Wstęp za 75 zł, a tam jedna budka z grzańcem za 40 zł. Ten jarmark miał być hitem, a jest wielkim rozczarowaniem
Zapowiadało się pieknie: „jarmark w chmurach”, „najbardziej wyjątkowy jarmark w Polsce”, „najwyżej położony jarmark w Europie” – to tylko kilka haseł, które w ostatnich tygodniach zachęcały Warszawiaków i turystów do odwiedzenia jarmarku na tarasie widokowym Highline Warsaw.
Niestety duże oczekiwania dość brutalnie zderzyły się z rzeczywistością, bowiem wydarzenie okazało się być znacznie bardziej kameralne i bazuje przede wszystkim na iluminacjach. I choć wygląda pięknie, to… nie tego spodziewali się klienci, którzy słono zapłacili za wstęp.
Costa Blanca od 2774 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Kraków)
Kreta Zachodnia od 2634 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Chopin)
Fuerteventura od 2779 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Katowice)
Jarmark świąteczny Highline Warsaw – opinie
Wystarczyły dwa dni od otwarcia „jarmarku w chmurach”, by wywołał on skrajne emocje i burzliwą dyskusję w mediach społecznościowych. Odwiedzający nie zostawili na nim bowiem suchej nitki, podkreślając, że to, co miało być świątecznym jarmarkiem jest w rzeczywistości „jedną budką z grzańcem za 40 złotych i oscypkiem za 20 zł”. Co poza tym? Świąteczne dekoracje, sporo światełek, spoty do zdjęć i jedno stoisko z zabawkami.
Oczywiście trzeba zapłacić jeszcze za wstęp. Choć sam „świąteczny jarmark” jest do dyspozycji wszystkich gości bez dodatkowych opłat, to najpierw muszą mieć bilet na taras. Ceny zaczynają się od 45 zł w przypadku zakupów przez internet i od 75 zł w kasie stacjonarnej.
Jarmark świąteczny Highline Warsaw – będzie lepiej?
Głosów krytyki było znacznie więcej, bowiem właściwie wszystkie opinie w mediach społecznościowych wskazują na rozczarowanie tym, co zastali na miejscu.
Pod jednym z wielu filmów krytykujących jarmark firma odniosła się do zarzutów.
– Komunikacja wokół naszej świątecznej atrakcji trochę zbyt mocno się rozkręciła, a część mediów publikowała wizualizacje, które mogły tworzyć nierealne oczekiwania – podkreśla Higline Warsaw. – Przy ograniczonej przestrzeni skupiliśmy się na świątecznych światłach i dekoracjach, a pozostałe elementy atrakcji są właśnie finalizowane. Potrzebujemy jeszcze dosłownie kilku dni, aby wszystko było gotowe w 100%.
Internauci ponownie nie mieli litości dla organizatorów.
– Rozumiem, że dekoracje nie dojechały, ale rozczarowaliście wielu ludzi. Jeśli nie chcecie zwrócić pieniędzy to przynajmniej pozwólcie tym, którzy mieli bilet od 1 grudnia przyjść jeszcze raz, za darmo. Bo to serio dramat i wstyd, płacić tyle pieniędzy za obejrzenie lampek i dwóch smętnych dziadków do orzechów – napisała jedna z obserwatorek.
Trzeba jednak docenić, że firma postanowiła przyznać się do błędu i naprawić niedociągnięcia. Za kilka dni przekonamy się, czy sytuacja została opanowana i czy udało się zatrzeć pierwsze złe wrażenie.
Świąteczne dekoracje i ogród świateł są dostępne do końca stycznia, więc możecie sami przekonać się, jak będzie to wyglądać po poprawkach.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?