Koniec taniego nocowania? Turystyczne kraje wprowadzają ceny minimalne w hotelach i nowe podatki
Branża turystyczna w ostatnich latach nie ma lekko, bo gdy już udało się nam uporać z pandemią koronawirusa i restrykcjami wjazdowymi, pojawiła się kwestia wojny w Ukrainie, inflacji i rosnących cen, co mocno odczuwają wszyscy podróżnicy. Ale kłopoty mają też same hotele – na naszych łamach pisaliśmy o tym, że część obiektów w Niemczech wprowadza dla swoich gości dodatkową opłatę za korzystanie z energii elektrycznej. Ale zmiany wprowadzają też inne kraje, także te żyjące z turystyki. Lub dopiero planują je wprowadzić.
Ayia Napa od 2595 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Costa del Sol od 1919 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Łódź)
Słoneczny Brzeg od 2887 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Jednym z takich krajów jest Egipt, który od 1 listopada wprowadził ceny minimalne dla hoteli we wszystkich najważniejszych kurortach nad Morzem Czerwonym. Jak przypomina „Rzeczpospolita”, rząd planował wprowadzić takie rozwiązanie już w zeszłym roku, ale ostatecznie ugiął się pod presją hotelarzy i przesunął jego wprowadzenie w życie. Jak wyglądają szczegóły?
W serwisie „Egypt Independent” czytamy, że minimalna stawka za pokój ma być uzależniona od klasy hotelu. W obiektach pięciogwiazdkowych minimalna stawka za noc ma wynosić 50 dolarów od osoby, 40 dolarów w obiektach czterogwiazdkowych, 30 – w 3-gwiazdkowych, 20 w 2-gwiazdkowych i 10 dolarów w pokojach najniższej kategorii. Na straży przestrzegania przepisów przy ustalaniu cenników ma stać Ministerstwo Finansów oraz Ministerstwo Turystyki. To ostatnie przeprowadziło ostatnio trwający kilka miesięcy przegląd ponad 500 duzych kurortów i hoteli, na podstawie którego skategoryzowano obiekty według ujednoliconych zasad, przyznając im konkretną liczbę gwiazdek.
A skąd w ogóle te zmiany? Celem ich wprowadzenia jest poprawa jakości usług i podniesienie prestiżu wybrzeża Morza Czerwonego. Egipscy hotelarze mieli bowiem w ostatnich latach zbyt mocno konkurować między sobą cenami, co przyczyniało się do obniżania jakości usług. Teraz ma się to zmienić.
W Tajlandii hotelarze chcą nowej opłaty
Zmian w cennikach są też hotelarze w Tajlandii, choć w tym przypadku nowa danina miałaby trafić bezpośrednio do nich. Wynika to z faktu, że żyjąca z turystyki Tajlandia była bardzo długo praktycznie zamknięta z powodu pandemii koronawirusa. I nawet teraz, gdy obostrzenia zniesiono, a turyści wrócili (w październiku kraj ten odwiedziło 3,1 mln zagranicznych podróżnych), miejscowa branza hotelarska potrzebuje finansowego wsparcia. A od kogo lepiej brać potrzebne środki, jak nie od turystów? Z tego założenia wyszedł Bill Heinecke, prezes wielkiej sieci hotelowej Minor International, która ma na całym świecie ponad 500 hoteli (w tym w Tajlandii). Jak czytamy w Bloombergu, Heinecke wystąpił w imieniu tajlandzkich hotelarzy i zwrócił się w liście otwartym do premiera tego kraju o ustanowienie nowej opłaty hotelowej, którą obarczeni zostaną klienci obiektów noclegowych. Ma ona wynosić 300 bahtów (czyli niecałe 38 zł) za dobę od osoby. Ma to być opłata, która sfinansuje niezbędne inwestycje i pokryje podwyżki, z którymi bryka się branża. W liście czytamy, że choć turyści wrócili, to hotelarze borykają się z wieloma problemami, takimi jak inflacja, wzrost cen paliwa i energii czy konieczność wprowadzania podwyżek wynagrodzeń.
Tymczasem liczba turystów, choć znacząco rośnie w ostatnich miesiącach, nie jest nawet jeszcze zbliżona do rekordowego poziomu z 2019 roku, gdy Tajlandię odwiedziło niemal 40 mln zagranicznych turystów. Tymczasem obecna prognoza na przyszły rok zakłada, że kraj ten powita 18 mln podróżników, co stanowi ledwie 45 procent tej liczby.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?