bagaż podręczny

Czy darmowy bagaż podręczny przejdzie do historii? Linie lotnicze planują skok na naszą kasę, ale robią to bardzo ostrożnie

Wizz Air, Ryanair i inne linie robią wszystko, by pogodzić ogień z wodą: zwiększyć przychody za nadawanie bagażu i poprawić tempo wchodzenia na pokład, ale jednocześnie zrobić to tak, by pasażerowie za bardzo się nie wściekli.

Bezpłatny bagaż podręczny jest nieodłączną częścią podróży samolotem, a jeśli są to tanie linie, to można powiedzieć, że właściwie determinuje on całą naszą podróż już od momentu pojawienia się na lotnisku. Bo jeśli tak się nad tym lepiej zastanowić, to po co stoimy w tych długich kolejkach przed bramkami na długo przed ogłoszeniem boardingu? Przecież nie dla towarzystwa. Główną motywacją jest prozaiczna chęć zmieszczenia swojego bagażu podręcznego w schowku nad głową. Dodajmy – nad swoją głową, bo konieczność przejścia kilku rzędów do tyłu po wylądowaniu, podczas gdy inni pasażerowie zmierzają do wyjścia, też nie jest zbyt komfortowa. Podobnie jest zresztą z umieszczeniem bagażu pod fotelem – raz, że to niewygodne, a dwa, że nie zawsze się da.

Do niedawna wydawało się też, że bagaż podręczny jest nieodwołalnym i bezpłatnym (co ważne!) prawem podstawowym każdego pasażera. To się jednak zaczyna zmieniać. Dlaczego? Jeśli wierzyć Michaelowi O’Leary’emu winni są sami pasażerowie, którzy gdyby mogli, zmieściliby połowę swojego dobytku do małej walizeczki, wliczonej w cenę biletu. Stąd kolejne ograniczenia wprowadzane przez linie lotnicze, które dotyczą bagażu podręcznego i prowadzą docelowo do jednego: wprowadzenia powszechnych opłat za bagaż podręczny. Z czego biorą się te ograniczenia? Powodów jest kilka, ale mówiąc najprościej: chodzi o chęć, aby oferować pasażerom jak najniższe ceny biletów za sam przelot. A najprościej można to zrobić, usuwając kolejne przywileje. Już teraz linie lotnicze (przede wszystkim niskokosztowe) zarabiają ogromne pieniądze na opłatach za bagaż. Ale… zawsze może być lepiej.

Główne źródła przychodów linii WOW Air i Spirit Airlines
Foto: IdeaWorks

Islandczycy wzorem do naśladowania?

Modelowym przykładem takiej sytuacji są islandzkie linie Wow Air, które wyspecjalizowały się w promowaniu tanich lotów z Islandii do USA, promując przeloty w cenach od 99 USD w jedną stronę. Ale w tej cenie gwarantujemy sobie właściwie jedynie miejsce w samolocie, za wszystko inne (nawet za bagaż podręczny o rozmiarach standardowej walizki dla low-costa) musimy dopłacić. W niedawno opisywanym przez nas raporcie IdeaWorks na temat przychodów pozalotniczych padła informacja, że przeciętny pasażer zostawia w kasie WOW Air ok. 32 USD z tytułu opłat za bagaż. W sumie stanowią zaś one aż 65 proc. wszystkich przychodów pozalotniczych tego przewoźnika. Szczegółowe zestawienie dotyczące przychodów pozalotniczych z podziałem na kategorie znajdziecie na powyższej grafice.

O’Leary przewidział płatny bagaż podręczny

To jednak loty długodystansowe, gdzie wciąż karty rozdają tradycyjni przewoźnicy. Jednak zmiany w polityce bagażowej najmocniej odczuwają pasażerowie lotów krótkich, a w awangardzie tych zmian stoją Ryanair i Wizz Air. I patrząc na ich politykę dotyczącą bagażu podręcznego – miotają się niemiłosiernie. Z jednej strony – obie linie chciałyby zarobić jak najwięcej na opłatach bagażowych, z drugiej – doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak mocno takie zmiany wkurzają pasażerów. Próbują więc połączyć ogień z wodą.

