Jestem rozczarowany. Czy to znaczy, że jestem beznadziejny?
Reakcja ta przez pracowników mediów zostałaby nazwana „negatywnym sentymentem”, mówiąc po ludzku – po wielu tablicach na Facebooku i w komentarzach pod tekstem polał się hejt.
Redaktorzy Fly4free pochwalili się, że gdzieś polecieli i mogli ponarzekać jak typowi Polacy – stwierdził Dariusz.
Co za arogancja w ocenie Kyoto! Oczekiwaliście może, iż to miasto będzie tylko dla Was i że wszyscy wysiądą z autobusu aby zrobić Wam miejsce? – dorzucił Tomasz.
Mogę jedynie mieć o nim jak najgorsze zdanie… – pisze Beata odnośnie mojego rozczarowania zastanym obrazem Bali.
Jakby nie wiedzieli dokąd jadą… – stwierdziła Ines.
A to tylko najdelikatniejsze z wypowiedzi.
Kompletnie mnie ta reakcja zaskoczyła. Czy aby Wy, drodzy czytelnicy, nigdy nie rozczarowaliście się tym, co zobaczyliście w miejscu, o którym mieliście przed przyjazdem pozytywne wyobrażenia? Czy zawsze przed wyjazdem przeglądacie wszystkie dostępne zdjęcia i filmy z kierunku, do którego się wybieracie?
Jeśli tak, to albo psujecie sobie przyjemność odkrywania, bo wszystko już o danym miejscu wiecie przed podróżą, albo nie dajecie sobie szansy na szczerą reakcję na otoczenie. Bo w to, że zawsze jest super – nie uwierzę, zbyt wiele podróży jest za mną.
Co to za przyjemność powiecie, skoro jesteś rozczarowany? Owszem, to są te bardzo sporadyczne sytuacje, gdy zbudowałem zbyt duże oczekiwania względem tego, co zastałem na miejscu. Dlatego podróżowanie to nie moja pasja, ale styl życia. Bo 99% sytuacji i odwiedzonych miejsc mnie nie rozczarowało. Nauczyłem się też, że podróż to nie dotarcie do jakiegoś celu, ale cały proces. Od założenia plecaka po powrót do domu. I nauczyłem się cieszyć każdym jej aspektem, i pakowaniem plecaka, i czasem trwania, i powrotem do domu.
Fly4free.pl czyta dziś tak wiele osób, że są wśród nas i ci, którzy mają za sobą dopiero pierwszy lot, jak i ci, którzy zwiedzili już cały świat. Są ci, co widzieli setki plaż i ci, którzy tylko wybrzeże Bałtyku. Są tacy, którzy byli w wielu metropoliach i tacy, dla których największym widzianym miastem jest Warszawa. I każdy ma inne oczekiwania, inaczej odbiera świat. Tak samo jest w naszej redakcji, gdzie są osoby o różnej skali doświadczeń podróżniczych i sposobu postrzegania świata. Hubertowi Choroszewskiemu nie przypadła do gustu na przykład Japonia, a ja ją mogę odwiedzić po raz trzeci, czwarty, a pewnie i zamieszkać na dłużej.
Wyjaśniam zatem. Naszym celem nie było stworzenie subiektywnej listy pod tytułem: te miejsca omijaj szerokim łukiem, a pokazanie, że miejsce podróży może rozczarować. I że jest to koszt wkalkulowany w odkrywanie. I piszą to ludzie, dla których podróż jest pracą lub sposobem na życie. Nie może rozczarować jednak sama podróż, jeśli cieszycie się jej każdym aspektem – a nie tylko celem.