street food w nowym jorku

Aż 2200 zł za obiad w Wenecji? Nie daj się oszukać w restauracji

Na to uważaj!
Głodny człowiek to zły człowiek. Restauratorzy to wiedzą i chętnie obracają nasze pragnienia przeciwko nam. Tajemniczy napiwek, pozornie darmowe przystawki, horrendalnie drogie napoje – to wszystko może nas słono kosztować. Jak więc wybrać dobry lokal w czasie podróży? Na co uważać i jak nie dać się naciąć w restauracji za granicą? Podpowiadamy!

Kilka lat temu media obiegła historia trzyosobowej rodziny z Wielkiej Brytanii, której przyszło zapłacić w weneckiej restauracji ponad 2200 PLN. Nie znający języka turyści dali się bowiem naciągnąć kelnerom na 3,5 kg ryb i owoców morza. Niestety takie sytuacje zdarzają się regularnie. Nawet burmistrz słynnego miasta na wodzie po całej sprawie powiedział, że „to jest Wenecja. Tu trzeba być tego świadomym i liczyć się z wydatkami”.

Oczywiście nie jest to jednak domena wyłącznie Wenecji. Oszustwa, naciąganie i restauracyjne sztuczki są dość podobne na całym świecie. A co gorsza – jeśli już damy się złapać, to najczęściej w takich sytuacjach jesteśmy na przegranej pozycji i ostatecznie… płacimy horrendalny rachunek. Na szczęście wystarczy znać najpopularniejsze sztuczki i wiedzieć, jak wybierać restauracje.

Gra zaczyna się jeszcze przed restauracją – na to uważaj!

Niemal w każdym większym mieście spotkacie „ulicznych promotorów restauracji”, czyli – mówiąc po ludzku – po prostu zwykłych naganiaczy. Ich praca polega na tym, żeby wyłapać w tłumie potencjalnych klientów i ściągnąć ich do restauracji. Często prezentują zdjęcia ogromnych porcji, świetnie mówią w obcych językach, przyjacielskim gestem praktycznie „zagarniają” was do środka jak owieczki na rzeź. Finansową, oczywiście.

Jeśli kiedykolwiek byliście w Turcji, w północnej Afryce czy na Bliskim Wschodzie, to świetnie znacie też patent z zaproszeniem „na herbatę/shishę do kolegi”. Skuszony zapachem, wizją odpoczynku i miłej pogawędki zostajesz wciągnięty do jakiegoś sklepu z torebkami, apteki czy perfumerii. A potem musisz się stamtąd wykręcać jak z braku zadania na matematyce w 4 klasie. Warto też uważać na wszelkie „dania dnia”, „zestawy w świetnej cenie”, „3 w cenie 2”. Jak ktoś mówi, że „only today, only for you”, to wiadomo, że codziennie i dla każdego. I to dwa razy drożej niż dla nie-turysty. Niby to najbardziej podstawowa wiedza, ale wciąż na ten tekst i obietnicę nacina się naprawdę wielu ludzi.

Oczywiście sprawdzamy też wcześniej opinie o danym miejscu, ale nie traktujemy ich jak wyroczni. Historia pokazuje, że można zrobić najlepszą knajpę w mieście z restauracji, która… nigdy nie istniała. Warto pooglądać zdjęcia, poczytać negatywne oceny. Tylko trzeba mieć na to czas i ochotę.

A co, gdy szukasz czegoś z marszu? Wybierz miejsca, w których jest sporo osób. Im mniej turystów, a więcej miejscowych, tym lepiej. Krótkie menu, ładny zapach, uśmiechnięci goście (zwłaszcza ci wychodzący) – to rzeczy, na które warto zwracać uwagę. Można podejrzeć, jak wyglądają porcje i czy ludzie zjadają do końca. Trzy krótkie spojrzenia i masz gotowy obraz sytuacji.