Swoje pomysły w tym temacie ma oczywiście charyzmatyczny szef Ryanaira, któremu jednak w ciągu ostatnich kilku lat mocno zmieniły się poglądy. Jeszcze w 2013 r. w rozmowie z “Irish Independent” O’Leary był głównym wrogiem nadawania bagażu.  Zapowiadał wówczas, że będzie podwyższał jego cenę tak długo, jak długo mało komu będzie się opłacało go nadawać. Czemu? Jak tłumaczył, zmniejszenie liczby walizek w luku bagażowym przekłada się na ogromne oszczędności dla przewoźnika.

Jednocześnie szef Ryanaira stwierdził wówczas, że opłaty za bagaż podręczny są tylko kwestią czasu.

– Jestem przekonany, że linie lotnicze wprowadzą takie opłaty, ale raczej nie będziemy to my. Nie bardzo wiem, w jaki sposób miałyby one zostać wprowadzone – mówił wówczas.

W międzyczasie O’Leary przeżył objawienie i stwierdził, że jednak warto być miłym dla pasażerów. Wprowadził więc politykę, której założenia można streścić, znów cytując samego prezesa: “Zrobimy tak, by niepotrzebnie nie wk****ć pasażerów”. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w polityce bagażowej.

Ale od tego czasu sporo się zmieniło.

– Borykamy się z poważnymi problemami przy wejściu do samolotu, ponieważ zdecydowanie zbyt wielu pasażerów ładuje do bagaży chyba połowę zawartości swojego domu zamiast zwyczajnie brać ze sobą walizkę i mały bagaż podręczny. Jeśli to się nie skończy, będziemy musieli zmienić tę politykę – mówił w zeszłym roku Michael O’Leary.

I zmiany wprowadził: w Ryanair w dalszym ciągu możemy bez opłat zabrać ze sobą dwie sztuki bagażu podręcznego, ale ten większy zabiorą na pokład tylko ci, którzy wykupili rozszerzone taryfy lub pierwszeństwo wejścia na pokład Priority Boarding. Pozostali pasażerowie podczas wejścia do samolotu muszą swój duży bagaż podręczny oddać (na szczęście także bezpłatnie) do luku bagażowego.

Ale okazuje się, że to za mało, a zmian może być więcej.

Niewykluczone, że jeszcze w tym roku będziemy musieli znowu zmienić naszą politykę bagażową. Prowadzi ona bowiem do problemów z handlingiem bagaży, zwłaszcza w okresach szczytu podróży takich jak święta, weekendy czy sezon letni. Mamy coraz więcej lotów, przed którymi musimy umieścić ponad 100 czy 120 walizek w luku bagażowym, i to bez żadnych dodatkowych opłat. Jeśli ta sytuacja się utrzyma, dokładnie przyjrzymy się naszej polityce bagażowej – powiedział niedawno O’Leary.

Foto: Sorbis / Shutterstock

Samolot na 100 walizek? Trochę dziwne

No właśnie – jak to właściwie jest z tym bagażem podręcznym i liczbą walizek, które można wnieść na pokład?

– Ludzie nie chcą płacić za dodatkowe bagaże, ale to jednocześnie największe wyzwanie, przed jakim stoi branża lotnicza. Zasadniczy problem polega na tym, że te samoloty nie są przystosowane do tego, aby każdy pasażer mógł zabrać jedną sztukę bagaż na pokład. W przypadku Airbusa A320, który zabiera na pokład 180 pasażerów, możemy zabrać na pokład ok. 100 sztuk bagażu – mówił w marcu Iain Wetherall, dyrektor finansowy Wizz Aira.

W ten sposób Wizz Air (ale też i Ryanair) tłumaczyły konieczność wprowadzenia ograniczeń w zabieraniu na pokład bagażu podręcznego.

Co ciekawe, jeszcze kilka lat temu żadnej z obu linii lotniczych nie przeszkadzała ilość bagaży, które pasażerowie wpychali dosłownie wszędzie, po całym samolocie.

Wizz Air
Foto: A. Aleksandravicius / Shutterstock

Wizz Air też szykuje zmiany

Węgierski przewoźnik też niedawno wprowadził zmiany – jak pisaliśmy niedawno na Fly4free.pl, nie można już zabrać na pokład bagażu podręcznego, jeśli nie wykupiliśmy usługi priorytetowego boardingu. To próba zachęcenia pasażerów, by zechcieli częściej wykupywać dodatkowe usługi.

Wizz Air nie do końca jest bowiem zadowolony z efektów poprzedniej wielkiej zmiany w polityce bagażowej, czyli likwidacji płatnego dużego bagażu podręcznego, który zastąpiła nieco mniejsza walizka o wymiarach 55x40x23 cm i wadze do 10 kg, z którą można było bezpłatnie lecieć.

