Samoloty jak dzieła sztuki! Niestety, na niebie króluje nudna biel. Powód? Prozaiczny
Zauważyliście, że większość samolotów – patrząc na nie z pewnej odległości – jest po prostu nudna? I nie mam tutaj na myśli szczegółów technicznych, które fascynują pasjonatów lotnictwa. Nie wdaję się dywagacje dotyczące różnic między Boeingiem a Airbusem, nie myślę o mniejszych i większych detalach, związanych z poszczególnymi liniami lotniczymi. Chodzi mi o… kolor.
Linie Brussels Airlines rozstrzygnęły właśnie konkurs na specjalne malowanie Airbusa A320. Każdy mógł zgłosić swój projekt, jedynym warunkiem było to, aby był związany z czymś charakterystycznym dla Belgii. Jaki projekt wygrał? Cóż, lot tym samolotem Brussels Airlines będzie marzeniem każdego dziecka, ponieważ zwyciężył pomysł Marty Mascellani, zmieniający nudny biały kolor samolotu w… latającą wioskę Smerfów.

Fot. Marta Mascellani / Brussels Airlines
Bajkowa rasa małych, niebieskich stworzeń, wykreowana przez belgijskiego rysownika komiksowego Pierre’a Culliforda, tworzącego pod pseudonimem Peyo – będzie w pełnej krasie wykorzystana jako element wyróżniający Airbusa A320. Przyznacie, że wygląda to po prostu świetnie.
Ciekawostką jest to, że w barwach tego przewoźnika latają także cztery inne maszyny, których wygląd zewnętrzny nawiązuje do symboli Belgii. Spójrzcie sami na samolot „Rackham” (nawiązujący do komiksowego bohatera, Tintin) oraz „Amare”, inspirowany festiwalem Tomorrowland:

Fot. Brussels Airlines
Niestety, takie fantazyjne malowania samolotów to raczej wyjątek niż reguła. Na światowych lotniskach oraz na niebie dominuje (niestety) biel, przełamana akcentami innych barw. Dlaczego „niestety”? Bo samoloty zaczynają wyglądać bardzo podobnie. Skąd to upodobanie do takiego zestawu kolorystycznego, które nazywane jest Eurowhite? Cóż, odpowiedzi jest kilka.
Niektórzy wskazują na modę i aktualne trendy w projektowaniu najrozmaitszych przedmiotów. Króluje prostota, widoczna na przykład w produktach firmy Apple (flat desing). Modny jest minimalizm, w którym jednobarwny (biały) samolot z delikatnymi akcentami w rodzaju logo lub nazwy linii – świetnie się wpasowuje.

Fot. Jacek Bonczek / PLL LOT
Innym powodem są kwestie praktyczne: biała barwa wolniej blaknie, a co za tym idzie, samolot wygląda estetyczniej. Biel jest ponadto barwą uniwersalną, na której łatwo można zobaczyć kontrastujące z nią rzeczy, na przykład wszelkiego rodzaju uszkodzenia. No i dochodzi jeszcze kwestia nagrzewania się – posiadacze samochodów w kolorze czarnym doskonale wiedzą, o czym mowa.
Dyktat księgowych
Nie łudźmy się jednak, że tylko moda i estetyka wpływa na dominującą biel. Jak nie wiadomo, o co chodzi, zazwyczaj chodzi… o pieniądze. O duże pieniądze. Nie inaczej jest i w tym przypadku.
Samolot to skomplikowana maszyna, która często w trakcie swojego „życia” wielokrotnie zmienia właścicieli. Samoloty są sprzedawane, leasingowane, zmieniają linie lotnicze. Każda taka zmiana pociąga za sobą konieczność dostosowania wyglądu zewnętrznego danej maszyny do standardu identyfikacji wizualnej wszystkich pozostałych samolotów danego przewoźnika. Czyli… przemalowania.
Łatwo się domyślić, że prościej – i taniej – jest dokonać takiej operacji na samolocie, który jest w dużej części pokryty białą farbą. Zmiana barw z (przykładowo) słynnego KLM Blue na barwy Air Greenland byłaby znacznie bardziej czasochłonnym zajęciem. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia 😉

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl
Porozmawiajmy o wadze i o pieniądzach
Czy faktycznie tak drobna rzecz jak konkretne malowanie samolotu, może wpłynąć na koszty eksploatacji samolotu? Tak! Piotr Koźmin, gościnnie piszący na łamach Antyweb, zauważył:
– Malowanie „Eurowhite” powoduje, że nałożona farba waży nawet 10-krotnie mniej – pomalowanie Jumbo Jeta na bogato to ok. 250 kg farby, a w wersji minimalistycznej (logo + nazwa linii lotniczej) – ledwie 25 kg. Przez dziesiątki lat eksploatacji maszyny to wymierna oszczędność na paliwie.
Musimy także pamiętać o kosztach samej operacji malowania samolotu – tu kwota jest różna, zależna od wielu czynników. Średnio przemalowanie Airbusa A320 – którego często używają niskokosztowi przewoźnicy, tacy jak Wizz Air – kosztuje 50 tys. USD (178 tys. PLN). W przypadku Boeinga 777 lub Airbusa A380 koszt może sięgać nawet 200 tys. USD, czyli ok. 715 tys. PLN!

Fot. Wikimedia Commons
Ptasie Mleczko, Gwiezdne Wojny… i inne cuda
Prawdziwą gratką jest coś, co budzi przyspieszone bicie serca wszystkich miłośników lotnictwa oraz spotterów (to hobby polegające na fotografowaniu lub obserwowaniu obiektów związanych z komunikacją). Mówimy o malowaniach specjalnych, czyli special liveries.
Samoloty niekiedy są przemalowywane, aby podkreślić szczególne wydarzenie, być częścią kampanii promocyjnej, albo… zwykłą reklamą, jak choćby nasze „Ptasie Mleczko”, latające w barwach narodowego przewoźnika PLL LOT.

Fot. Wikipedia / Anna Zvereva
Wojciech Kmiecik, z którym miałem okazję przeprowadzić fascynujący wywiad na temat samolotów, o specjalnych malowaniach może opowiadać godzinami:
– Popatrz, to Boeing 767. Przez wiele lat nasz rodzimy LOT był użytkownikiem tego samolotu. Nasz pilot lądował nim „na brzuchu” – opowiada Wojciech. – Zdjęcie wykonałem na lotnisku w Sao Paulo, samolot był w malowaniu Disney World. Wygląda bardzo imponująco i kolorowo, natomiast linie TAM nie są jedynymi, które mają tak pomalowane samoloty – dodaje spotter.

Fot. Wojciech Kmiecik
Ekononia vs uroda
Patrząc na fascynujące projekty, takie jak należący do Icelandair Boeing 757 w malowaniu przedstawiającym wulkan Hekla i zorzę polarną („Hekla Aurora”, udało mi się ją złapać przypadkowo w obiektyw na lotnisku w Keflaviku), pozostaje mieć nadzieję, że nudna biel zostanie w przyszłości wyparta przez bardziej odważne barwy.

Fot. Paweł Kunz, Fly4free.pl
Więcej samolotów, więcej barw!
Wszystkich czytelników, którzy odczuwają niedosyt zaprezentowanych zdjęć ciekawych malowań samolotów – zapraszam do jednej z kilku galerii (dostępnych m.in. => tutaj, => tutaj, => tutaj), które prezentowaliśmy na naszych łamach.