Nie daj się skusić na czerwono-żółtą, krzykliwą cenę umieszczoną przy zdjęciu kultowej, przepysznej lokalnej potrawy. Hiszpańska paella dla dwóch osób za 9,90 euro? Super! Dopiero na rachunku zobaczysz, że owszem, niecała dycha, ale… za osobę. Albo co gorsza – za 100 gramów. Trzy szpady z shish-kebabem za kilka złotych na Bliskim Wschodzie? Och, jak to apetycznie wygląda! Zamawiasz, zajadasz, gładzisz brzuszek. A gdy przyjdzie do zapłaty okaże się, że te kilka złotych z szyldu to tak, oczywiście, my friend, ale za zwykły kebab. A ty wziąłeś ten specjalny. Nie wiedziałeś? No zdarza się.

Pytać, sprawdzać, dopytywać – to solidne podwaliny do unikania oszustw. Ale najlepiej – po prostu unikać wszystkiego, co krzykliwe, co zbyt atrakcyjne cenowo i… zbyt piękne, by było prawdziwe.

W restauracji oszustwa potrafią się rozkręcić – na to uważaj!

Prawdziwa jazda bez trzymanki zaczyna się, gdy już jesteśmy w środku. Restauratorzy dobrze wiedzą, że najważniejsze to skusić turystę do wejścia, później jakoś to będzie. Wielu gości przyznaje, że czują skrępowanie, jeśli mają wyjść z lokalu, gdy już otrzymali karty. To najgorsza rzecz, jaką możecie zrobić: zostać, kiedy widzicie, że nie odpowiadają wam ceny albo czujecie, że coś jest nie tak.

Coraz częściej słyszymy też o sytuacjach (np. w Japonii), w których miejscowi dostają zupełnie inne menu niż turysta. Banalnym patentem na przekręt jest karta wyłącznie w lokalnym języku – im bardziej ezgotyczny, tym lepiej. Choć knajpy, do których rzadko zaglądają turyści zazwyczaj okazują się serwować doskonałą kuchnię, to jednak warto się upewnić, że ten mały dopisek na dole karty w obcym nam języku nie oznacza np. dodatkowej opłaty za obsługę, podatek albo… sztućce, bo i to miałam okazję już widzieć.

Wybór stolika też może okazać się nie bez znaczenia. Są restauracje i kawiarnie, w których wypicie szybkiej kawy przy barze będzie kosztowało mniej niż zamówienie jej do stolika. W Hiszpanii czy Francji możecie się zdziwić, gdy okaże się, że na tarasie restauracji ceny będą wyższe niż w środku. Nie ufajcie kartom bez cen i pilnujcie, czy kwota nie jest podana za 100 g (notoryczna sytuacja w przypadku ryb, steków itd.). Sprawdźcie, czy dodatki są wliczone albo ile kosztują. 

Podobnie jest z napojami. W polskich lokalach płacenie za 200 ml wody nawet 10 czy 12 zł to już niemal standard (choć dramatyczny!). Za granicą woda jest często darmowa, ale za to na innych napojach restauratorzy potrafią robić biznes jak mało kto.

Dwie porcje makaronu, dwa razy przystawka i deser za 15 EUR w Rzymie? Brzmi rewelacyjnie! Wybierasz stolik, siadasz, już czujesz to przyjemne uczucie ssania w żołądku. Zaraz wjedzie ukochana carbonara, szczęście przyjmie formę boczku. Relaks, jedzenie, Włochy. To nie może się nie udać. Jeszcze tylko kelner zapyta o napoje, więc zamówisz dwa kieliszki wina. Będą pasować idealnie, a przecież, ile może kosztować kieliszek wina, prawda? No, to ja wam powiem, że może np. drugie 15 euro. Nie wiedziałeś? Och, jak mi przykro. Tu jest rachunek, grazie mille!

Wiele śródziemnomorskich restauracji słynie też to z pozornie darmowych przystawek. Zamawiasz jedzenie i czekasz wygłodniały aż przed tobą pojawi się pachnący dorsz czy krewetki. A w tym czasie na stół wjeżdża świeżo pieczony chleb i dorodne oliwki. Takie tam czekadełko. Nie zamawiałeś, ale to pewnie prezent od firmy – zwłaszcza, że leżą na każdym stoliku. Ledwo dotkniesz paluszkiem, a w tle już rozlega się dźwięk kasy fiskalnej. Ching! Kolejny naiwniak złapany, 10 euro się należy.