– Opłaty za bagaż podręczny były jedną z najczęściej krytykowanych rzeczy przez naszych pasażerów, dlatego zdecydowaliśmy się na dołączenie do pozostałych linii lotniczych, które nie stosują takich opłat – mówił w październiku 2017 roku Jozsef Varadi.

Węgrzy zostawili sobie przy tym bezpiecznik – limit, w ramach którego bezpłatnie na pokład bagaże mogło wnieść tylko 90 pierwszych pasażerów. Jeśli chcesz mieć pewność – wykup usługę priorytetowego boardingu.

Ale zmiany z punktu widzenia Wizz Aira nie wypaliły, więc limit „bezpłatnych” bagaż podręcznych zniknął. W ostatnim raporcie finansowym Wizz Air ogłosił, że średni przychód na pasażera z tytułu nadawanych bagaży zmniejszył się od momentu wprowadzenia zmian z 10,10 EUR do 8,10 EUR. Przy założeniu, że Wizz Air przewiezie w tym roku grubo ponad 30 mln pasażerów, ta z pozoru niewielka różnica robi się naprawdę duża. Zwłaszcza dla przewoźnika, dla którego ponad 40 proc. przychodów stanowią te pozalotnicze, czyli pochodzące z innych źródeł niż sprzedaż biletów.

Z tego powodu w siedzibie Wizz Aira w Budapeszcie coraz głośniej mówi się, że już za kilka tygodni Węgrzy wprowadzą kolejne zmiany w polityce bagażowej. Kierownictwo firmy miało już poinformować o tym niektórych pracowników, choć na razie brak szczegółów. Nieoficjalnie mówi się, że zmiany mają być ogłoszone we wrześniu, aby nie irytować pasażerów.

No dobrze. Jaka przyszłość w takim razie czeka bagaż podręczny?

Eksperci: Rozwiązanie tkwi w dynamicznych cenach

Oprócz chęci zarobku, dla linii lotniczych kluczowa jest szybkość. Jeśli trzeba rekwirować walizki kilkudziesięciu pasażerów do luku, to zawsze powoduje to pewien chaos i opóźnia boarding, podczas gdy dla takich linii lotniczych jak Ryanair czas od wylądowania do ponownego startu wynosi 25 minut, a każda niepotrzebna minuta może oznaczać duże straty, jeśli obsługujący kolejne rotacje samolot będzie kolekcjonował opóźnienia. Z tego powodu kluczem dla linii lotniczych powinno być… zachęcenie pasażerów do tego, by sami nadawali swój bagaż podręczny.

Ciekawy pomysł miał easyJet, który pozwolił swoim pasażerom nadać bagaż podręczny przed lotem za relatywnie niewielkie pieniądze, czyli 4 GBP od sztuki. Usługa “Hands Free” zebrała dość pozytywne recenzje, bo jest idealnym rozwiązaniem, gdy ktoś np. podczas krótkiego wypadu kupuje alkohol lub inny towar, którego nie przepuszczą bramki bezpieczeństwa. Z drugiej strony – pasażerów, którym zależy na czasie skazuje na niewygodę, bo po wylądowaniu, zamiast ruszyć do taksówki, muszą jeszcze czekać na lotnisku na swój bagaż. Ale ostatecznie, nie jest to usługa obowiązkowa.

Jakie jest rozwiązanie? Eksperci z IdeaWorks sugerują, że dobrym pomysłem byłyby… systemy dynamicznej sprzedaży, czyli powielenie takiego samego systemu dla bagaży jak w przypadku sprzedaży biletów. W tym przypadku pasażerowie, którzy dokonali rezerwacji, ale nie wykupili bagażu od razu, byliby zachęcani do poszukiwania promocji na nadanie bagażu, bo cena byłaby zmienna.

Aby zachęcić ludzi do nadawania bagażu, wcale nie trzeba wymyślać koła – przekonuje IdeaWorks. Wystarczą dobre ceny dla klientów nadających bagaż podręczny od razu przy kupnie biletu (rzędu tych stawek, które proponuje easyJet), a także stworzenie dobrych programów lojalnościowych, w których jednym z elementów promowania często latających pasażerów byłyby bardzo atrakcyjne ceny za nadanie bagażu wcześniej lub nawet całkowite zwolnienie z opłat, jeśli ktoś lata wyjątkowo często. Do tego należałoby popracować nad ofertą “last minute”, czyli wysyłaniem maili i SMS-ów, przypominających o pozytywach płynących z nadania walizki. Rzeczą niezbędną są też dodatkowe, bonusowe usługi, takie jak możliwość śledzenia naszego bagażu za pośrednictwem aplikacji czy bezpłatne ubezpieczenie walizki.

