Indyjska turystyka zyskała nową, fenomenalną atrakcję turystyczną. Aż dziw, że Polacy jeszcze na tym nie zarabiają!
Hinduskie wesele słyną z przepychu, feerii barw, suto zastawionych stołów. Coś, co jawi się jako kwintesencja hinduskiej kultury, teraz stało się atrakcją turystyczną. Za odpowiednią opłatą, każdy może stać się gościem pary młodej. Czy polskie agencje turystyczne też powinny pójść tym tropem?
„Nie byłeś w Indiach, jeśli nie uczestniczyłeś w tutejszym weselu” – głosi slogan firmy JoinMyWedding, która zaprasza turystów na hinduskie śluby. Oczywiście nie robi tego za darmo, a układ jest prosty. My płacimy za możliwość uczestniczenia w pięknej, kolorowej ceremonii, a firma znajduje odpowiednią rodzinę. Za połączenie turysty z rodziną pobiera prowizję, a reszta pieniędzy trafia do organizatorów imprezy. A jeden dodatkowy gość na weselach, które gromadzą od kilkuset do nawet tysiąca osób, nie jest żadnym problemem.
– Urodziłam się i wychowałam w Europie, ale kilka lat temu miałam szczęście trafić na hinduskie wesele. Całe wydarzenie było niesamowite. Od wszystkich tradycyjnych elementów ceremonii, aż po piękne sari, akcesoria, gościnność, kolorowe światła, egzotyczne, ostre smaki, atmosferę, zapach i dekoracje! – opowiada Marti Matesca, współzałożycielka firmy. Wracając do domu, ciągle myślałam o tym, że miałam szczęście się tam znaleźć. I tak wpadłam na pomysł zaprasza na śluby obcokrajowców – opowiada.
W trakcie rezerwacji wybieramy, na ile dni chcemy dołączyć do biesiadników, bowiem hinduskie wesela trwają od kilku do kilkunastu dni. Możemy też zabrać kogoś ze sobą. W cenie wliczone są wszystkie posiłki i atrakcje dostępne na imprezie. Firma nie organizuje jedynie transportu i noclegów. Takie zaproszenie kosztuje nas 150 USD (ok. 570 PLN) za jeden dzień lub 250 USD za dwa lub więcej dni wesela.
Przez całe wesele towarzyszy nam wyznaczona osoba, która opiekuje się nami już od momentu rezerwacji po zakończenie imprezy. Jeśli mamy ochotę, pomoże nam także znaleźć odpowiedni strój na wesele i odpowie na wszystkie pytania. Dodatkowe chętne pary młode przechodzą weryfikację – muszą m.in. znać język angielski.
W czasach, gdy niemal każdy podróżnik stawia przede wszystkim na bezpośrednią interakcję z mieszkańcami i jak najbardziej chce zanurzyć się w lokalnej kulturze, zaproszenie na tradycyjny ślub i wesele wydaje się być czymś atrakcyjnym. Jedyne, co w całym pomyśle może dziwić, to że… powstał tak późno. I że pomysłu nie podłapały jeszcze polskie agencje turystyczne.
Wszak o polskich weselach też krążą legendy wśród obcokrajowców, a ci, którzy mieli okazję w nich uczestniczyć wspominają je przez długi czas.
– To było dla mnie coś absolutnie niezwykłego. Stoły uginały się pod ciężarem jedzenia, wielu dań w ogóle wcześniej nie znałem. Rodzina pary młodej wpompowała we mnie mnóstwo alkoholu, tańczyłem całą noc podobnie jak inni goście. Wielu rzeczy nie rozumiałem, ale moja weselna partnerka była dobrym przewodnikiem po zwyczajach – opowiada mi Alessandro, Włoch od wielu lat mieszkający w Polsce. – Każdy, kto uważa, że Polacy są sztywni i nie potrafią się bawić, powinien wybrać się na polskie wesele. I kupić zapas tabletek na kaca. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą poprawiny – śmieje się.
I trudno się z tym nie zgodzić. Tradycyjne polskie wesela w wielu kwestiach przypominają te hinduskie – też często gromadzą setki osób, jedzenia nie brakuje, a związane z nimi zwyczaje można wymieniać w nieskończoność. Nie są może aż tak kolorowe i nie trwają tygodnia, ale za to są świetną okazją do celebrowania folkloru, którego czasem zupełnie niepotrzebnie trochę się wstydzimy. Tymczasem mógłby on się okazać jedną z ciekawszych rzeczy do zaoferowania.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?