Szczyt sezonu tuż, tuż. Mamy 7 patentów na ekspresową kontrolę bezpieczeństwa
W obliczu zbliżającego się wielkimi krokami szczytu sezonu (długi weekend czerwcowy i wakacje), a także licznych problemów z niedoborami personelu i zwiększonym popytem na lotniskach w całej Europie, przygotowaliśmy parę zasad . Oczywiście na samą kolejkę i tłumy nie macie wpływu, ale to wcale nie znaczy, że i tak nie da się przyśpieszyć całego procesu. A im więcej z nas pomyśli o tych drobnych zasadach, tym szybciej przesuwa się cały ogonek. Czyż to nie genialne?
Dla starych lotniskowych wyjadaczy i nałogowych podróżników, te rady mogą wydać się oczywiste. Ale pamiętajcie, że wśród nas jest wiele osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z podróżami i lataniem. Podzielcie się z nimi swoimi patentami w komentarzach.
1. Pakuj się mądrze
Niewiele osób myśli o tym, że już w domu może zadbać o to, by kontrola bezpieczeństwa przebiegła sprawnie i bez większych ceregieli. Tymczasem dobrze spakowany bagaż podręczny, to naprawdę duży krok do sukcesu.
Jak to zrobić? Banalnie! W łatwo dostępne miejsca wkładamy te rzeczy, które będziemy musieli wyciągnąć na taśmę przy kontroli. A więc pod ręką mam zawsze płyny (spakowane już w prawilny woreczek, który nikomu nie będzie przeszkadzał) i elektronikę – telefon, powerbanka, czytnik książek, laptopa czy z czym tam sobie jeszcze podróżujecie.
Trzy razy zastanawiam się też, czy nie mam niczego, czego w bagażu podręcznym nie można przewozić. Zagrzebany na dnie plecaka pilniczek, korkociąg czy scyzoryk potrafią znacznie spowolnić naszą odprawę. A szukanie ich to niejednokrotnie katorga – szczególnie, jeśli w ogóle zapomnieliśmy, że je mamy.
2. Zastanów się, co ubierzesz
Ale nie tylko o pakowanie możemy zadbać już w domu. Nie bez znaczenia jest też przecież to, w co jesteśmy ubrani. Buty, których zakładanie i ściągnie zajmuje wieczność, pasek, zegarek, kurtka lub gruba bluza, która nie chce przejść nam przez głowę, kieszenie wypchane tym i owym – to wszystko może wydłużyć czas kontroli.
Warto przemyśleć, co dla nas jest istotne i z czego możemy zrezygnować – o ile np. ja nie wyobrażam sobie podróży bez zegarka (który przecież też muszę ściągnąć), o tyle już buty ubieram te, które najłatwiej się ściąga i zakłada (choć nie zawsze trzeba to robić), a paska do samolotu nie ubieram nigdy. Ale wy możecie robić zupełnie odwrotnie – warto jednak mieć na uwadze, że im więcej elementów do ściągnięcia (i im bardziej kłopotliwe są), tym gorzej.
3. Zwróć uwagę na porę lotu
„Cześć, czy ktoś leciał ostatnio z Modlina i może powiedzieć, ile czasu trwa kontrola bezpieczeństwa?” – kojarzycie takie posty z dowolnym lotniskiem w roli głównej na Facebookowych grupach czy w komentarzach? Bo my znamy je świetnie. Tymczasem nie ma czegoś takiego jak czas kontroli na lotnisku X. Dwóch różnych pasażerów w tym samym dniu, może mieć zupełnie skrajne doświadczenia. Kluczowa bowiem jest pora lotu – i niekoniecznie chodzi o rano/popołudniu/wieczorem, a o… liczbę połączeń.
Chcesz wiedzieć, czy na kontroli bezpieczeństwa (i całym lotnisku) będzie dużo ludzi? Sprawdź, ile w tej samej porze jest zaplanowanych odlotów. Im więcej samolotów do zapełnienia, tym więcej pasażerów do sprawdzenia. Chcesz unikać tłumów? Kupuj loty w mniej obłożonych porach (o ile masz taką możliwość). Weekendy zawsze będą bardziej popularne niż dni tygodnia, a godziny popołudniowe niż wczesno poranne.