Co na to linie lotnicze?

Z całą pewnością jakieś plany związane z bagażem podręcznym ma Ryanair. Na razie przewoźnik ich nie zdradza, ale Kenny Jacobs, dyrektor marketingu linii, jasno mówi, że w najbliższym czasie Ryanair będzie chciał jeszcze mocniej rozbudować swoją aplikację mobilną, aby zaoferować pasażerom dodatkowe usługi. Przede wszystkim te związane z zakupami na ostatnią chwilę, a więc w dniu wylotu lub nawet już na lotnisku.

– W tym okresie pasażer jest najbardziej skłonny do wykupywania dodatkowych usług – mówi Jacobs.

Pozostaje jednak jedno najważniejsze zadanie: Jak przekonać pasażerów, że coś, co przez lata traktowali jako bezpłatną usługę, nagle musi stać się usługą płatną? A jeśli nie, to przewoźnik na pewno wymyśli sposób, aby pasażerowie odczuli jej brak i po prostu musieli wysupłać kilka dodatkowych złotych…

Sprawdź inne superokazje 🔥
Odwiedź jedną z najciekawszych metropolii 🎡🚇 Zbiór tanich lotów do Londynu od 149 PLN 💂🏼‍♂️🇬🇧
Londyn z 7 miast 149 PLN

Odwiedź stolicę Wielkiej Brytanii: zbiór tanich lotów

Włoska Riwiera latem 💚🤍❤️ Tydzień nad Adriatykiem za 800 PLN (loty + hotel niedaleko plaży) 🏖️🌊
Italia latem z Krakowa 800 PLN

La dolce vita: plażowanie i relaks we Włoszech

Urlop w Cancun od 3165 PLN 🗿🌴 Loty z 3 miast + ⭐⭐⭐⭐ hotel spa tylko dla dorosłych 💦👙
Meksyk z 3 miast 3165 PLN

Riwiera Majów: zobacz cuda czekające na Jukatanie

City break bez brania urlopu ❗️ Weekend w Sztokholmie za 335 PLN (loty + ⭐⭐⭐⭐ hotel) 🇸🇪
Sztokholm z Gdańska 335 PLN

City break bez urlopu: weekend w Sztokholmie

Misją Fly4free.pl jest przedstawienie Ci najlepszych zdaniem naszej redakcji okazji na podróże. Opisujemy oferty znalezione przez nas w internecie i wskazujemy adresy internetowe, pod którymi samodzielnie możesz wykupić podróż lub elementy podróży. Ceny w artykułach są aktualne w chwili publikacji. Możemy otrzymywać wynagrodzenie od partnerów handlowych, do których Cię przekierowujemy.
Komentarze

Avatar użytkownika
Artykuł bazuje na błędnym założeniu, podanym już na początku. Po co stoimy w kolejce? My - to znaczy kto. Proszę by autor mówił za siebie. Ja nie stoję. A po co stoją ci wszyscy ludzie - chciałbym wiedzieć. Nieraz próbowałem dociec, odnosząc to do zasad w danym locie. Stali, gdy miejsca nie były numerowane. Stali, gdy miejsca były numerowane. Stali, gdy mogli wyłapać lepsze miejsce na bagaż. Stali, gdy dostali na bagaż naklejkę z zapowiedzią czasowej konfiskaty, więc nie mieli co wkładać na półkę. I stali, gdy było ich tak mało, że mogli wybierać całe rzędy. Może myślæ, że telewizory rozdają?
obibok, 24 lipca 2018, 23:45 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Ludzie stoja bo tak mają. Wystarczy, że stanie jedna osoba i ... poszło.
kendi, 25 lipca 2018, 0:46 | odpowiedz
Avatar użytkownika
A ja stoję, bo przez następne, dwie ,czy trzy godziny  będę musiał siedzieć. Wolę więc rozprostować kości. A stoję na końcu kolejki, wtedy czas siedzenia jest najkrótszy.
jacekwoj16, 25 lipca 2018, 3:14 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Stoję bo mogę. A dlaczego Ty siedzisz?
fanfar, 26 lipca 2018, 11:47 | odpowiedz