Tanie linie w czasach zarazy: z 40 chętnych osób poleciało 9, a do celu… dotarło 7!
Zamykane granice dla obcokrajowców i restrykcje związane z podróżowaniem powodują, że wypchane dotąd po brzegi samoloty tanich linii w erze koronawirusa świecą pustkami. Dodatkowo szybko zmieniająca się sytuacja sprawia, że wielu pasażerów za nią nie nadąża i w efekcie… lądują w strefie tranzytowej lotniska.
Poszczególne kraje w Europie różnie walczą z pandemią koronawirusa: na przykład Polska zamknęła granice dla obcokrajowców i zawiesiła wszystkie loty międzynarodowe i wewnątrzkrajowe. W ślad za nią poszły też inne kraje, m.in. Węgry, które zamknęły granice dla obcokrajowców, choć w przeciwieństwie do naszego kraju, lotnisko w Budapeszcie wciąż działa, a część połączeń jest realizowanych według rozkładu. Lotnisko mogą jednak opuszczać jedynie obywatele Węgier, a także obcokrajowcy z prawem stałego pobytu i członkowie rodzin obywateli tego kraju.
Sytuacja jest jednak dość chaotyczna – w węgierskiej edycji magazynu “Forbes” czytamy, że samoloty latają praktycznie puste. Węgierska gazeta opisuje przykład lotu linii Wizz Air z Sofii do Budapesztu, na który pierwotnie zgłosiło się ponad 40 pasażerów. Jednak po tym, jak poinformowano ich, że obcokrajowcy nie zostaną wpuszczeni na teren Węgier, większość zrezygnowała. Ostatecznie na trasę między stolicami Bułgarii i Węgier wyleciało 9 pasażerów, ale na lotnisku w Budapeszcie okazało się, że 2 obcokrajowców nie ma niezbędnych dokumentów, aby wyjść z lotniska, więc ostatecznie na teren Węgier wpuszczono zaledwie 7 osób.
Co z pozostałą dwójką? Zostali skierowani do specjalnej strefy tranzytowej lotniska, gdzie znajdują się pasażerowie czekający na powrót do swoich krajów. Ilu ich tam jest? Trudno powiedzieć – cytowane przez “Forbesa” lotnisko w Budapeszcie twierdzi, że liczba ta stale się zmienia, bo wraz z dochodzącymi, wielu pasażerów odlatuje do swoich krajów.
Wizz Air będzie latał tak długo, jak się da
W tej sytuacji pojawia się jednak pytanie, jak długo przewoźnicy będą w stanie realizować loty prawie pustymi samolotami. Przedstawiciele Wizz Aira w odpowiedzi na to pytanie “Forbesa” odpowiedzieli, że linia planuje latać tak długo, jak to będzie możliwe, aby pomóc pasażerom w dotarciu do domu, gdziekolwiek ten dom miałby się znajdować. Jednak w świetle coraz głośniejszych apeli o całkowite zawieszenie lotów pasażerskich w Unii Europejskiej (dzisiaj z takim wnioskiem wystąpił do KE minister infrastruktury Andrzej Adamczyk) i tego, że końca rozwoju pandemii na razie nie widać, wydaje się jasne, że nie tylko tradycyjni, ale też tani przewoźnicy będą w końcu całkowicie zawieszali operacje. Zresztą, to już się dzieje.
W środę francuski oddział linii Transavia (tania odnoga Air France-KLM) zapowiedział zawieszenie wszystkich lotów do 19 kwietnia. Z kolei holenderska Transavia na razie jeszcze nie zdecydowała się na ten scenariusz, jednak władze spółki przyznają na łamach holenderskich mediów, że uziemienie wszystkich samolotów to “realistyczny” scenariusz. W tym samym duchu wypowiadają się też przedstawiciele linii easyJet, a Ryanair poinformował nawet, że od 24 marca zawiesi “większość, jeśli nie wszystkie” trasy w ramach swojej grupy – oznacza to, że od tego dnia na jakiś czas z nieba mogą zniknąć maszyny Ryanaira, Laudy i Buzza.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?