4. Wybierz dobrą kolejkę
Dobra kolejka to klucz do sukcesu. Na pewno znacie to wredne prawo Murphy’ego, zgodnie z którym zawsze szybsza jest ta kolejka, w której… nie ma nas. Na szczęście wytrawne podróżnicze oko szybko uczy się analizować, kto stoi w kolejce i oszacować, w której coś może pójść nie tak. To tu stoją ludzie, którzy jeszcze tuż przed kontrolą będą urządzać sobie wyścigi w dopijaniu ostatnich łyków nieregulaminowej wody. To tu nie brakuje tych zestresowanych, nieprzygotowanych, zdezorientowanych, którzy niespodziewanie zablokują dobrze zapowiadającą się kolejkę. Mają do tego prawo. Tak jak i my, możemy spróbować przewidzieć, gdzie pójdzie mniej lub bardziej sprawnie.
Eksperci zawsze podpowiadają, żeby wybierać ludzi w garniturach, wyglądających na biznesmenów – z założenia mają oni więcej latać, a więc i sprawniej przechodzić odprawę. Ja stawiałabym jednak na backpackerów – dla nich lotniska naprawdę są czymś powszechnym, więc doskonale wiedzą, co jak i kiedy. Kogo unikać? Przede wszystkim rodzin z dziećmi i ludzi z wieloma tobołkami. W większości przypadków „coś pójdzie nie tak”.
Oczywiście – są wyjątki. Zarówno świetnie wyglądający biznesmen może okazać się być największą lotniskową zawalidrogą, jak i rodzina z czwórką dzieci może przejść cały proces ekspresowo. To właśnie dlatego, wybieranie kolejki to szacowanie, analizowanie i obstawianie godne bukmacherów.
5. Poproś o pomoc i bądź miły!
„Przepraszam, ale mój samolot zaraz odlatuje” – to naprawdę magiczne słowa. Wiecie, że czas się kończy, a kolejka stoi w miejscu jak zaklęta? Podejdźcie do kogoś z obsługi i wyjaśnijcie jaka jest sytuacja. Nie ma nikogo takiego na horyzoncie? Przejdźcie do przodu i grzecznie zapytajcie pasażerów, czy moglibyście ich wyminąć. W wielu przypadkach to naprawdę działa. Bo każdy chciałby, żeby zadziałało, kiedy to jemu powinie się noga.
Pod jednym warunkiem – nie robimy awantury, a prosimy. Bo nikt nie ma obowiązku nam pomóc ani nas przepuścić. Ale może to zrobić. Tak samo jak może nam zrobić na złość, jeśli zaczniemy robić burdę. Chciałabym wierzyć, że nie trzeba tego pisać, ale zbyt wiele widziałam na lotniskach, żeby mieć pewność.
6. Lataj w biznesie albo zdobądź status lotniczy 😉
To rada w stylu „zmieć pracę i weź kredyt”, ale faktem jest, że… jeśli chcesz ominąć kolejki, to latanie z wyższych klasach jest świetnym rozwiązaniem. Pasażerowie klasy biznes mogą bowiem skorzystać z tzw. fast tracka, osobnej bramki na lotnisku, przy której zwykle nie ma żadnej kolejki albo jest tam dosłownie kilka osób. Kontrola bezpieczeństwa w takim miejscu, zawsze przebiega ekspresowo i można tylko pozazdrościć tym, którzy korzystają z niej zawsze.
Podobnie jest, jeśli mamy odpowiedni status lotniczy, który uprawnia nas do skorzystania z fast tracka.
7. W kryzysowej sytuacji… zapłać
Warto też wiedzieć, że fast track – podobnie jak większość usług „premium” – jest dostępnych także dla zwykłych pasażerów, takich jak większość z nas. Różnica jest taka, że trzeba za nie wtedy zapłacić. W kryzysowej sytuacji (np. gdy był wypadek na drodze dojazdowej do lotniska, spóźnił się poprzedni samolot, z którego mamy się przesiąść bez lotu łączonego czy dowolna inna wtopa) warto przemyśleć, czy nie opłaca nam się dopłacić, ale mieć pewność, że zdążymy na lot.
Tym bardziej, że najczęściej możemy zrobić to także przez internet – chociażby stojąc w korku czy w kolejce.