie mniej chętnie decydujemy się na loty z przesiadką w dużych hubowych lotniskach na Bliskim Wschodzie. Wykorzystują to linie z Europy, które zwiększają swoją ofertę lotów na tych trasach. Dobrym przykładem jest LOT, który w wakacje będzie częściej latał z Warszawy do Tokio. Loty bezpośrednie są droższe niż połączenia transferowe, ale w obecnych czasach stają się pewniejszą alternatywą.
Z drugiej strony można być niemal pewnym, że ten stan nie potrwa wiecznie i tuż po zakończeniu konfliktu linii z Zatoki Perskiej zarzucą rynek bardzo tanimi połączeniami do Azji, by odzyskać utraconych pasażerów. Ostatecznie na biednych nie trafiło, prawda?
👉 Wybór kierunków przesuwa się z wschodniej na zachodnią część basenu Morza Śródziemnego; rośnie też turystyka krajowa i krótkie city breaki (m.in. większy popyt Polaków na wyjazdy na Słowację w sezonie).
👉 Popyt napędzają niskie ceny: loty z Polski na lipiec–sierpień do Palma de Mallorca i Alicante są nadal tańsze niż przed wybuchem wojny, a tanie pozostają też city breaki typu Mediolan i Ateny.
👉 Kierunki uznawane za „niepewne” odbijają cenami: Cypr notował w marcu spadek liczby turystów o ponad 30%, ale popyt wraca dzięki promocjom; do Azji częściej wybierane są droższe loty bezpośrednie (np. LOT zwiększa latem rejsy Warszawa–Tokio).
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?