Po jedzeniu, czyli deser słodki, ale rachunek już niekoniecznie

Płacenie rachunku to najmniej przyjemna część biesiady. Jeśli cena końcowa zgadza się z naszymi oczekiwaniami, to nie ma problemu. Ale niestety nie zawsze tak jest.

Szczególnie w Stanach Zjednoczonych możecie też spotkać zwyczaj doliczania kosztu obsługi (a często osobno serwisu i jeszcze podatku!). Obowiązkowy „napiwek” nie podlega negocjacjom, nie jest uznaniowy i może stanowić nawet 20 proc. całego rachunku. Oczywiście informacja na ten temat powinna być zawarta w karcie, ale w praktyce różnie bywa. Turyści muszą o tym pamiętać.

Dodatkowo, jeśli nie płacisz w lokalnej walucie, to dokładnie dopytaj o przelicznik kursu. To, że euro akurat jest w danym miejscu warte np. niewiele ponad 4 PLN, nie oznacza, że tak samo uważa właściciel restauracji. A ci potrafią zaokrąglić cenę o wiele bardziej niż twój brzuch. Możesz próbować dyskutować, tupać nogą i zarzekać się, że więcej tu nie przyjdziesz. Sprawdź też, jaka waluta wyświetla się na terminalu, gdy płacisz kartą. No, bo że sprawdzamy, jaka tam jest kwota, to oczywiste, prawda? PRAWDA?

W skrócie
👉 Przykład naciągania: 3-osobowa rodzina z Wielkiej Brytanii zapłaciła w Wenecji ponad 2200 zł za 3,5 kg ryb i owoców morza po namowie kelnerów.

👉 Ryzyko zaczyna się przed wejściem: naganiacze, „only today”, krzykliwe promocje i ceny przy zdjęciach mogą oznaczać stawkę za osobę albo za 100 g (np. paella 9,90 EUR).

👉 W lokalu uważaj na inne menu dla turystów, karty bez cen, dopiski o opłatach oraz wyższe ceny zależne od miejsca (bar vs stolik, sala vs taras); pilnuj, czy cena nie jest liczona za 100 g i czy dodatki są wliczone.

👉 Najczęstsze dopłaty: drogie napoje (np. kieliszek wina +15 EUR), „darmowe” przystawki doliczane do rachunku (np. 10 EUR) oraz obowiązkowy serwis w USA nawet do 20% rachunku; sprawdzaj walutę i kurs na terminalu.
Sprawdź inne superokazje 🔥
✨Wakacyjny wypad do Paryża✨Przedłużony weekend w stolicy Francji za 1304 PLN 🏛️🥐
Paryż z Krakowa 1304 PLN

Wakacyjny city break w stolicy Francji na przedłużony weekend

Wakacyjny wyjazd do Neapolu 🍕✈️ Loty i hotel ze śniadaniami za 1259 PLN 🔥
Włochy z Warszawy 1259 PLN

Wakacyjna wycieczka na południe Włoch

Japonia z Etihad Airways 🎎🎴 Loty z Warszawy od 3075 PLN 😍✈️ Również na wakacje ❗️
Tokio z Warszawy 3075 PLN

Odkryj Kraj Kwitnącej Wiśni. Również na wakacje

Santoryn na tydzień za 1441 PLN ☀️🇬🇷 Bezpośrednie loty + noclegi z basenem 💦👙
Santoryn z Krakowa 1441 PLN

Najpiękniejszy zakątek Grecji na rozpoczęcie sezonu

Misją Fly4free.pl jest przedstawienie Ci najlepszych zdaniem naszej redakcji okazji na podróże. Opisujemy oferty znalezione przez nas w internecie i wskazujemy adresy internetowe, pod którymi samodzielnie możesz wykupić podróż lub elementy podróży. Ceny w artykułach są aktualne w chwili publikacji. Możemy otrzymywać wynagrodzenie od partnerów handlowych, do których Cię przekierowujemy.
Komentarze

Avatar użytkownika
zamowilem zupe gulaszowa za zalozmy 100 forinkow zjadlem przychodzi rachunek 400forintow. dlaczego? pytam ty nie jadles gulesz tylko gulasz specjal- pada pdpowiedz i pokazuje cene 400 na drugiej stronie
Kian, 30 stycznia 2018, 19:59 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Dlatego ja zwykle szukam "all you can eat". Najtaniej chyba w Budapeszcie: "Új-Házi Vendéglő" przy Szent István krt. 29. Z dobrym piwem, nawet 5-6€, ale jest limit czasowy, chyba 45 min.
pabloz, 30 stycznia 2018, 21:19 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Ah, to cholerne coperto we Wloszech...
scorpion1077, 30 stycznia 2018, 21:24 | odpowiedz
Avatar użytkownika
W każdym przewodniku piszą o przystawkach w Portugalii, trzeba być głąbem, żeby o tym nie wiedzieć. W menu zawsze są ich ceny, jak dla kogoś chleb za 1 eur albo dobry ser za 3 to za dużo to lepiej niech zostanie w domu...
BusinessClass, 30 stycznia 2018, 21:25 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Co do oszust. Miałem niemiłą sytuację na Węgrzech (moich ulionych zresztą). Jedziemy na Bałkany samochodem (tranzytem przez kraj Madziarów). Ok. 2-3 w nocy znajdujemy się pomiędzy Miszkolcem a Budapesztem. Wychodzę nieco zaspany podczas przerwy na stacji benzynowej i idę zakupić zimne piwko. Nie pamiętam cen, ale sytuacja była w stylu - piwko 300 forintów, płacę banknotem 10 000 forintów, a pani wydaje mi 700 zamiast 9 700 forintów. Co więcej, przy kasie przeliczyłem, podziękowałem i odszedłem! Nie jestem Januszem, czy żółtodziobem. Podróżuję od kilku lat, kilkanaście razy w roku. Znam języki i ogólnie jestem ostrożny. Jednak czasami góruje zmęczenie, chęć zimnego piwka, a do tego dochodzi fakt, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do walut typu 300 za piwo 5000 za obiad. I wpadka gotowa :) Ale cóż, kto siedzi w domu, ten się nie myli.
Ajver, 31 stycznia 2018, 8:22 | odpowiedz
Avatar użytkownika
W drugą stronę, Ukraina koło Ławry małżeństwo sprzedaje przy ulicy śliczne czereśnie. Pytam ile - 10 hrywien. Ok, wyciagam banknot z portfela, płacę biorę czereśnie a oni najpierw patrzą na siebie a później na mnie. Co jest nie tak? I pokazują, że zapłaciłem 10 ale euro. Miałem banknoty koło siebie, są podobne i o mało nie kupiłem najdroższych czereśni w życiu. Od tego czasu nie trzymam różnej waluty koło siebie. Uniknąłem zmoki dzięki uczciwości i życzliwości Ukraińców,z którą jeszcze kilka razy później się spotkałem
pablo1603, 31 stycznia 2018, 9:52 | odpowiedz
Avatar użytkownika
pablo1603 W drugą stronę, Ukraina koło Ławry małżeństwo sprzedaje przy ulicy śliczne czereśnie. Pytam ile – 10 hrywien. Ok, wyciagam banknot z portfela, płacę biorę czereśnie a oni najpierw patrzą na siebie a później na mnie. Co jest nie tak? I pokazują, że zapłaciłem 10 ale euro. Miałem banknoty koło siebie, są podobne i o mało nie kupiłem najdroższych czereśni w życiu. Od tego czasu nie trzymam różnej waluty koło siebie. Uniknąłem zmoki dzięki uczciwości i życzliwości Ukraińców,z którą jeszcze kilka razy później się spotkałem
Hehe miałem tak samo ale w Brazylii Zamiast zapłacić 20 reali, wyjąłem 20€ bo są niemal identyczne. Sprzedawca dziwnie oglądał z dwóch stron i mi oddał. Uznałem wtedy, że za gruba kasa i nie ma jak wydać. Wtedy znalazłem 10 reali i zapłaciłem. Dopiero po powrocie do domu zrozumiałem co się wydarzyło. :-)
marcha, 31 stycznia 2018, 13:41 | odpowiedz